Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą len. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2013

Garnitur a upalny dzień

Upały w Polsce stały się dokuczliwe. Szczególnie dla par, które biorą ślub w lecie. Dotyczy to także osób, które muszą lub powinny chodzić w garniturze do pracy.

Niestety garnitur nie został wymyślony na bardzo upalne dni. Jego kolebką jest bardzo deszczowe miejsce. Dlatego trudno oczekiwać idealnych rozwiązań. Tak jak marynarka, choćby nie wiadomo jak dopasowana i uszyta, będzie w jakimś stopniu krępować nasze ruchy, tak samo dodatkowe warstwy materiału w bardzo upalne dni będą raczej przeszkadzać niż pomagać.

Warto natomiast zdać sobie sprawę, że można znacznie, ale to znacznie sobie ulżyć poprzez dobranie odpowiednich materiałów w stroju eleganckim. Nie chodzi tu tylko o garnitur, ale całość stroju. Jeśli chcemy, żeby w upalne dni garnitur zapewniał nam odpowiednią wymianę powietrza i wilgoci, to musimy zwrócić uwagę przede wszystkim na cztery elementy: koszulę, podszewkę, wypełnienie marynarki i materiał wierzchni.

Koszula. Oczywiście powinna być w 100% bawełniana (w wypadku mniej formalnego stroju może być lniana, w szczególnych wypadkach może być jedwabna), ale to nie wystarczy. Bardzo ważny jest tak zwany splot materiału. Najlepszy będzie tak zwany splot płócienny (najlepiej jedna z jego wersji: panamowski), w którym tkanina jest tak ułożona, że pozwala na duży przepływ powietrza (ze strony upunique.com):


Niektóre bawełniane koszule mają taki splot, który bardziej nadaje się do trzymania ciepła w zimie aniżeli do noszenia w letniej pogodzie.
Splot jest ważniejszy od grubości samej tkaniny. Możemy mieć koszulę, która wydaje się masywna, ale dzięki splotowi płóciennemu będzie w stanie przepuszczać sporo powietrza.
Dobrze, jeśli koszula nie będzie idealnie dopasowana na ciała i będzie miała trochę zapasu materiału (przy konieczności odprowadzenia wilgoci). Jednakże tylko trochę.

Jeśli chcemy przetestować przewiewność materiału (nie tylko koszuli), najlepiej to wykonać starym chałupniczym testem: próbować przez niego bezpośrednio oddychać. Jeśli oddycha się trudno, to nasze ciało będzie równie trudno oddychało.

Podszewka. Niezwykle ważny czynnik, w przeciwieństwie do materiału wierzchniego zaniedbywany, a którego zaniedbanie z pewnością zniweczy nawet najlepiej dobrane pozostałe elementy. W wypadku podszewki mamy w zasadzie jedną opcję: wiskozę (nazywaną w oryginale "rayon"). Drugą jest specjalnie do tego przygotowany jedwab, który w wersji nie bardzo drogiej będzie raczej albo mało wytrzymały, albo będzie słabo przewiewny. Przy wiskozie należy pamiętać, że mamy ją produkowaną na różne sposoby, bo to celuloza poddana obróbce. Stąd biorą się jej różne nazwy (a także różna przewiewność...): rayon, acetat, wiskoza, a czasami nazwy nadawane przez konkretne firmy.
Na podszewkę wykluczony jest poliester. W spółce akcyjnej "podszewka" nie ma miejsca dla poliestru. Nawet w niewielkim procencie, ponieważ działa prawie jak folia. Proszę sobie wyobrazić założenie folii na najdelikatniejszą koszulę pod bardzo wygodną marynarkę. Nie ma szans, żebyśmy osiągnęli komfort termiczny. Dlatego z poliestru trzeba koniecznie zrezygnować. Także tajemnica oddychającej marynarki kryje się również tu (zdjęcie ze styleforum):



W wypadku, gdy mówimy o zestawach mniej eleganckich, ważne jest również to jak duża jest podszewka. W marynarkach mniej formalnych, letnich, rezygnuje się częściowo (lub nawet w całości) z podszewki, co dodatkowo daje komfortu.

Wypełnienie marynarki. Ma znaczenie, choć niestety trudno je w pełni sprawdzić przy kupowaniu marynarki "z wieszaka". Warto jednak dokonać oglądu poprzez dotykanie marynarki i próbę wyczucia co znajduje się między materiałem wierzchnim a podszewką. Jeśli wydaje nam się, że między podszewką a wełną są materiały przypominające syntetyczne gąbki, to marynarka będzie bardziej męcząca. Sporo zależy od tego, czy garnitur jest w pełni szyty (jak na przykład w wypadku bespoke), czy też klejony (a klej oczywiście będzie niweczył oddychalność materiału wierzchniego, czy podszewki). A także jeśli jest klejony, to w jaki sposób i jakimi materiałami.
Zawsze można spróbować na marynarce testu chałupniczego.

Materiał wierzchni, o którym zawsze się mówi najwięcej. Opcje, z jakimi się spotkałem są następujące: len, wełna tropikalna, bawełna, jedwab i kaszmir. Lekki kaszmir potrafi być bardzo przyjemną tkaniną, ale raczej nie dorównuje poprzednim opcjom. Podobnie z jedwabiem, który będzie się dodatkowo świecił i generalnie przy dobrym materiale na garnitur jest większym izolatorem. Piszę "raczej", ponieważ w wypadku materiałów trudno o kategoryczne i sprawdzające się w stu procentach klasyfikacje. Oto James Bond ubrany w jedwabny garnitur, wykonany z ładnej szarej tkaniny:



Lekka bawełna może być dobrym rozwiązaniem, ale raczej nie nadaje się na garnitur bardziej formalny, ponieważ się gniecie i do tego ma widoczny nieformalny charakter.
Jeden z najlepszych rodzajów bawełny na garnitur letni (ciągle mniej formalny) jest seersucker (kora). Zagniecenia są wpisane w jego charakter. Mimo iż ma formę trochę "pościelową", to jednak można z niego stworzyć wyjątkową letnią kreację, która nadawałaby się na koktajlowy wczesny letni ślub w ogrodzie, gdy temperatura oscyluje wokół 40 stopni:


Seersucker zazwyczaj jest w paski, ale tylko zazwyczaj. Seersucker był materiałem kojarzonym swego czasu z biedniejszymi warstwami społeczeństwa, ale po jakimś czasie stał się amerykańską klasyką i sposobem na radzenie sobie z wysokimi temperaturami.

Najlepszą jednak opcją materiałową pozostaje wełna tropikalna. Wygląda elegancko i formalnie jak to wełna, ale pozostaje lekka w noszeniu (nie chodzi o samą gramaturę) i pozwala na jak najlepsze przemieszczanie się cząsteczek powietrza (gruba zimowa wełna też pozwala na przemieszczanie się cząsteczek, ale to temat na inny wpis, bardziej o fizyce). Dzięki temu nasz organizm łatwiej uwalnia nadmiary ciepła, a tkanina go nie zatrzymuje. Przykładami wełny tropikalnej są fresco, moher, czy inne podobne. Oto Herbert Stricker w przykładowym garniturze z wełny tropikalnej:


Oprócz wełny tropikalnej pozostaje jeszcze ostatnie rozwiązanie, czyli len. Naturalnie len jest wykluczony na strój formalny, ponieważ gniecie się bez jakiegokolwiek wysiłku. Nic nie robi sobie z próśb i błagań o to, aby pozostać gładkim. Można by nawet powiedzieć, że len jest pewnego rodzaju "dresem" eleganta. Zakłada się go w luźnym zestawie, ponieważ od razu zaczyna się gnieść.

Nawet jeśli coś jest pięknie wystylizowane w taki sposób (Ralph Lauren):


Zaledwie w kilku minut po wykonaniu kilku ruchów materiał zacznie się gnieść i nie będzie już tak pięknie wyglądał. Z tym się nie da wygrać. Z tego powodu niektórzy wielcy eleganci mogą odrzucać len. Jeśli jednak nie mamy obsesji perfekcjonistycznych, to len może być świetnym pomysłem. A jego gniecenie się można pokochać i zacząć z tym żyć. Jeśli jednak idziemy do pracy, gdzie wszyscy są ubrani w garnitury, to nasz lniany będzie wyglądał mało elegancko. Jeśli natomiast wszyscy mają na sobie lekkie koszulki z krótkim rękawem, to w naszym lnianym garniturze będziemy się wyróżniać pozytywnie mimo zagięć.

Oczywiście wszystkie te materiały, bawełna, len, jedwab, wełna tropikalna, kaszmir, mogą być ze sobą mieszane (i jeśli nie wyznajemy bardzo ortodoksyjnej religii, to nie powinno nam to przeszkadzać).

Jednocześnie warto pamiętać, że uwzględniając wszystkie czynniki, najlepszą opcją pozostaje wełna tropikalna, ponieważ może być przewiewna tak jak len. Jednakże len (zazwyczaj) ma jedną istotną przewagę nad wełną tropikalną (naturalnie w kwestii przewiewności). Ma to związek z higroskopijnością materiałów.

Otóż wełna i len o porównywalnej jakości są w stanie zapewnić podobną przewiewność materiału, a więc ułatwić wymianę powietrza między otoczeniem a ciałem.
Len jednak ma dodatkową zaletę - potrafi pochłaniać wilgoć, a następnie szybko ją odparowywać. Temperatura to nic innego jak jedna z form energii. Jeśli chcemy schłodzić jedno miejsce, to ta energia musi gdzieś uciec. W wypadku przewiewności materiału chodzi bezpośrednią o ucieczkę cząsteczek o wyższej energii. Jednakże czynnikiem dodatkowym poza przewiewnością materiału jest wilgoć, a woda ma wysokie zdolności absorpcyjne. Krótko mówiąc doskonale pochłania temperaturę (właśnie dlatego trudniej rozpalić wilgotne drewno, albo trudniej oparzyć mokrą rękę aniżeli suchą).

I tu kryje się dodatkowa funkcja lnu, który potrafi wchłonąć wodę i ją szybko odparować na zewnątrz. Wraz z nią energię kinetyczną cząstek, czyli temperaturę. Dlatego len działa na dwóch frontach w przeciwieństwie do wełny tropikalnej: ułatwia wymianę powietrza, a do tego ułatwia wymianę wilgoci (gdy się spocimy, to len również szybko wyschnie). Z tego drugiego względu gdy mamy na sobie długie lniane spodnie w trakcie upału, mamy wrażenie "jak gdyby" spodnie nas chłodziły. Nie jest to tylko wrażenie - tak jest naprawdę, dzięki temu jak len radzi sobie z wilgocią.

(Naturalnie są to rozważania generalne. Mogą się zdarzyć przypadki, w którym będziemy bardziej zadowoleni z konkretnej wełny tropikalnej aniżeli lnu).

Na koniec mała garść linków do tekstów kilku zagranicznych i polskich eleganckich Panów, którzy poruszali już temat:
Sven Raphael Schneider
Will Boelke
Bernard Roetzel
Roman Zaczkiewicz, Szarmant
Vislav, Wiesław Mileńko

piątek, 26 lipca 2013

Rozmiar poszetki a kieszonka

Jeden z Czytelników, który właśnie zaopatrzył się szczęśliwie w lnianą poszetkę, zwrócił uwagę, że materiał jest trochę gruby i nazbyt wypycha kieszonkę (brustaszę). Rady na ten problem są dwie.

1. Poszetkę można zawsze zmniejszyć u krawca i dostosować rozmiarem do kieszonki.
2. Najlepiej jednak się tym nie przejmować (o ile wypychanie nie jest zanadto przesadzone).

Lepiej skorzystać z opcji drugiej, ponieważ każda marynarka ma inny rozmiar kieszonki. W jednej marynarce kieszonka może być nazbyt wypychana przez poszetkę, a w innej marynarce może się okazać, że poszetka się chowa do kieszonki w trakcie użytkowania.

Do tego warto pamiętać o tym, że poszetka sama w sobie jest niesymetrycznym elementem stroju, który celowo zwraca uwagę na klatkę piersiową mężczyzny (rozszerza dodatkowo ramiona i pomaga marynarce sprawiać wrażenie dobrze zbudowanego atlety). I do tego jest z lewej strony, więc najwyraźniej jej właściciel to mężczyzna o wielkim szlachetnym sercu, które wypycha marynarkę (ze strony):



Także można to potraktować jako element stylu i się niespecjalnie przejmować. Niektórzy z kolei celowo noszą poszetki mocno na wierzchu, w większym stopniu poza kieszonką, aby dodać jeszcze mocniejszego akcentu:


piątek, 14 września 2012

Biała lniana poszetka (chusteczka)

Poszetkę (chusteczka) wkłada się do brustaszy (kieszonka). Polecam Panom stosowanie tego prostego zabiegu, aby upiększyć swój jakikolwiek strój, w który uwikłana jest marynarka. Poszetkę należy traktować jak kolejny krawat, chociaż można ją również nosić bez krawata. Gdy już jednak zdecydujemy się na połączenie jej z krawatem, to musi mieć inną fakturę/wzór/kolor niż krawat. Nie ma sensu traktować poszetki jako kopii krawata. A niestety często takie zestawy widzimy. Tak i na zdjęciach, jak i w sprzedaży. Poszetka ma współgrać z krawatem (i resztą stroju), a nie robić za jego echo.

Poszetki powinny być wykonane z jednego z trzech materiałów: lnu, jedwabiu, lub bawełny (chociaż wyobrażam sobie eksperymentowanie z wełną). Panowie z gustem starają się unikać poszetek ze sztucznych materiałów (choć policja ubraniowa nikogo nie będzie ścigać, jeśli np. skorzysta się z poszetki z wiskozy).

Jedwab. Ten materiał się świeci, dlatego nie stosowałbym go w zestawach luźniejszych. Co więcej może się gryźć lekko z krawatem, który oczywiście powinien być jedwabny.

Bawełna. Mój ulubiony materiał. Delikatny i nie świeci się. Bardzo dobrze nadaje się na poszetkę.

Do tego może spełniać funkcję historyczną poszetki - chusteczki, którą chcemy poratować Damę w potrzebie (kiedy jej wpadło coś do oka). Natychmiastowe jej wyciągniecie przy Pani, której właśnie poleciała łezka z oka, zrobi dobre wrażenie. A ponieważ z niej skorzysta, to odda ją dopiero za jakiś czas, kiedy ją wypierze.

Jedynym wyjątkiem, kiedy ograniczyłbym stosowanie bawełnianej poszetki jest przypadek białej koszuli i białej poszetki, czyli przypadek ślubny. Poszetka i kołnierz koszuli nie powinny mieć żadnych wzorów. Jeśli będą zrobione z tego samego materiału (koszula musi być w 100% z bawełny), to mogą wyglądać za bardzo podobnie (ze względu na fakturę). A poszetka ma być przecież dodatkiem, który się wyróżnia. Dlatego wtedy warto wybrać opcję 3.

Len. Inny materiał niż wełna, jedwab i bawełna, czyli wszystkie trzy materiały, które ma na sobie Pan Młody. Dlatego warto zaopatrzyć się w jedną lnianą poszetkę specjalnie na ślubną okazję. Oczywiście nic się takiego nie stanie, jeśli poszetka na ślub będzie z bawełny, albo z jedwabiu. Ale jak przyłożycie do stroju Pana Młodego wszystkie te trzy warianty, to zobaczycie, że len dodaje ciekawej wariacji do stroju.

Jak złożyć poszetkę? W zależności od nastroju; jest wiele różnych sposobów. Ważne, żeby za bardzo nie wystawała i nie dominowała. Do ślubu powinna być skromnie i schludnie złożona. Zwłaszcza, jeśli chcemy połączyć poszetkę z kwiatkiem w butonierce. Nie - jedno nie wyklucza drugiego. Można mieć i kwiatek, i poszetkę. Jest to nawet wskazane. Nie ma sprzeczności między jednym a drugim (co powiedzą zdjęcia Panów z przeszłości, które możemy oglądać). Jeśli jednak decydujemy się na kwiatek w butonierce, to warto złożyć poszetkę bardzo schludnie i skromnie, żeby jej rogi nie wystawały z brustaszy zbyt kwieciście (skoro kwiatek jest już w butonierce).

Poszetka powinna być za każdym razem układana, składana do stroju. W żadnym wypadku nie może to być pseudoposzetka, już złożona (na kartoniku etc.).

Co do poszetek mniej formalnych, do codziennego użytku, zwolennikom opcji budżetowych polecam "recycling". W wielu "second-handach" można dostać ciekawe zniszczone koszule, szale, kawałki materiału (za parę złotych). Nożyce krawieckie z ząbkami wyczarują dla Was z nich poszetki. Niejednokrotnie ciekawsze od tych do dostania w sklepach.