Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszula. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 sierpnia 2013

Garnitur a upalny dzień

Upały w Polsce stały się dokuczliwe. Szczególnie dla par, które biorą ślub w lecie. Dotyczy to także osób, które muszą lub powinny chodzić w garniturze do pracy.

Niestety garnitur nie został wymyślony na bardzo upalne dni. Jego kolebką jest bardzo deszczowe miejsce. Dlatego trudno oczekiwać idealnych rozwiązań. Tak jak marynarka, choćby nie wiadomo jak dopasowana i uszyta, będzie w jakimś stopniu krępować nasze ruchy, tak samo dodatkowe warstwy materiału w bardzo upalne dni będą raczej przeszkadzać niż pomagać.

Warto natomiast zdać sobie sprawę, że można znacznie, ale to znacznie sobie ulżyć poprzez dobranie odpowiednich materiałów w stroju eleganckim. Nie chodzi tu tylko o garnitur, ale całość stroju. Jeśli chcemy, żeby w upalne dni garnitur zapewniał nam odpowiednią wymianę powietrza i wilgoci, to musimy zwrócić uwagę przede wszystkim na cztery elementy: koszulę, podszewkę, wypełnienie marynarki i materiał wierzchni.

Koszula. Oczywiście powinna być w 100% bawełniana (w wypadku mniej formalnego stroju może być lniana, w szczególnych wypadkach może być jedwabna), ale to nie wystarczy. Bardzo ważny jest tak zwany splot materiału. Najlepszy będzie tak zwany splot płócienny (najlepiej jedna z jego wersji: panamowski), w którym tkanina jest tak ułożona, że pozwala na duży przepływ powietrza (ze strony upunique.com):


Niektóre bawełniane koszule mają taki splot, który bardziej nadaje się do trzymania ciepła w zimie aniżeli do noszenia w letniej pogodzie.
Splot jest ważniejszy od grubości samej tkaniny. Możemy mieć koszulę, która wydaje się masywna, ale dzięki splotowi płóciennemu będzie w stanie przepuszczać sporo powietrza.
Dobrze, jeśli koszula nie będzie idealnie dopasowana na ciała i będzie miała trochę zapasu materiału (przy konieczności odprowadzenia wilgoci). Jednakże tylko trochę.

Jeśli chcemy przetestować przewiewność materiału (nie tylko koszuli), najlepiej to wykonać starym chałupniczym testem: próbować przez niego bezpośrednio oddychać. Jeśli oddycha się trudno, to nasze ciało będzie równie trudno oddychało.

Podszewka. Niezwykle ważny czynnik, w przeciwieństwie do materiału wierzchniego zaniedbywany, a którego zaniedbanie z pewnością zniweczy nawet najlepiej dobrane pozostałe elementy. W wypadku podszewki mamy w zasadzie jedną opcję: wiskozę (nazywaną w oryginale "rayon"). Drugą jest specjalnie do tego przygotowany jedwab, który w wersji nie bardzo drogiej będzie raczej albo mało wytrzymały, albo będzie słabo przewiewny. Przy wiskozie należy pamiętać, że mamy ją produkowaną na różne sposoby, bo to celuloza poddana obróbce. Stąd biorą się jej różne nazwy (a także różna przewiewność...): rayon, acetat, wiskoza, a czasami nazwy nadawane przez konkretne firmy.
Na podszewkę wykluczony jest poliester. W spółce akcyjnej "podszewka" nie ma miejsca dla poliestru. Nawet w niewielkim procencie, ponieważ działa prawie jak folia. Proszę sobie wyobrazić założenie folii na najdelikatniejszą koszulę pod bardzo wygodną marynarkę. Nie ma szans, żebyśmy osiągnęli komfort termiczny. Dlatego z poliestru trzeba koniecznie zrezygnować. Także tajemnica oddychającej marynarki kryje się również tu (zdjęcie ze styleforum):



W wypadku, gdy mówimy o zestawach mniej eleganckich, ważne jest również to jak duża jest podszewka. W marynarkach mniej formalnych, letnich, rezygnuje się częściowo (lub nawet w całości) z podszewki, co dodatkowo daje komfortu.

Wypełnienie marynarki. Ma znaczenie, choć niestety trudno je w pełni sprawdzić przy kupowaniu marynarki "z wieszaka". Warto jednak dokonać oglądu poprzez dotykanie marynarki i próbę wyczucia co znajduje się między materiałem wierzchnim a podszewką. Jeśli wydaje nam się, że między podszewką a wełną są materiały przypominające syntetyczne gąbki, to marynarka będzie bardziej męcząca. Sporo zależy od tego, czy garnitur jest w pełni szyty (jak na przykład w wypadku bespoke), czy też klejony (a klej oczywiście będzie niweczył oddychalność materiału wierzchniego, czy podszewki). A także jeśli jest klejony, to w jaki sposób i jakimi materiałami.
Zawsze można spróbować na marynarce testu chałupniczego.

Materiał wierzchni, o którym zawsze się mówi najwięcej. Opcje, z jakimi się spotkałem są następujące: len, wełna tropikalna, bawełna, jedwab i kaszmir. Lekki kaszmir potrafi być bardzo przyjemną tkaniną, ale raczej nie dorównuje poprzednim opcjom. Podobnie z jedwabiem, który będzie się dodatkowo świecił i generalnie przy dobrym materiale na garnitur jest większym izolatorem. Piszę "raczej", ponieważ w wypadku materiałów trudno o kategoryczne i sprawdzające się w stu procentach klasyfikacje. Oto James Bond ubrany w jedwabny garnitur, wykonany z ładnej szarej tkaniny:



Lekka bawełna może być dobrym rozwiązaniem, ale raczej nie nadaje się na garnitur bardziej formalny, ponieważ się gniecie i do tego ma widoczny nieformalny charakter.
Jeden z najlepszych rodzajów bawełny na garnitur letni (ciągle mniej formalny) jest seersucker (kora). Zagniecenia są wpisane w jego charakter. Mimo iż ma formę trochę "pościelową", to jednak można z niego stworzyć wyjątkową letnią kreację, która nadawałaby się na koktajlowy wczesny letni ślub w ogrodzie, gdy temperatura oscyluje wokół 40 stopni:


Seersucker zazwyczaj jest w paski, ale tylko zazwyczaj. Seersucker był materiałem kojarzonym swego czasu z biedniejszymi warstwami społeczeństwa, ale po jakimś czasie stał się amerykańską klasyką i sposobem na radzenie sobie z wysokimi temperaturami.

Najlepszą jednak opcją materiałową pozostaje wełna tropikalna. Wygląda elegancko i formalnie jak to wełna, ale pozostaje lekka w noszeniu (nie chodzi o samą gramaturę) i pozwala na jak najlepsze przemieszczanie się cząsteczek powietrza (gruba zimowa wełna też pozwala na przemieszczanie się cząsteczek, ale to temat na inny wpis, bardziej o fizyce). Dzięki temu nasz organizm łatwiej uwalnia nadmiary ciepła, a tkanina go nie zatrzymuje. Przykładami wełny tropikalnej są fresco, moher, czy inne podobne. Oto Herbert Stricker w przykładowym garniturze z wełny tropikalnej:


Oprócz wełny tropikalnej pozostaje jeszcze ostatnie rozwiązanie, czyli len. Naturalnie len jest wykluczony na strój formalny, ponieważ gniecie się bez jakiegokolwiek wysiłku. Nic nie robi sobie z próśb i błagań o to, aby pozostać gładkim. Można by nawet powiedzieć, że len jest pewnego rodzaju "dresem" eleganta. Zakłada się go w luźnym zestawie, ponieważ od razu zaczyna się gnieść.

Nawet jeśli coś jest pięknie wystylizowane w taki sposób (Ralph Lauren):


Zaledwie w kilku minut po wykonaniu kilku ruchów materiał zacznie się gnieść i nie będzie już tak pięknie wyglądał. Z tym się nie da wygrać. Z tego powodu niektórzy wielcy eleganci mogą odrzucać len. Jeśli jednak nie mamy obsesji perfekcjonistycznych, to len może być świetnym pomysłem. A jego gniecenie się można pokochać i zacząć z tym żyć. Jeśli jednak idziemy do pracy, gdzie wszyscy są ubrani w garnitury, to nasz lniany będzie wyglądał mało elegancko. Jeśli natomiast wszyscy mają na sobie lekkie koszulki z krótkim rękawem, to w naszym lnianym garniturze będziemy się wyróżniać pozytywnie mimo zagięć.

Oczywiście wszystkie te materiały, bawełna, len, jedwab, wełna tropikalna, kaszmir, mogą być ze sobą mieszane (i jeśli nie wyznajemy bardzo ortodoksyjnej religii, to nie powinno nam to przeszkadzać).

Jednocześnie warto pamiętać, że uwzględniając wszystkie czynniki, najlepszą opcją pozostaje wełna tropikalna, ponieważ może być przewiewna tak jak len. Jednakże len (zazwyczaj) ma jedną istotną przewagę nad wełną tropikalną (naturalnie w kwestii przewiewności). Ma to związek z higroskopijnością materiałów.

Otóż wełna i len o porównywalnej jakości są w stanie zapewnić podobną przewiewność materiału, a więc ułatwić wymianę powietrza między otoczeniem a ciałem.
Len jednak ma dodatkową zaletę - potrafi pochłaniać wilgoć, a następnie szybko ją odparowywać. Temperatura to nic innego jak jedna z form energii. Jeśli chcemy schłodzić jedno miejsce, to ta energia musi gdzieś uciec. W wypadku przewiewności materiału chodzi bezpośrednią o ucieczkę cząsteczek o wyższej energii. Jednakże czynnikiem dodatkowym poza przewiewnością materiału jest wilgoć, a woda ma wysokie zdolności absorpcyjne. Krótko mówiąc doskonale pochłania temperaturę (właśnie dlatego trudniej rozpalić wilgotne drewno, albo trudniej oparzyć mokrą rękę aniżeli suchą).

I tu kryje się dodatkowa funkcja lnu, który potrafi wchłonąć wodę i ją szybko odparować na zewnątrz. Wraz z nią energię kinetyczną cząstek, czyli temperaturę. Dlatego len działa na dwóch frontach w przeciwieństwie do wełny tropikalnej: ułatwia wymianę powietrza, a do tego ułatwia wymianę wilgoci (gdy się spocimy, to len również szybko wyschnie). Z tego drugiego względu gdy mamy na sobie długie lniane spodnie w trakcie upału, mamy wrażenie "jak gdyby" spodnie nas chłodziły. Nie jest to tylko wrażenie - tak jest naprawdę, dzięki temu jak len radzi sobie z wilgocią.

(Naturalnie są to rozważania generalne. Mogą się zdarzyć przypadki, w którym będziemy bardziej zadowoleni z konkretnej wełny tropikalnej aniżeli lnu).

Na koniec mała garść linków do tekstów kilku zagranicznych i polskich eleganckich Panów, którzy poruszali już temat:
Sven Raphael Schneider
Will Boelke
Bernard Roetzel
Roman Zaczkiewicz, Szarmant
Vislav, Wiesław Mileńko

wtorek, 2 lipca 2013

Budowanie garderoby

Często słyszymy pytanie - od czego zacząć budowanie swojej eleganckiej garderoby?

Najlepiej od następujących rzeczy:

1. Jednolitego garnituru szarego, granatowego, lub grafitowego. Z solidnej wytrzymałej wełny, jeśli chcemy go dosyć często używać (bez super S140 i wyżej, ponieważ są to delikatne materiały, które łatwiej się gniotą).

2. Białej koszuli, białej koszuli i białej koszuli. Potem można dokupić koszulę białą, a następnie błękitną (jednolitą). W dalszej kolejności koszule białe w paski.

3. Czarnych sznurowanych butów typu oxford, albo typu derby. Jeśli myślimy o solidnej eksploatacji, to na gumowej podeszwie.

Ad 1. Garnitur grafitowy będzie najbardziej uniwersalny, ponieważ generalnie będzie pasować do niego najwięcej krawatów.




Gdy jednak myślimy o dalszym rozbudowywaniu garderoby, czy kupnie dwóch garniturów, to lepiej będzie kupić szary i granatowy (jednolite). Z tej prostej przyczyny, że można je dekompletować i tworzyć tzw. zestawy skoordynowane. Szare spodnie od garnituru będą pięknie się komponować z granatową marynarką. A więc oprócz dwóch garniturów będziemy również mieli możliwość tworzenia mniej formalnych zestawów, które mogą być bardzo urzekające (ze strony http://sartoriallywasted.blogspot.com/2012_03_01_archive.html).


Ta wyżej to wersja bardziej elegancka. Naturalnie można sobie pozwolić na mocniejsze kolory wedle uznania.

Ad 2. Biała koszula jest najbardziej uniwersalnym wynalazkiem w stroju męskim. Niektórzy eleganci z dumą chwalą się, że z 40 koszul, które mają w szafie, 40 z nich jest białych. I nic dziwnego, ponieważ biel jest neutralna dla twarzy i kreuje idealną przestrzeń dla najważniejszego elementu eleganta: krawata. Krawat może wszystko o nas powiedzieć. Czy idziemy na ślub, do biura, na koktajl, spotkanie partyjne, randkę, czy galę.

Jakkolwiek bardzo interesujące mogą nam się wydawać zestawy z różnokolorowymi koszulami we wzory i krawatami, są to zestawy konkurujące z aparycją. Stają się ciekawe same w sobie jako dzieła sztuki. Należy je jednak zostawić na zabawę kiedy indziej. Nie przy budowie fundamentów.

Dobrym pomysłem jest również koszula błękitna - kolor przeciwny do koloru naszej twarzy (każdej), a więc niekradnący naszego pigmentu skóry. W dalszej kolejności można też pomyśleć o jednolitej koszuli delikatnie różowej (pastelowej), albo białej z jakieś paski, czy kratkę. Generalnie rzecz biorąc im ciemniejsza koszula, tym mniej uniwersalna i trudniej do niej dobrać krawat.

Ad 3. Buty czarne sznurowane będą pasować prawie do każdego zestawu. Dlaczego gumowa podeszwa? Ponieważ Polska jest krajem, gdzie często pada deszcz, śnieg i bywa zimno. Do tego chodniki nie są gładkie i nie tylko torturują obcasy Pań, ale są równie bezlitosne dla skórzanej podeszwy. Owszem, skórzana podeszwa jest wygodniejsza, lepiej oddycha, lepiej się dopasowuje do stopy i można ją jakoś zakonserwować. Mimo wszystko guma jest znacznie wytrzymalsza i pozwala przetrwać butom znacznie dłużej. W garniturowych oksfordach czy derbach z gumową podeszwą można nawet wyjść na zaśnieżone chodniki i jakoś sobie poradzą. Mogą to być buty całoroczne.

Do takiej trójki organizujemy białą poszetkę i możemy kupować różne krawaty. Eleganckie, biurowe, dowcipne, ślubne... Czego tylko dusza zapragnie (muchy również). Główną siłą takiej garderoby jest jej elastyczność. Mając te dwa garnitury z dobrej wełny, kilka białych koszul, jedną niebieską i czarne wiązane buty, nasza garderoba jest przede wszystkim ograniczona ilością krawatów. Mając 30 krawatów możemy mieć kilkadziesiąt bardzo różnych kreacji (kombinacje z dwoma garniturami, zestawem koordynowanym, wreszcie z niebieską koszulą itd.). Każdego innego dnia możemy sprawiać wrażenie jakbyśmy mieli szafę bogatą w wiele ubrań, a tymczasem mogłaby się zmieścić w niewielkiej przestrzeni.

Oczywiście im więcej się ma, tym ciekawiej. Oczywiście wiele jest ciekawych garniturów we wzory, podobnie jak koszul. Wiele jest przepięknych butów innych niż jednolite czarne. Mówimy jednak o początkach budowanej garderoby. Nie kupujmy na początku garnituru innego niż trzy kolory, które wymieniłem (czarny jest mniej uniwersalny), ponieważ będzie trudniej do nich dobierać inne elementy. Poza tym taki garnitur nadaje się do znacznie rzadszego użytku z prostej przyczyny - będzie się rzucał w oczy jako ten, który mieliśmy na sobie niedawno. Dlatego mocno kolorowe marynarki czy wzorzyste garnitury są mniej praktyczne - ponieważ zakłada się je równie często co konkretne krawaty. Garnitur stonowany można zakładać co drugi, czy trzeci dzień i nie będzie się rzucał w oczy jako coś, co ciągle mamy na sobie. Nie można jednak tego powiedzieć np. o błękitnej marynarce w prążek. Jeśli założymy ją częściej niż raz na dwa tygodnie, to będzie się ona nazbyt często powtarzała (jak konkretny wzorzysty krawat, którego nie nosimy przecież zbyt często).

Nie kupujmy na początku innych koszul niż białe i jasnoniebieskie. Z tej samej przyczyny, co w wypadku garniturów. Do tego biała koszula nie rzuca się jako stale powtarzająca się, ponieważ ona tworzy kolorystyczną przestrzeń dla innych dodatków. Nie mówiąc o tym, że nie sposób założyć na wieczór niebiałej koszuli, która choćby w najmniejszym stopniu byłaby w stanie konkurować z pięknem bieli blisko twarzy. Biel jest po prostu najlepsza i nie do pobicia. Niemal każdy weteran dandyzmu, choćby nie wiadomo w jak znakomite niebiałe koszule ubrany przegra w wieczorowym sztucznym świetle z ciemnym garniturem i białą koszulą amatora męskiej mody.

Nie kupujmy na początku innych butów niż sznurowane czarne, ponieważ każde inne rozwiązanie (buty wsuwane, buty na klamrę, buty innego koloru) będzie miało rzadsze zastosowania.

Jeśli chcemy jeszcze wznieść się o kolejny poziom elegancji w górę, to przyda nam się kamizelka, którą możemy założyć na ważną uroczystość odebrania dyplomów, lub nawet na własny ślub. Wtedy najlepiej, żeby ten pierwszy garnitur był trzyczęściowy (drugi też może być). Zdaję sobie sprawę, że są z tym problemy i może być tak, że satysfakcjonujące nas dwa pierwsze garnitury, szary i granatowy, będą dwuczęściowe. W takiej sytuacji najlepiej zorganizować sobie zdekompletowaną szarą kamizelkę w kolorze zbliżonym do garnituru. Nie musi być identyczny, ale kolor nie powinien się kłócić. Kamizelkę można uszyć u krawca niewielkim kosztem. Jeśli się zdecydujemy na ten wariant, warto rozważyć piękną kamizelkę dwurzędową z klapami. Wraz z nią, szarymi spodniami i granatową marynarką skomponujemy wyjątkową kreację strollera, która będzie się dobrze nadawała na własny ślub.

środa, 6 marca 2013

Pytanie od Czytelnika: Mucha a widoczne guziki

Jeden z Czytelników zwrócił się z pytaniem, czy można zakładać muchę do koszuli, w której widać guziki. Wszystko naturalnie zależy od tego, na jaką okazję chcemy założyć muchę. Do najbardziej formalnych okazji, czyli takich, które wymagają fraka albo smokingu, wymagana jest specjalna koszula z guzikami jubilerskimi (czyli specjalnie wpinanymi w odpowiednio przygotowaną koszulę).

Większość osób ma doświadczenia związane z noszeniem koszul z guzikami bieliźnianymi, czyli tradycyjnymi, przyszytymi. Mogą to być guziki produkowane masowo, plastykowe, albo wyższej jakości np. wykonane z macicy perłowej. Te drugie wyglądają bardzo pięknie.

Mimo to i jedne, i drugie są uważane za guziki bieliźniane, raczej niestosowne do bardzo formalnego stroju. Co jednak, gdy myślimy o stroju mniej formalnym? Czy można założyć muchę do widocznych guzików bieliźnianych? Cóż, James Bond się nie przejmował i założył koszulę z guzikami bieliźnianymi nawet do smokingu:


Jak widać Bond się tym kompletnie nie przejmował. Popatrzmy na klapy, które są otwarte, co do smokingu wydaje się niezbyt fortunne. To kolejny dowód na coś, na co kilka razy już zwracałem uwagę - że wbrew pozorom styl Bonda jest stylem nieformalnym.

Patrząc z formalnego punktu widzenia, jeśli decydujemy się na muchę do garnituru, najlepszym wyjściem jest założenie koszuli z listwą, która je zakrywa (bawełniana koszula do garnituru nie powinna być sztywna ani półsztywna). Jeśli jednak impreza, na którą się wybieramy, nie jest bardzo formalna (co pewnie dotyczy większości przypadków, jeśli nie wszystkich przypadków), to nic się takiego nie stanie, jeśli założymy koszulę z widocznymi guzikami do naszej ukochanej muchy.

Naturalnie listwa zakrywająca guziki podniesie elegancję naszego stroju, jeśli nosimy muchę. Choć warto pamiętać, że nie podniesie jej tak bardzo jak kamizelka, która zmniejszy widoczną przestrzeń koszuli i doda uroku.

Na koniec obraz inspiracja, byłego premiera Wielkiej Brytanii w przepięknej muszce i strollerze. Trudno stwierdzić, ale wydaje się, że ta koszula ma widoczne guziki bieliźniane, choć czy to naprawdę tak istotne? Lepiej delektujmy się wyśmienitym charakterem tej kreacji zamiast nadmiernie doszukiwać się łamania reguł:


środa, 30 stycznia 2013

Elegancja kamizelki

Ewolucja eleganckiego stroju męskiego zaczęła się od strojów formalnych, a skończyła się "każualizacją" stroju do poziomu dwuczęściowego garnituru. Jednym z podstawowych atrybutów eleganckiego pana była kamizelka, która była dodatkową warstwą między koszulą (czyli w zasadzie bielizną) a marynarką (żakietem, frakiem etc.). Pozwalała nie tylko na ocieplenie w zimniejsze dni, ale przede wszystkim dodawała stylu.

Tego stylu dodaje również dzisiaj, bez względu na to, co obserwujemy w sklepach, gdzie trzyczęściowe garnitury to rzadkość. Winni temu są klienci i producenci. Klienci nie są zainteresowani kamizelkami (ponieważ mamy w wielu miejscach ogrzewanie), a producenci starają się do tego dostosować (i dzięki temu oszczędzają na materiale na kamizelce, która potem nie bywa zakładana).

W wypadku garnituru i smokingu kamizelka spełnia dwie bardzo ważne funkcje. Wprawdzie w obu przypadkach ma zupełnie inny styl, ale jej cel główny jest taki sam: zmniejszyć widzialną przestrzeń koszuli. Po pierwsze, zasłania koszulę w wypadku rozpięcia marynarki. Po drugie, zasłania koszulę również przy zapiętej marynarce, zarówno poniżej zapiętego guzika marynarki (bez kamizelki przy zapiętej marynarce koszula będzie momentami widoczna przy ruchach rękami), jak i (przy garniturze) powyżej zmniejsza odrobinę dekolt koszulowy.

Dlaczego zasłaniać koszulę? Spójrzmy na przykładowego Pana (ze strony http://www.theedinburghreporter.co.uk/2011/05/marks-spencer-exchange-your-old-suit-for-charity/):




Brak kamizelki ewidentnie nie służy. Mimo że marynarka jest zapięta w oczy rzuca się kawałek koszuli. Swoją rolę odgrywa również wysokie zapięcie marynarki, ale nie jest to decydujące, ponieważ w każdej marynarce taki efekt ukazanej koszuli może zostać wywołany. Efekt jest wzmacniany przez spodnie z za niskim stanem. W dodatku widać kawałek krawata. Gdyby był zawiązany jak zazwyczaj (trochę dłuższy), to dodatkowo by się rzucił w oczy.

Ten widok jest całkowicie niepotrzebny. Nie jest w stanie dodać Panu ani atrakcyjności, ani elegancji. Zamiast tego stworzona jest przestrzeń, która woła "zwróćcie na mnie uwagę". Ale tu nie ma nic do oglądania. Kogo bowiem interesuje bieliźniany guzik koszuli, albo końcówka krawata? Tu nie ma czego oglądać.

Jak wspominałem wiele razy, koszula spełnia funkcję naturalnego dekoltu mężczyzny. Jej celem jest podkreślenie aparycji (krawat to dodatkowy element, który stanowi klucz do wysyłania konkretnych sygnałów). Tak działa literka "V" wytworzona przez koszulę otaczaną klapami marynarki. Jeśli ta sama koszula pojawia się w okolicach pasa i od czasu do czasu błyska w stronę obserwatorów, to momentami w ubiorze twarz przestaje grać pierwsze skrzypce. A twarz jest najważniejsza w stroju mężczyzny (i element mowy pozawerbalnej - ręce - stąd potrzeba wystających mankietów koszuli).

Nie chodzi rzecz jasna o samą tylko koszulę, ponieważ ten sam problem może się pojawić w wypadku wystającego krawata (ze strony http://rococoreport.com/2012/04/20/rococo-men-what-does-your-suit-say-about-you/):



Ten krawat jest jeszcze bardziej nachalny niż koszula na poprzednim zdjęciu. Kolejny szczegół, domagający się uwagi, na którą zdecydowanie nie zasługuje.

Czasami rozpinamy marynarkę. Wtedy kiedy siadamy, albo kiedy zdarza się nam zapomnieć ją zapiąć (np. po tym jak siedzieliśmy i szybko wstaliśmy przywitać się z jakąś Osobą). W takiej sytuacji problem staje się jeszcze bardziej widoczny. Tym razem weźmiemy bardziej oczywisty przykład, czyli smoking, gdzie kamizelka lub pas to absolutna konieczność:



Wprawdzie Panowie zastosowali pas, to jednak jego efekt jest słaby (ze względu na niższe umiejscowienie). Ci przystojni Panowie po zapięciu marynarek smokingu wyglądaliby jak książęta. Po rozpięciu marynarki wyglądają jak nieokrzesana grupka, korzystająca z prawa do sprezzatury. W istocie dlatego, że magia białej koszuli przestaje działać. Koszula biała jest magiczna, gdy ma kształt litery "V". Bo jak patrzymy na "V" białej koszuli, to przyciąga nasz wzrok górna część, czyli twarz. Po rozpięciu marynarki i przy braku kamizelki (albo chociaż wysokiego pasa) uwagę zaczyna przyciągać brzuch i okolice pasa. A za co one się uważają, skoro najważniejszy jest ich właściciel reprezentowany przez aparycję?

A teraz popatrzmy na Brada Pitta w rozpiętym smokingu i kamizelce:



Różnica radykalna.
Owszem, idę trochę na łatwiznę, bo na przykładzie smokingu sprawa jest oczywista (białe "V", albo "U" jest konieczne). Niemniej jednak w wypadku garnituru argument jest ten sam, lecz słabszy (ponieważ do litery "V" dochodzi kreska w środku, którą jest krawat, a klapy nie są wyłożone święcącym materiałem). Mimo że garnitur jest inny od smokingu, to nadal jednak bez kamizelki koszula w okolicach pasa odwraca uwagę od tego co najważniejsze - właściciela ukazywanego brzucha.

Poniżej kilka zdjęć trzech różnych Bondów. Najpierw w rozpiętej marynarce:





A następnie w rozpiętej marynarce z kamizelką:






Znowu zauważalna różnica. Rozpięta marynarka bez kamizelki czyni strój bardziej "sportowym". Nie musi to oczywiście być wada (ponieważ sprezzatura bywa w wielu okolicznościach pożądana). Należy jednak pamiętać, że schodzimy w takim wypadku z poziomem elegancji.

Dziś jako "sprezzaturę" rozumie się rozmaite zachowania. Tymczasem w istocie z perspektywy klasycznej elegancji męskiej, brak kamizelki jest już sprezzaturą. Ponieważ bez kamizelki otwieramy drogę do pokazywania koszuli i krawata w okolicach naszego pasa. I to, jak widzieliśmy, nawet przy zapiętej marynarce. Drogą pośrodku pozostaje naturalnie garnitur dwurzędowy, którego nie rozpinamy i który bezkompromisowo skrywa nasz pas (co na marginesie praktycznie rozstrzyga moim zdaniem dyskusję o tym, że marynarka dwurzędowa jest bardziej formalna od garnituru dwuczęściowego jednorzędowego).

Warto pamiętać, że elegancki strój męski przyświeca pewnej idei równości. Przy zachowaniu rozsądnych proporcji mężczyzna, który nie jest atletą, ma szansę wyglądać w garniturze bardzo atletycznie, a dobrze skrojona kamizelka w tym bardzo pomaga. I odwrotnie, nawet jeśli jest się tak dobrze zbudowanym jak Cristiano Ronaldo, to można dobrać tak strój, że utraci się po części zgrabną sylwetkę (poprzez spodnie z niskim stanem i rozpiętą marynarkę ukazującą sporą część koszuli):





Kamizelka garniturowa spełnia jednak jeszcze dodatkowe funkcje poza zakryciem pasa. Nie wystarczy założyć dowolnej kamizelki, ponieważ jak każdy inny element stroju musi być przemyślana. Po pierwsze, trzeba uważać ze zdekompletowaną kamizelką. To zabieg ryzykowny. Po drugie, kamizelka do garnituru zazwyczaj wystaje ponad marynarkę (wcale nie musi; możemy sobie uszyć taką, żeby tylko służyła zakryciu koszuli pod marynarką; choć jest to zabieg rzadki, nie będzie to jakiś wielki błąd). Kwestia tego, jak bardzo wystaje, jest szczególnie istotna. Często spotykałem się z kamizelkami, które wystają za bardzo ponad marynarkę i zanadto chowają koszulę (zapinają się prawie pod szyję, co wygląda nienależycie). Zabieg może być na tyle niekorzystny, że już lepiej byłoby w ogóle kamizelki nie zakładać. Dobra garniturowa kamizelka nie może likwidować "V" pod szyją (dlatego też nie przekonują mnie kamizelki do marynarek na trzy guziki). Po trzecie, kamizelka powinna być z przyzwoitego materiału (a nie świecącego we wzory poliestru).

Także jak z innymi elementami garderoby trzeba być ostrożnym. Należy pilnować koloru, materiału i kroju kamizelki, aby strój był należycie zgrany.

Niektórzy proponują kamizelki bez pleców (z przyczyn termicznych). Inni zdecydowanie oponują. Pomysł jest pod pewnymi względami dobry (jest chłodniej, a marynarki i tak nie zdejmujemy), ale ma swoją cenę, gdyż materiał się gorzej układa (jeśli szyjemy kamizelkę, to można się porwać na lepsze materiały i na podszewkę użyć czegoś bardzo przewiewnego i naturalnego).

Kamizelka nie jest niemodna, kamizelka to klasyka męskiej elegancji. Dlatego warto, aby panowie szukali pretekstów do zakładania kamizelek. Na ślub, czy jakąś uroczystą imprezę rodzinną. Każdy powód dobry.

I na koniec pewna podstawa: kamizelka bynajmniej nie jest po to, żeby można było w razie potrzeby zdjąć marynarkę. Rola kamizelki jest zupełnie inna i mam nadzieję, że powyższy wpis to klarownie wyjaśnia.

Pewna osoba, którą przekonałem do kamizelki, spytała mnie: "Już mam garnitur dwuczęściowy jednorzędowy na ślub i co teraz zrobić, jeśli chciałbym założyć kamizelkę?". Naturalnie odradzam świecące kamizelki we wzory. Jednym wyjściem jest wspomniana przemyślana kamizelka zdekompletowana, ale dobranie takiej kamizelki może być trudne (i sprawić, że z kamizelką będzie mniej elegancko niż bez). Lepiej zrobić rzecz następującą. Garnitur był czarny (ta sama rada dotyczy również granatowego i grafitowego). Dokupujemy ładną jednolitą szarą wełnę i szyjemy z niej eleganckie spodnie i kamizelkę (polecam dwurzędową, choć nie jest to konieczne). Zabieg wcale nie będzie bardzo drogi (i nie wymaga pracy najlepszych krawców). Do Kościoła zakładamy te szare spodnie i szarą kamizelkę, a na to marynarkę od garnituru. W ten sposób na ślub mamy eleganckiego strollera. Jak James:





Natomiast po ślubie przed weselem przebieramy się w jednolity garnitur (bez kamizelki). W ten sposób łatwo dostosujemy nasz strój do warunków, jednocześnie nie przesadzając ze zmianą kompozycji.

Jak zawsze podkreślam, że to tylko jeden z pomysłów. W końcu jak pisaliśmy też tutaj, dwuczęściowy jednorzędowy garnitur może być przepiękny. Jeśli natomiast trochę chorujemy na kamizelkę, warto rozważyć dostępną alternatywę.

czwartek, 22 listopada 2012

Pierwszy garnitur powinien być jednolity

Pierwszy garnitur, który kupujemy dla siebie, powinien być jednolity w jednym z trzech kolorów: granatowym, grafitowym, lub szarym (ciemne odcienie). Niezależnie od tego, jakie mamy preferencje, czy lubimy chodzić w paskach, kratkach, jasnych lub jaskrawych kolorach, pierwszy garnitur powinien być właśnie w tym kolorze. Gusta są subiektywne, ale fizyka kolorów rządzi się swoimi obiektywnymi prawami, które wyznaczają pewne ramy dla naszego oka. Miejsce popisu dla naszych preferencji powinno się zaczynać od krawata i koszuli. Epatowanie garniturem to krok dopiero na trzeci, a nawet być może na czwarty garnitur. Pierwsze dwa powinny być jednolite, najlepiej grafitowy (w przedziale do ciemnoszarego) i ciemnogranatowy. Najpierw trzeba się ustawić na linii startu, żeby potem biec do kolejnych etapów.
Z czego to wynika? Przede wszystkim jest to najbardziej praktyczne i budżetowe. Te garnitury będzie najlepiej połączyć z rozmaitymi krawatami, zwłaszcza przy białej koszuli. Po drugie, jest to dobry początek na zabawę z eleganckim strojem. Jedno z powiedzeń na temat stroju brzmi "im mniej, tym więcej". Dokładnie i skromnie dobrane szczegóły, dopasowane w stosowany sposób, sprawiają, że nie przesadzamy z zabawą oczami. Zabawa we wzory i dziwniejsze kolory garniturów to po pierwsze ryzykowna gra, po drugie wyższa szkoła jazdy, po trzecie, i tak może wzbudzać niechęć i kontrowersje niemałej części obserwatorów.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Spójrzmy na te dwa garnitury z suitsupply.com:

 

Pierwszy z nich jest grafitowy, drugi granatowy. Ich główna przewaga polega na tym, że nie rzucają się nadmiernie w oczy dzięki temu, że są ciemne i jednolite. Można łatwo zmienić ich kompozycję. One oczyszczają przestrzeń dla koszuli i krawata.
Mało tego, taki garnitur może zadziałać jak kilka garniturów na raz. Na przykład wyobraźmy sobie, że jedziemy na trzydniowy wyjazd i chcemy zabrać ze sobą tylko jeden garnitur, który założymy trzy razy. Bierzemy grafitowy i następujące kompozycje krawatowe (z ties.com):









Do pierwszego krawata zakładamy białą koszulę. Do drugiego krawata błękitną. Do trzeciego krawata na ostatni mniej formalny dzień bardzo delikatnie różową. Jest bardzo prawdopodobne, że dzięki zmianom krawata i koszuli wywołamy taki efekt, jakbyśmy mieli więcej niż jeden garnitur. Bardzo możliwe, że ktoś zada nam pytanie "ile zabraliśmy ze sobą garniturów". Gdy do tego dodamy możliwość łączenia krawata z poszetką (albo też możliwość dekompletowania kamizelki), to nagle otwiera nam się cały wachlarz możliwości, mimo iż mamy tylko jeden strój.
Ten sam garnitur może nam posłużyć nawet na ślub z tym krawatem:
Albo jeśli zdecydujemy wybrać się na bardzo oficjalne przyjęcie z tym:



W pełni czarny krawat (oczywiście tylko i wyłącznie z białą koszulą) pozwoli nam pójść stosownie ubranym na pogrzeb.
Nie da się przecenić jednolitego garnituru. Grafitowy jest bardziej uniwersalny, ale granatowy zazwyczaj ma ciekawszy charakter, bo jest przeciwieństwem kolorystycznym naszej twarzy.
A teraz wyobraźmy sobie, że idąc za naszymi osobistymi przekonaniami kupujemy taki garnitur:



Garnitur jest bardzo ładny. Ciekawy jaśniejszy kolor, interesująca kratka. Jeden problem: takiego garnituru nie będziemy zakładać często, a w zasadzie nie powinniśmy zakładać często, ponieważ jest charakterystyczny. Zabawa krawatem i koszulą tego nie zmienią.
Nie chcielibyśmy przecież zakładać jednego konkretnego krawata nazbyt często. A taki garnitur jest jak krawat - przez kolor i wzór jest od razu rozpoznawalny, dlatego nie można go często używać. Chyba, że chcemy słyszeć uwagi "To ten ładny garnitur, co go miałeś w poniedziałek?".
Jeśli natomiast mamy na przykład jeden grafitowy jednolity i jeden granatowy jednolity, to możemy ich używać dużo częściej. Na przykład w poniedziałek i środę do pracy granatowy, a we wtorek i czwartek grafitowy. W piątek do pracy możemy ubrać się bardziej swobodnie, a w sobotę możemy wykorzystać samą granatową marynarkę na wieczorne wyjście. Dwa garnitury to trochę mało, wełna musi odpoczywać, ale przy dużych oszczędnościach możliwa jest taka minimalistyczna eksploatacja (garnitur jeden dzień odpoczywa w szafie - ważne tylko, żeby nie był "s-super", bo takie są zbyt delikatne na częste użytkowanie).
A kompozycje będziemy mogli generować bardzo rozmaite dzięki kilkunastu różnym krawatom, kilku koszulom białym, niebieskim i delikatnie różowej.
W następnej kolejności możemy się rozglądać za koszulami we wzory.
Trzeci garnitur również kupiłbym jednolity - jaśniejszy szary, choć to jest już zdecydowanie sprawa bardziej indywidualna. W grę wchodziłby również czarny, ale tego używalibyśmy raczej wieczorem, albo w pochmurne zimowe dni. Być może zdecydowalibyśmy się na jakiś mniej uniwersalny, czyli brązowy, to jest już kwestia gustu.
A pierwszy garnitur niejednolity może być we wzór biznesowy, czyli ciemny w nieszerokie i delikatne paski (granatowy lub grafitowy), ale to temat na inny post.

niedziela, 16 września 2012

Koszula z białym kołnierzem na ślub (winchesterowska)

W poprzednim wpisie wskazywałem na zalety białej koszuli w stroju ślubnym. Stoi za tym nie tylko symbolika, nie tylko nauka (natura koloru białego), ale również tradycja. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest ratunek dla tych, którzy chcą, aby kolor koszuli na ślub był inny niż biały. Jest jeden warunek: zostawiamy biały kołnierz i najlepiej białe mankiety. Reszta koszuli może mieć inny kolor. Wtedy mówimy o tak zwanej koszuli winchesterowskiej.

Winchesterowska koszula stanowi nawiązanie do starych realiów technologicznych, kiedy odczepiano od koszuli kołnierz (nawet dzisiaj jest to stosowane w niektórych strojach jako element elegancji). Kołnierz musiał być oczywiście znacznie częściej prany, co sami widzimy po tym, gdzie najszybciej brudzą się nasze koszule.

Koszule winchesterowskie mogą się kojarzyć trochę z realiami korporacyjnymi. Niemniej jednak odpowiednio dobrane mogą być przywdziane na ślub. Warunek jest taki, że nie mogą być zbyt widoczne, a więc męski "dekolt" nie ma być zbyt duży. Najlepszym sposobem w wypadku garnituru są na to dwie opcje: ubrać garnitur dwurzędowy, albo garnitur trzyczęściowy. Dzięki temu wpuścimy na naszą koszulę trochę koloru, ale nie nazbyt wiele. Zaś biały kołnierzyk spełni swoją funkcję bieli w okolicach głowy, o której pisaliśmy w poprzednim wpisie.

Jakiego koloru powinna być reszta koszuli? Tego jednoznacznie nie rozstrzygniemy. Zdecydowanie unikałbym brązu, koloru ziemi i wsi, albo zieleni, dojrzewania. Nie ma sensu, aby koszula była szara, bo celem koszuli winchesterowskiej jest wpuszczenie ciepłych kolorów. Najbezpieczniejsze będą kolory pastelowe: bardzo delikatna czerwień, róż, oczywiście błękit. Jak najbardziej zadziała tutaj ecru - bo jak rozumiem, to głównie spędza sen z powiek Pań Młodych w tym kolorze sukni. Tak, taki kolor koszuli jest dopuszczalny, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, biały kołnierzyk pozostaje na swoim miejscu (plus dobrze by było, aby mankiety były białe). Po drugie, całość trzeba rozsądnie stonować jednolitym garniturem. Przynajmniej dwurzędowym, albo najlepiej trzyczęściowym (z kamizelką w tym samym kolorze co reszta garnituru). Do tego konserwatywny krawat, ewentualnie mucha, choć tę odradzam (to też temat na inną dyskusję). Co to znaczy "konserwatywny"? Stal, srebro, szarość, granat. Spokojne bez wyraźnie widocznych wzorów tak, żeby razem z garniturem stonować szaleństwo koszuli winchesterowskiej. Oto przykład różowej koszuli winchesterowskiej z szarym garniturem i spokojnym krawatem (z forum na http://www.askandyaboutclothes.com):


Pan poszalał trochę, bo pozwolił sobie jeszcze na inny ryzykowny zabieg, zdekompletowaną kamizelkę.

Koszule winchesterowskie dobrze działają również z tak zwanymi strojami "formalnymi" i "półformalnymi", czyli strollerem i żakietem, ale to temat na dużo dalszą rozmowę. Choć i do nich ubrałbym Pana Młodego w białą koszulę.

Koszula winchesterowska może być w delikatne paseczki.

Jak wyglądałaby przykładowa kreacja? Weźmy sobie taką koszulę (wygenerowane na https://www.institchu.com/):



Kolor jest trochę niejednoznaczny i na wielu monitorach może wyglądać nie tak jak powinien. Ale chodzi o samą ideę - biały kołnierz z mankietami (muszą być francuskie na spinki, tutaj są pojedyncze) i na przykład reszta w kolorze ecru. Najlepiej to połączyć z szarym trzyczęściowym garniturem. Takim jak poniżej (zdjęcie z http://www.honeybuy.com/):


Całość domknie konserwatywny krawat i życzenie Panny Młodej może zostać spełnione. Koszula pasuje do koloru sukni.

Inne kombinacje też są możliwe. Weźmy sobie na przykład koszulę winchesterowską księcia Karola, błękitną w paski, najlepiej razem z krawatem z tego zdjęcia (z kolejnej świetnej strony Morning Dress Guide):


I dodajmy ją do poniższej dwurzędówki podmieniając koszulę i krawat (zdjęcie z http://fashionsgallery.com):


Całość zapewne wyszłaby bardzo zgrabnie, choć pewność byśmy dopiero mieli, widząc zestaw przed sobą (powyższy zestaw sam w sobie jest niezły na ślub).

Trzyczęściowy garnitur jest lepszą opcją na utemperowanie charakteru winchesterowskiej koszuli i zdecydowanie wolę tę opcję od dwurzędówki. Aczkolwiek na pewno dwurzędówka będzie lepsza od dwuczęściowego jednorzędowego garnituru. Przy takim koszula winchesterowska może wyglądać na zbyt swobodną.

Zresztą wydaje mi się, że w zestawie dwurzędowym koszula winchesterowska może wyjść zbyt swobodnie. W ostateczności wszystko zależy od konkretnego zestawu. Ale ze względów bezpieczeństwa optuję za koszulą jednolitą białą. A zabawę z innymi kolorami proponuję do wersji trzyczęściowej garnituru, strollera, lub żakietu. Tak będzie bezpieczniej.

Zresztą w ogóle rekomenduję koszulę białą, choć rozumiem, że reguły mogą dopuszczać winchesterowską. Muchę do koszuli winchesterowskiej zdecydowanie odradzam (zwłaszcza, jeśli nie mamy żakietu).

Biała koszula na ślub (lub biały kołnierzyk)

Ostatnim z trzech białych elementów u Pana Młodego (poza poszetką i kwiatkiem w butonierce) jest biała koszula, lub przynajmniej biały kołnierzyk (o tym wariancie za chwilę). Koszula powinna być biała z kilku różnych przyczyn. O symbolice i estetyce bieli już wspominaliśmy. Główną przyczyną jest jednakże neutralizacja kolorystyki. Wyobraźmy sobie skrajny przykład i jakąś osobę ubraną w fioletowy garnitur, koszulę w kratkę czarno-czerwoną, a krawat zielony w brązowe kropki. Dlaczego taka stylizacja drażni nasze oczy? Ponieważ dzieje się tutaj za dużo, zbyt wiele kolorów i wzorów pojawia się na raz.

Ten skrajny przykład obrazuje nam, jaka jest funkcja bieli. Jest nią neutralizacja kolorów i uporządkowanie stroju. Przy jednolitym kolorze garnituru biała koszula pozwala zwrócić uwagę na to co najważniejsze, czyli elegancję, a jednocześnie zapewnia, że najważniejsza w całej kreacji jest dana osoba strój nosząca.

Jak zrozumieć rolę białej koszuli? Otóż reguła rządząca bielą koszuli u mężczyzny jest taka sama jak reguła dotycząca tego (zdjęcie ze strony http://sekretna.pl):




Tak, chodzi o dekolt. Problem jednak w tym, że mężczyzna to płeć brzydka i nie uchodzi mu pokazywanie "naturalnego" dekoltu. Nie może wobec tego postawić na własny naturalny kolor skóry. Musi to za niego zrobić najbardziej neutralny kolor, czyli biel.

Reguła mówiąca o dekolcie kobiety jest tym samym, czym reguła o białej koszuli u mężczyzny. Chodzi o stworzenie neutralnej aury wokół twarzy danej osoby (tak, Panowie, w dekolcie kobiet bynajmniej nie chodzi o eksponowanie samego biustu; a z pewnością nie tylko). Tak, aby twarz była najważniejszym aspektem podkreślanym wkoło przez ładnie dobrany strój. Popatrzmy na przykład męski (ze strony http://uncrate.com/):



Biała koszula spełnia tutaj tę samą funkcję co dekolt u kobiety. Stanowi naturalny neutralizujący kolor, który pozwala zaistnieć naszej twarzy i kolorowi naszej skóry. Wyobraźmy sobie, że zamiast białej koszuli pan ze zdjęcia miałby koszulę szarą, czarną, zieloną, ecru itd. Naturalna poświata wokół twarzy zanika. Pojawia się wtedy dodatkowy kolor, który sam w sobie zaczyna przyciągać uwagę i za bardzo pochłania nasze oczy na coś innego.

Fizyka jest tutaj nieubłagana. Biel pozwala na tabula rasa i rysowanie tych kolorów, które są najważniejsze. A w eleganckim stroju chodzi o podkreślenie naszej prezencji. Nie możemy więc zbytnio przyciągać uwagi innymi kolorami i wzorami. Proponuję jeszcze eksperyment w ramach tego. Zapalmy w ciemnym pomieszczeniu latarkę i puśćmy jej światło od dołu z okolic brzucha w kierunku głowy. Otrzymamy coś na kształt dekoltu męskiego w eleganckim stroju. Te linie świetlne wyznaczają mniej więcej jak powinien taki "dekolt" wyglądać.

Innymi słowy, Panna Młoda, która prosi mężczyznę, żeby pozbył się koloru białego ze swojej koszuli, popełnia mniej więcej taki sam wyczyn, jakby to Pan Młody prosił ją o całkowite zrezygnowanie z jakiegokolwiek dekoltu. Panna Młoda mówiąca "załóż koszulę ecru, bo taką mam sukienkę", mówi tak naprawdę "Moja sukienka jest ważniejsza od twojej twarzy".

Biała koszula tworzy również neutralną przestrzeń dla krawata, którego kolor jest w pełni naturalny i niezakłócony przez kolorystyczne tło koszuli.

Koszula nie musi mieć listwy zakrywającej guziki (szczególnie jeśli zakładamy krawat, a nie muchę).

Wszystko to, co napisałem, tłumaczy również, dlaczego elegancki mężczyzna musi mieć zapiętą marynarkę (za wyjątkiem kiedy siedzi) - ponieważ w momencie jej rozpięcia (o ile nie ma kamizelki), natychmiast rozsadza swój dekolt i niszczy pożądany efekt. Ujawnienie większej części koszuli odciąga wzrok w stronę mniej atrakcyjnych miejsc ciała, takich jak pas, brzuch, czy boki stroju.

Zdjęcie pani powyżej pokazuje tę samą zasadę, która rządzi mankietami. Białe mankiety podkreślają ręce mężczyzny. Jak wiadomo, w mowie ciała najważniejsza jest twarz i ręce. Biała koszula z mankietami osiąga właśnie ten efekt - pokazuje na najważniejsze w naszej osobie i tożsamości: aparycję i ręce. Nie rezygnujmy z tego po to, aby wstawić jakiś kolor, ecru, czy inny. Na ślubie najważniejsi jesteśmy My jako Osoby, a nie tęcza kolorów, którą możemy wygenerować. O tym, że na ślubie najważniejsza jest nasza twarz i nasze dłonie nikomu tłumaczyć nie trzeba.

Biel w koszuli mężczyzny jest nie tylko jedną z zasad eleganckiego stroju, lecz jest zasadą, za którą stoją nauki ścisłe (czyli fakt, że biel to wszystkie kolory na raz, co pozwala na ich właściwą ekspozycję).

Rzucam nawet wyzwanie tym osobom, które chcą ubrać Pana Młodego w koszulę ecru: jak już będziecie mieli przygotowany strój (z krawatem, butami) i przywdzianego Pana Młodego w strój z tą koszulą, to zapamiętajcie ten widok. Teraz poproście Pana, żeby jedyne co zrobił, to zmienił koszulę ecru na czystą biel i porównajcie te dwie kreacje. Tak, jest lepiej. Jestem przekonany, że zawsze będzie lepiej, to znaczy bardziej elegancko, bo efekt białej koszuli jest piorunujący. Jeśli ktokolwiek jest w stanie stworzyć taką kreację, gdzie koszula ecru daje bardziej eleganckiego mężczyznę niż ten sam wariant, ale z koszulą białą, to proszę pokazać dwa zdjęcia porównawcze. Póki co nie wierzę w istnienie takiego przypadku, tak jak nie wierzę w to, że wszystkie kolory połączone razem mogą nie dać bieli.

Choć tych, którzy mają obsesję na punkcie łączenia kolorów mogę pocieszyć. Efekt białej koszuli, o którym mówię można częściowo osiągnąć przy samym białym kołnierzyku. I najlepiej białych mankietach. Ten przykład elegancko ubranych panów pokazuje, że dekolt męski wcale nie musi być duży:




Najważniejszy jest przede wszystkim biały kołnierzyk (i najlepiej biały mankiet). Reszta może być zakryta, lub może grać innymi kolorami. Tak jest w przypadku koszuli winchesterowskiej, o której w następnym wpisie. Choć osobiście nie jestem fanem tego rozwiązania, zwłaszcza, jeśli planujemy założyć tylko garnitur, a nie żakiet, czy stroller (choć i z tymi dwoma ostatnimi biała koszula jest lepsza).

Koszula na ślub musi mieć oczywiście mankiet na spinki, a nie guziki bieliźniane (najczęściej stosujemy dzisiaj podwójny mankiet, ale wcale tak być nie musi; pojedynczy to również klasyką stroju męskiego, nie mniej formalna). Szerokość kołnierza zależy od węzła krawata. Kołnierz nie może być na guziki. Powinien być wykładany (tak, żeby nie było widać wiązania krawata, lub muchy - w przeciwnym wypadku głowa będzie wyglądała jak na tacy; choć od tej zasady są dopuszczalne wyjątki, to polecam jednak pozostanie przy kołnierzu wykładanym). Krótki rękaw jest oczywiście wykluczony. Wbrew pozorom krótki rękaw widać przy założonej marynarce.