Pokazywanie postów oznaczonych etykietą guziki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą guziki. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 maja 2013

Jaka długość krawata?

Jaka powinna być długość krawata?

Jedna z powszechniejszych zasad mówi o tym, że krawat powinien kończyć się na sprzączce od paska w rejonie zaznaczonym na obrazku:



Generalnie jest to zła zasada, która zazwyczaj działa. Jest zła, ponieważ sugeruje, że długość krawata powinna być dostosowana do położenie spodni. A mimo tego, że jest zła, zazwyczaj działa, ponieważ najczęściej końcówka krawata powinna być tam, gdzie jest miejsce na pasek.

Dlaczego nie jest to poprawna zasada? Ponieważ spodnie mogą być z różnym stanem. Podzielmy go umownie na pięć stopni: bardzo wysoki stan, wysoki, średni, niski i biodrowy. (Biodrówek do garnituru się nie nosi, jest to jedna z najbardziej spektakularnych pomyłek w modzie, ponieważ wydłuża niepotrzebnie tors i skracają nogi.)

W przypadku spodni w okolicach stanu średniego rzeczywiście krawat mniej więcej powinien dojść do spodni. Problemy jednak zaczynają się w wypadku, gdy spodnie są ze stanem wyższym (czyli zazwyczaj najbardziej męskim). Wtedy krawat ledwie dochodzący do spodni będzie wyglądał na zbyt krótki.

Krawat powinien być tak długi... jak należy. Najlepszą metodą jest osobisty optyczny dobór jego długości, który daje naszym zdaniem harmonię. Generalnie w większości przypadków będzie to w sytuacji, gdy krawat zakrywa koszulę, czyli dochodzi do spodni, a jednocześnie kończy się dostatecznie wysoko przed biodrami. Dlatego lepszą wytyczną będzie nasza marynarka aniżeli spodnie. Przy dobrze skrojonej marynarce i spodniach z wyższym stanem krawat powinien wchodzić na spodnie i kończyć się przed dolnym guzikiem marynarki, którego nie zapinamy. Zachowa to właściwą proporcję czyli połączy linię talii z głową (poprzez tors). Będzie to lepiej wyglądać aniżeli przy zastosowaniu zasady o lekkim wejściu na spodnie. Oto przykład przy spodniach z wyższym stanem (z bloga http://kingofdhaka.com):




W zgodzie z zasadą "krawat na sprzączkę" najbardziej poprawna jest ostatnia opcja. Tymczasem wygląda ona najmniej korzystnie ze wszystkich trzech. W pozostałych dwóch przypadkach krawaty schodzą odrobinę, bardzo niewiele, poniżej linii sprzączki hipotetycznego paska (którego tu nie ma, bo są szelki).

Wygląda to lepiej, ponieważ krawat zasłania więcej koszuli (końcówka w kształcie "V" nie odsłania koszuli tuż nad spodniami). A po drugie współgra to bardziej z linią talii.

Oczywiście sporo zależy od tego, jaką mamy sylwetkę, czy się garbimy, czy spodnie wędrują nam w dół (w wypadku, gdy nie mamy szelek) etc.

Naturalnie mówimy tutaj i tak o zestawie bardzo casualowym, czyli takim, gdy zdarza się nam mieć rozpiętą marynarkę. Generalnie rzecz biorąc bardzo elegancki mężczyzna nie pokazuje końcówki krawata. W celu osiągnięcia tego efektu mamy dwie możliwości: albo założyć kamizelkę, albo pilnować bardzo rygorystycznie zapinania marynarki na właściwy guzik.

Jeśli wybieramy opcję drugą, to krawat może nawet być krótszy. Wtedy może się kończyć tuż za ostatnim zapiętym guzikiem marynarki. Dzięki temu jest mniejsza szansa, że będzie widoczny spod tego guzika, gdy będziemy gestykulować rękami.

Dlatego generalna zasada długości krawata mogłaby brzmieć: krawat powinien się kończyć między zapiętym guzikiem marynarki i odpiętym (w wypadku dwuguzikowych marynarek między górnym zapiętym a dolnym odpiętym, zaś w wypadku trzyguzikowych między środkowym zapiętym a dolnym odpiętym; marynarkę typu paddock przemilczmy).

Na koniec zostaje jeszcze kwestia drugiej węższej końcówki krawata, która może być często zbyt długa, szczególnie, jeśli wiążemy węzeł prosty. Opcja na to jest tak naprawdę jedna: skrócić krawat u krawca. Pozostałe są mocnymi półśrodkami (przewijanie od dołu przez pętelkę z tyłu krawata lub stosowanie spinki z tyłu krawata, co go w obu przypadkach deformuje; chowanie tylnej części do spodni, co jest dopuszczalne raczej w wypadku kamizelki i koniecznie długiej koszuli wpuszczonej do spodni).

sobota, 20 kwietnia 2013

Przykład: mucha do ślubu

Mówiliśmy już kilka razy o możliwych wiązadłach do ślubu. Pomijając żakiet, do którego dopuszczalny jest ascot (plastron), do pozostałych kombinacji (garnitury etc.) pozostają dwie opcje: krawat, albo mucha.

Zazwyczaj polecamy krawat, ponieważ zasłania widoczną część koszuli. W wypadku muchy spora część koszuli pozostaje odkryta. Poza tym trudno było nam znaleźć ciekawe przykłady ładnych ślubnych much. A oto jednak udało się mi natrafić na interesującą muszą kreację, która nadaje się na ślub:




Chociaż pozycja aktora nie jest zbyt fortunna (obydwie ręce w kieszeni i zgarbiony, co przy niskich osobach szczególnie uderza), to mamy przykład pięknego szarego trzyczęściowego garnituru. Zestaw w sam raz na cieplejsze dni. Jedną rzecz byśmy w tym stroju zmienili, ale najpierw zwróćmy uwagę na to, co sprawia, że mucha w pełni podtrzymuje dostojność stroju.

Po pierwsze i najważniejsze, do stroju dołączona jest kamizelka. Dzięki temu brak krawata (założona mucha zamiast tego) nie odsłania zbytnio koszuli. Bez kamizelki cały strój znacznie by stracił na elegancji.

Po drugie, nie jest to byle jaka kamizelka, tylko kamizelka dwurzędowa! A te jak wiadomo są oznacza mistrzów stroju męskiego, ponieważ są bardzo wyrafinowaną opcją (nawet jeśli niektórzy uważają, że są mniej "formalne" od jednorzędowych).

Po trzecie, klapy marynarki są szerokie i zamknięte. Wspaniale to współgra z muchą, co optycznie poszerza ramiona (nie nadmiernie).

Po czwarte, mucha ma bardzo dobry kolor. Nie różowy i nie fioletowy, a lawendowy. Delikatny zgaszony pastelowy kolor, który z jednej strony dodaje życia całemu strojowi, a z drugiej nie czyniąc tego nadmiernie.

Po piąte, koszula ma schowane za listwą guziki bieliźniane, które w wypadku widoczności obniżyłyby formalność stroju.

Po szóste, kwiatek w butonierce jest dobrze umieszczony.

Do zestawu można by wysunąć jedno, albo dwa zastrzeżenia.

Po pierwsze, cały jednolity zestaw może się wydawać zbyt mdły ze względu na dominującą szarość (choć na słońcu by to nie przeszkadzało). Dlatego najlepszym wyjściem byłoby uczynienie z tego zestawu strollera. A zabieg byłby prosty: wystarczy zamienić marynarkę na czarną (lub grafitową, ciemniejszą od szarego). Wtedy nie dość, że uzyskalibyśmy odpowiedni bilans kolorystyczny, to jeszcze na dodatek strój zrobiłby się jeszcze bardziej elegancki. Drobny fotomontaż z przeprosinami dla artystów grafików:




Drugie zastrzeżenie jest takie, że zestaw może się wydać zbyt "starodawny" dla niektórych osób. Można jednak go łatwo uwspółcześnić. Wystarczy zwęzić trochę klapy i pomyśleć nad inną kamizelką. Na przykład nie na 8 a na 6 guzików lub jednorzędową.

Zresztą tak niska osoba jak na zdjęciu mogłaby pokazać troszeczkę więcej koszuli i obniżyć nachodzenie się klap kamizelki. Choć ciężko nam osądzić tutaj, ponieważ pozycja jest bardzo niefortunna. Jednocześnie jest to dobry przykład na to, że garnitur trzeba starać się nosić zawsze dostojnie i z gracją.

Do tego spodnie mają chyba zbyt wysoki stan. Wysoki stan to zazwyczaj dobry zabieg, ale tu chyba mamy przesadę. Rozumiemy motywację szczególnie dla niskich osób (wydłużenie nóg), ale nie można w tym przesadzać. Chociaż powtarzając się - nie sposób ocenić, nie widząc aktora w wyprostowanej pozycji książęcej.

Z łańcuszka lepiej zrezygnować.

sobota, 16 lutego 2013

Które guziki zapinać?

Elegancki strój męski często wywołuje refleksje w kwestii tego, co wypada, a co nie wypada. Poszczególne "reguły" stroju powstawały na przestrzeni wielu lat i wielu z nich nie można nazwać twardymi niepodważalnymi regułami. Z tej prostej przyczyny, że każda z nich bywała "łamana" przez niektórych gentlemanów. Nie inaczej bywa w wypadku zapinania guzików. Poniżej przedstawione sugestie to pewne ogólne wytyczne, które przez eleganckich Panów mogą być łamane i stanowić akt "sprezzatury", czyli świadomego obniżenia rangi stroju. Zgodnie z zasadą, że strój jest dla właściciela, a nie właściciel dla stroju. Niemniej jednak należy pamiętać, że w najbardziej eleganckich sytuacjach sprezzatura powinna być odstawiona na bok, gdyż wymagane jest od nas podporządkowanie się.

Które guziki zapinać? Otóż zasada jest bardzo prosta i sprowadza się do jednej reguły: zapinaj guziki wtedy, kiedy wyglądasz lepiej z guzikiem zapiętym niż rozpiętym. Sugeruję całkiem poważnie, że sprawa jest w 90% tak prosta i każdy z nas ma wewnętrzne poczucie estetyki, które nam pozwala te kwestie rozstrzygnąć. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy dany guzik ma być zapięty, czy rozpięty, to spróbujmy go zapiąć, rozpiąć, i porównać nasz wygląd w lustrze. Intuicja nam wbrew pozorom sporo podpowie.

Z koszulą rzecz jest bardzo prosta. Kiedy zakładamy krawat, albo muchę, to koszula musi być w pełni zapięta. Rozpięty nawet ostatni guzik koszuli wraz z krawatem sprawia mniej estetyczne wrażenie. Należy tę czynność wstawić na półkę z napisem "sprezzatura". Oto przykład Brada Pitta w delikatnie poluzowanym kołnierzyku. Mimo że założył kamizelkę, co znacznie podniosło elegancję stroju, to jednocześnie obniżył ją, poluzowując krawat i rozluźniając kołnierzyk:



I tak nie jest tak źle, ponieważ poluzowanie jest delikatne.

W wypadku gdy nie zakładamy krawata ani muchy, to od razu obniżamy rangę stroju. Zaś ostatni guzik musi być rozpięty (chyba że to dziwna koszula z jakimś wzorem, wymagającym jej zapięcia, której to koszuli nota bene nie polecam). Zapięta koszula bez krawata nie wygląda korzystnie:



Proszę mi wybaczyć wybór dramatis personae, ale może czarny charakter pozwoli skojarzyć taki krok z czymś, czego należy unikać (nawet poszetka tego nie ratuje). Przy braku krawata odpinamy jeden guzik. Ale tylko ostatni, bo odpięcie kolejnych to już jawna nonszalancja. Może na wakacje i na promenadę, kiedy wszyscy i tak paradują w krótkich spodenkach:



Niektórzy Panowie powinni rozważyć założenie fularu do rozpiętej koszuli z wiadomych estetycznych przyczyn. Tu Al Pacino w pięknym fularze:



W wypadku zapinania kamizelki sprawa zależy od tego, czy jest jednorzędowa, czy dwurzędowa. Dwurzędową zapinamy na wszystkie guziki (chyba że idziemy w sprezzaturę i nie zapinamy jednego dolnego), a jednorzędową w zależności od kroju i preferencji. Wiele z kamizelek jednorzędowych jest specjalnie szytych tak, żeby ostatni dolny guzik nie był zapinany.

Dlatego możemy nie zapinać tego ostatniego guzika. Może to wynikać albo z kroju kamizelki, albo - nawet jeśli krój na to by pozwolił - ze względu na ów zwyczaj. W tym wypadku nie wkraczamy jednak w obszar sprezzatury. Wszystko jednak zależy od tego, z jaką kamizelką mamy do czynienia.

Na przykład klasyczną kamizelkę smokingową lepiej zapiąć na wszystkie guziki (proszę nie zwracać uwagi na błąd koszulowy w postaci widocznych guzików bieliźnianych; ze strony http://www.oliverbrown.org.uk/evening-waistcoats.html):



W pełni zapięta lepiej wygląda.

Ta kamizelka garniturowa (żakietowa) natomiast nie musi być do końca zapięta (ze strony http://www.jacamo.co.uk):





W szczególności, że główna funkcja kamizelki zostaje spełniona: zasłonięty jest pas i nie widać koszuli. Rozpięty guzik kamizelki pełni również istotną użyteczną funkcję - w momencie, gdy siadamy, kamizelka dużo lepiej się układa (ponieważ rozchodzi się łatwo na boki - rolę swoją również spełnia trójkątne zakończenie u dołu kamizelki, podobnie jak delikatne rozcięcia na bokach).

Oto przykład kamizelki, której nie należy dopinać, bo widać, że materiał nie układałby się dobrze (ze strony http://www.gentlemansgazette.com/waiscoat-button/):




Można jednak nosić kamizelkę dopiętą - pod warunkiem, że po jej zapięciu guziki się ładnie układają (ze strony http://waistcoatstyle.tumblr.com/post/29139917760/james-marsden):





Wydaje się, że odpięcie ostatniego guzika sprawiłoby, że strój wyglądałby mniej elegancko.
Także podsumowując zasadę co do guzików kamizelek... zapinać, czy odpinać? To zależy od tego, co lepiej wygląda.

Sprawa wygląda bardziej skomplikowanie w wypadku marynarki. Czy wszystkie guziki marynarki mogą być odpięte? Naturalnie mogą, jeśli mamy kamizelkę (co widać na zdjęciu powyżej). Tu dużo zależy od naszego samopoczucia i od tego, jak bardzo elegancka jest kamizelka. Poniżej przykład ze ślubu księcia Karola, który zdecydował się nie zapinać żakietu, dlatego, że miał piękną dwurzędową kamizelkę (co prawda ilustracja dotyczy żakietu, ale działa tak samo w wypadku marynarki):





Natomiast bez kamizelki, gdy stoimy, konieczne jest zapięcie marynarki, bo inaczej będziemy ukazywać pas i okolice brzucha, co obniża rangę stroju.

Jeśli już zapinamy marynarkę, to które guziki zapinać? Zależy od wielu czynników, ale znowu intuicja nam podpowie. Marynarka na trzy guziki powinna mieć zapięty guzik środkowy i w zależności od wyboru guzik górny. Środkowy, ponieważ harmonizuje sylwetkę. Preferencja co do górnego zależy od tego, jak bardzo mały robi się dekolt i jak układają się klapy. Tu nie ma odgórnej reguły.
Nie zapinamy natomiast dolnego guzika, ponieważ skracałby optycznie nasze nogi. Marynarka jest celowo tak uszyta, żeby nie zapinać tego guzika.



Łatwo to sprawdzić, stając przed lustrem i zapinając wszystkie guziki. Zapięty środkowy guzik podkreśla naturalnie naszą talię, a marynarka odrobinę pod nim się rozchodzi, aby ukazać nogi. Gdy zapniemy ostatni guzik, to linia talii zaczyna zanikać, a i nogi stają się krótsze.

Podobnie jest z marynarką na dwa guziki, choć nie we wszystkich wariantach. Zazwyczaj dolnego guzika nie zapinamy. Nie jest tak jednakże dlatego, że jest to jakaś reguła. Jest podobnie jak z kamizelką i trzyguzikowym garniturem - ponieważ marynarkę uszyto w sposób taki, że zapięty dolny guzik by źle wyglądał. Lepsza symetria zostaje osiągnięta, gdy dolny guzik jest w połowie przykryty materiałem drugiej części marynarki:




Tu bez wątpienia zapięcie dolnego guzika spowodowałoby niekorzystny widok.

Zdarzają się jednak marynarki tak uszyte, że należy zapiąć dolny guzik. Jest to tak zwany paddock, którego ze świecą szukać w polskich sklepach. Oto iście królewski przykład:



Widzimy, dlaczego dolny guzik (który jest powyżej kieszeni) ma być zapięty: ponieważ materiał lepiej się układa przy zapiętych guzikach. Tak w zasadzie można by tutaj w głowie wyobrazić sobie trzeci guzik, który mógłby się znaleźć na marynarce (i on by spełniał funkcję tego dolnego niezapiętego, a marynarka by się ładnie układała).

Stąd nasza reguła "zapinaj guziki wtedy, kiedy to dobrze wygląda" jest wskazówką niezwykle uniwersalną.

A jak się ma rzecz w wypadku dwurzędowych marynarek? Tutaj też wszystko zależy od kroju. Klasyczna marynarka dwurzędowa na sześć guzików moim zdaniem lepiej wygląda w całości zapięta. Książę Karol zawsze tak zapina marynarkę, obok Ryan Gosling z zapiętą dwurzędówką, oraz David Beckham z rozpiętym dolnym guzikiem:





Istnieje wielu eleganckich mężczyzn, którzy noszą odpięty dolny guzik marynarki dwurzędowej. Osobiście preferuję zapinanie dolnego guzika, ponieważ tworzy to symetrię, którą warto zachować w wypadku marynarek (proszę zwrócić uwagę na to, że odpięty guzik w jednorzędówce nie zaburza symetrii marynarki).

Dla wielu postronnych i niezorientowanych osób odpięty guzik dwurzędówki będzie się rzucał w oczy jako ten, który warto zapiąć (inaczej niż z dolnym guzikiem jednorzędówki). Wynika to z intuicyjnej sympatii oka człowieka do symetrii marynarki.

Często jednak Panowie nie zapinają dolnego guzika marynarki dwurzędowej. Znamy nawet przykład ekstrawagancki odpinania górnego guzika. Znowu iście królewski przypadek:




Takie działanie jest dużo bliżej sprezzatury. Jeśli chcemy być bardziej eleganccy, to marynarka powinna zachowywać symetrię (do budowania asymetrii służy poszetka, krawat i pomniejsze dodatki). Dlatego optuję za zapinaniem guzików w dwurzędówce, co jest całkowicie osobistym poglądem (zapinanie tylko dolnego guzika w zasadzie mija się z celem dwurzędówki, w której zapięty górny guzik pozwala na podkreślenie najszczuplejszego miejsca górnej części ciała).

Z płaszczami sprawa jest również prosta. Służą do tego, aby je zapinać i chronić się przed zimnem. Raczej nie spotykamy się z płaszczami szytymi specjalnie tak, żeby nie zapinać któregoś guzika. Choć zdarza się jak i wypadku marynarki dwurzędowej, że w dwurzędowych płaszczach eleganccy Panowie świadomie nie dopinają dolnego guzika.
Przyznam, że również i to wywołuje skojarzenia z nieuporządkowaniem i ze sprezzaturą.

Na koniec kwestia dość kontrowersyjna. Sprawa guzików przy rękawach marynarki. Wiele marynarek produkowanych na sprzedaż nie pozwala na możliwość odpinania guzików przy rękawie. Działające guziki przy rękawie były kiedyś znakiem rozpoznawczym marynarki szytej u krawca. A jednak już dzisiaj trafiają się marynarki sprzedawane w sklepach również z takimi działającymi guzikami.

Niektórzy autorzy (np. Roetzel) rekomendują odpinanie tych guzików jako sposób na wysłanie sygnału do otoczenia, że mamy garnitur, który jest lepszej jakości (ze strony http://www.astorandblack.com/surgeon%E2%80%99s-cuffs-working-buttonholes):




W szczególności, jeśli dziurki są pięknie ręcznie obszyte.

Problem z owymi rekomendacjami jest taki, że zaczynają zmieniać świat. Jeden autor napisał, że warto rozpiąć guzik, aby wysłać określony sygnał (takie ma osobiste doświadczenie), ale moment kiedy tak napisał zaczyna ten sygnał zmieniać. Zaczynają tak robić inni ludzie, producenci to zauważają i produkują coraz więcej takich marynarek. Pierwotne znaczenie tego sygnału zostaje zamazane. Wydaje się, że jeśli chcemy być oryginalni, to zamawiając marynarkę u krawca moglibyśmy specjalnie prosić o nierobienie takich guzików, jeśli wszyscy zaczynają na nie zwracać uwagę.

Odpinane guziki przy rękawie są nazywane "guzikami chirurga". Zrobione po to, aby łatwiej podwijać rękawy (do operowania).

Odpięcie tego guzika jest jak każdy inny element stroju, wysyłaniem sygnału do otoczenia. Także na pytanie "odpiąć, czy nie?" najlepiej odpowiedzieć sobie, zadając sobie inne pytanie "jak odbierze to otoczenie?". "Co chcę powiedzieć otoczeniu, odpinając ten guzik?".

Kolejny przykład, Lloyda Blankfeina, dyrektora banku Goldman Sachs, z odpiętym guzikiem chirurgicznym:



Większość społeczeństwa nie zwraca uwagi na te szczegóły, a widząc odpięty guzik pomyśli, że go zgubiliśmy i powinniśmy go byli przyszyć.

Oprócz tej przeważającej grupy pozostanie grupka wtajemniczonych osób, które będą wiedziały o co chodzi. Część z nich zainteresuje się tym detalem i będzie to powód do nawiązania rozmowy i podyskutowania o sposobie ubierania się. Niestety druga część odbierze to jako pozerstwo i zbyt wulgarny sposób na podkreślanie wartości własnego stroju.

Kiedyś Szarmant nazwał odpinane guziki "jarmarczną" elegancją.

Rzeczywiście jest coś zbyt nachalnego w odpinaniu guzików w rękawie. W końcu dobry garnitur typu "bespoke" rozpoznaje się po innych cechach niż guziki chirurga.

Jeszcze bardziej zdecydowanie sprawę skomentował Will Boelke, jeden z najważniejszych amerykańskich arbitrów elegancji, uznając to za poważny grzech. Żartobliwie dodał:


Kiedy masz potrzebę rozpięcia guzika od rękawa, wejdź szybko do dużej publicznej toalety. Rozepnij guziki i podwiń rękawy, i umyj ręce. Potem wysusz ręce i zapnij guziki. Zademonstrujesz światu bez zawstydzania siebie, że Twoje guziki od rękawów działają, a po kilku takich czynnościach, w końcu przejdzie Ci na to ochota.

Dlatego najbezpieczniej jest mieć wszystkie guziki chirurgiczne zapięte. Jeśli jesteśmy w pracy lub na oficjalnym spotkaniu, jest to konieczne. Jeśli idziemy do klubu, na promenadę, lub na luźniejsze spotkanie, wtedy możemy sobie pozwolić na ich odpięcie, czego nie polecam. Pamiętajmy, że będzie to mimo wszystko "popisywanie się".

Osobiście odradzam odpinanie guzików przy rękawach marynarki z tego względu, że są wysyłaniem ryzykownego sygnału do otoczenia. To zbyt dosłowne, a warto mieć na uwadze reakcje innych ludzi, gdyż strój pozwala nam na komunikacje ze światem.

Odradzam również oceniać drugiego człowieka negatywnie tylko na podstawie tego, że ma odpięte guziki przy rękawie. Dzisiaj ten sygnał został tak bardzo omówiony i przerobiony przez rozmaitych ludzi, że w zasadzie ciężko powiedzieć, co może oznaczać.

wtorek, 2 października 2012

Pan Młody z biżuterią

W przypadku biżuterii u mężczyzny szczególnie ważna jest zasada "mniej znaczy więcej". Zasadniczo Panowie powinni ograniczyć się do czterech elementów: zegarka, spinek do mankietów, obrączki oraz szpilki do krawata (szpilka to coś innego niż spinka).

W wypadku stroju wieczorowego dochodzą jeszcze guziki jubilerskie do koszuli (zamiast bieliźnianych) i ewentualnie łańcuszek do marynarki (obydwa w wypadku smokingu).

Niektórzy mężczyźni używają na przykład sygnetów. Nie pochwalam tego, ponieważ wyżej wymienione elementy są absolutnie wystarczające do tego, aby nadać mężczyźnie połysku. Do tego sygnety są raczej domeną ludzi o szlacheckim pochodzeniu, dlatego zakładanie ich przez nieszlachcica może sprawiać wrażenie nowobogackie. Szczególnie w Polsce. Taki sam stosunek mam do jakichkolwiek bransoletek (krzyżyk na szyi nie jest tak naprawdę biżuterią, ponieważ chowamy go i tak pod zapiętą koszulę). Dlatego raczej optowałbym za tym, aby zaoszczędzone na sygnecie pieniądze zainwestować w wyżej wymienione elementy. Nimi naprawdę można się "popisać".

Pierwszym, ale mało znanym w Polsce, elementem biżuterii jest szpilka do krawata. Wbija się ją w już zawiązany krawat, zaraz pod węzłem. Sprawia to, że można odrobinę dostosować długość i eksponowanie krawata. Do tego krawat nie będzie się przesuwał i ładnie będzie leżał w wybranym miejscu. Oto przykład przypinki do krawata (z wiki) ze szmaragdem:



Obecnie najczęściej stosuje się przypinki z perłą. Oto przykłady przypinek zastosowanych przez ojca i brata Katarzyny Middleton, które ładnie modelują krawat:


 


Przypinka jest oczywiście czymś innym niż spinka do krawata, która wygląda tak (ze strony http://cokupic.pl/):



Noszenia takiej spinki nie polecam z dwóch względów. Po pierwsze, nie używa się jej w stroju formalnym. Tak więc jej noszenie będzie raczej oznaką stylu casual. Po drugie, taka spinka nie wygląda dobrze (wielu ludzi dzisiaj uważa nawet, że to oznaka braku stylu). Założona na krawacie za bardzo świeci. Znajduje się w środku sylwetki i za bardzo dominuje, w dodatku optycznie przecinając ją na zawieszonej wysokości (z tego samego powodu raczej nie nosi się koszul w paski poprzeczne). Nie spełnia również jakichś bardzo praktycznych funkcji (poza spięciem dwóch części krawata, który jeśli lata, to i tak lata). Swoim świeceniem przyćmiewa świecące właściwości jedwabiu, z którego zrobiony jest krawat. Dlatego przegrywa zdecydowanie ze szpilką do krawata, która jest mniejsza, widać tylko ją jako kropkę i jest położona dużo bliżej twarzy (zaraz pod węzłem). Znowu klasyczne zasady współgrają ładnie z geometrią i fizyką.

Obrączka jest sprawą indywidualną. W męskiej biżuterii moim osobistym zdaniem lepiej się sprawdza srebrny kolor. Z tego względu, że nie dominuje i nie kradnie pigmentu z innych elementów stroju. Nie mówimy oczywiście o samym stopie - w końcu można używać białego złota, które jest lepsze, wytrzymalsze, nie brudzi się jak srebro, a ma kolor srebrny. Dlatego obrączkę rekomendowałbym srebrną.
Choć oczywiście może być złota, jak kto woli. W dodatku obrączka to świętość, więc wolno jej być taką, jaką chcemy, żeby była. Nawet jeśli spinki do mankietów będą srebrne, krawat srebrny, a obrączka złota. Wiem, że styliści mogą protestować i lepiej to zgrać kolorystycznie. Tutaj jednak zgranie jest na drugim planie. Świętość jest ważniejsza, a świętości wszystko wolno.
Choć jeśli pytacie, to odpowiem, że kolorystycznie srebro jest lepsze. Krawat jest za to miejscem na koloryzowanie.

Wreszcie spinki do mankietów. Złote lub srebrne. Jak wyżej, polecam srebrne, choć złote są jak najbardziej w porządku. Jeśli ktoś chce bardzo oszczędzać, to w ostateczności stal szlachetna. Można jednak znaleźć na rynku spinki srebrne do mankietów, które nie są bardzo drogie. Poniżej przykład:




Całkiem schludne i spełniają swoją wizualną funkcję. Jeśli ktoś nie chce stawiać na metal i chcę mieć na sobie trochę więcej biżuterii, to można pójść w stronę kamieni. Jednym takim zabiegiem jest masa perłowa. Oto przykład ładnych spinek (ze strony http://www.braithwaitesjewellers.com):




Można również pójść trochę odważniej w inne kamienie, onyks, szmaragd, nefryt, diament... Ale ostrożnie, żeby nie przesadzić. Spinki nie powinny mieć napisów. Nie napisalibyśmy na marynarce "Pan Młody", więc nie piszmy na spinkach "I love you" i tym podobne. Wszelkie motocykle, trupie czaszki, albo podobne kształty, sugerują, że raczej chcemy grać w teledysku Guns 'n' Roses niż zawrzeć święty związek małżeński. Spinki mogą być bardziej owalne lub prostokątne. Wszystko zależy od preferencji i osobowości. Personalnie preferuję bardziej owalne kształty.

Czy spinki powinny być widoczne? Na pewno kiedy podniesiemy rękę, to rękaw koszuli razem z mankietem powinien być widoczny. Wtedy również często wysuwa się do takiego stopnia, że widać spinkę. Jeśli tak się nie dzieje, to prawdopodobnie rękaw koszuli jest za krótki, albo marynarki za długi.
Czy spinki powinny być widoczne przy opuszczonej ręce (postawie "na baczność")? Niekoniecznie, choć tu nie ma twardej reguły. Wszystko zależy od konkretnego fasonu i osobistego uznania. Najbardziej tradycyjna będzie widoczność koszuli na 1-1,5cm. Pozwala to uwydatnić nasze dłonie, czyli drugą najważniejszą rzecz w mowie niewerbalnej po naszej twarzy.
Jeśli decydujemy się na pokazanie spinek także w postawie "na baczność", to powinny być trochę bardziej spokojnie niż gdyby się miały pokazywać tylko przy ruchu ręką. Zgodnie z zasadą, że jeśli coś jest bardzo, ale to bardzo wystrzałowe, to nie może być ciągle widoczne, a powinno się pokazywać raz na jakiś czas. Na przykład nie polecam spinek z małym diamentem, gdyby mankiet miał być ciągle widoczny (chociaż w ogóle nie polecam, gdyż moim zdaniem są nazbyt dużym obnoszeniem się; poza tym są ładniejsze kamienie od przereklamowanych diamentów).

Wreszcie ostatni element, czyli zegarek. Do eleganckiego stroju najlepszy byłby zegarek na łańcuszku. Wtedy optymalna będzie kamizelka. Zegarek ma być do niej doczepiony i wsunięty do kieszonki. Całość wyglądałaby tak (ze strony http://www.morningdressguide.com/):



Można oczywiście założyć zegarek na rękę, ale powinien być mały, to znaczy ładnie chować się pod rękaw marynarki, a najlepiej i koszuli, aby można było pokazać mankiet. Dlatego cienka i niewielka tarcza, najlepiej klasyczna z cyframi rzymskimi. Na przykład taka (ze strony http://www.sobuying.com/):




Pasek oczywiście czarny, ponieważ buty zakładamy czarne. Jeśli założymy pasek to spodni (lepsze będą szelki), to również będzie czarny.

Tym sposobem zamykamy kwestię biżuterii Pana Młodego. Piękny klasyczny zegarek kieszonkowy lub na rękę, przepiękne świecące spinki, urocza szpilka do krawata wraz z obrączką to wystarczające świecidełka do tego, aby oczarować gości. Jeśli chcemy jeszcze coś unikalnego do naszego stroju, to polecam zwrócenie uwagi na guziki marynarki i kamizelki. Mogą być wykonane ze szlachetniejszych i jaśniejszych materiałów (rogu, muszli, masy perłowej, szkła...). Bransoletki i sygnety sobie odpuśćmy.