Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwurzędowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwurzędowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

Ile rozcięć z tyłu marynarki?

Marynarka może mieć z tyłu zero, jedno, albo dwa rozcięcia (jeśli będziemy jej używać do dziwnych rzeczy, to być może i więcej niż dwa). Każde z nich wiąże się z trochę innym stylem i użytecznością.

Rozwiązanie najbardziej kojarzone z klasyczną elegancją to brak rozcięć, nazywane nieraz "stylem włoskim" (szczególnie dobrze wygląda to do strojów bardziej formalnych np. do smokingu). Całość wygląda ładnie zwłaszcza, jeśli strój jest należycie dopasowany i ładnie widać plecy (ze strony http://moderndignified.blogspot.com; owszem, plecy mogłyby być jeszcze ładniejsze):



Niestety taki krój wygląda ładnie, gdy niewiele się ruszamy. Nie dość, że krępuje ruchy, to przy ich występowaniu zaburza gładki i elegancki wygląd stroju. Jest to jednak opcja najbardziej "formalna".
W wypadku większego ruchu najlepszym rozwiązaniem będzie podwójne rozcięcie z tyłu marynarki, kojarzone ze stylem "angielskim", które doda trochę swobody (ze strony blacktieguide.com):



Takie dwa szlice są odrobinę mniej formalne od braku rozcięć, ale dalej zachowują elegancję. Za cenę lekkiego obniżenia rangi stroju dostajemy dodatkową swobodę ruchu. Oprócz tego, gdy sięgniemy do kieszeni spodni, plecy będą dalej ładnie wyglądać, a pośladki nie zostaną odsłonięte.
Dwa rozcięcia są ważne przy siadaniu - marynarka się lepiej układa. Jest to szczególnie krytyczne przy marynarce dwurzędowej, której przecież nie rozpinamy nawet siadając. Taka marynarka bez szliców bardzo źle by się układała.
W swojej książce Roetzel twierdzi, że w Anglii garnitur bez dwóch rozcięć będzie natychmiast zwracał uwagę, także dwa należy traktować jako coś naturalnego, bo garnitur to nie zbroja.

Pozostaje jeszcze trzecia opcja, czyli jedno rozcięcie. O ile jest rozpowszechniona i pewnie każdy mężczyzna ma ją w szafie, o tyle nie jest szczególnie warta uwagi, gdyż niewiele oferuje. Dodaje tylko trochę przy swobodzie ruchu w porównaniu do braku szliców. Jednocześnie nie poprawia wyglądu przy siadaniu, ani tym bardziej przy sięganiu ręką do kieszeni. Pod tym względem jest nawet gorsza od braku szliców, ponieważ gdy sięgniemy do kieszeni, szlic się otworzy i ujawni to, co nie powinno być pokazywane przez eleganckiego Pana (pośladki).

Historycznie rzecz biorąc jedno rozcięcie zostało wymyślone do jazdy konnej, więc ta opcja ma genezę bardzo sportową.

Jeden argument, który mógłby stać za jednym szlicem, to dostosowanie do szczególnego typu sylwetki. Fakty są jednak takie, że trudno wyobrazić sobie sylwetkę, do której można tylko dostosować marynarkę z jednym szlicem, a do której nie dałoby się dostosować marynarki z dwoma.

Jeśli już jednak mamy w marynarce tylko jeden szlic, to nie powinno to dotyczyć smokingu, ani marynarki dwurzędowej, lecz zwykłej jednorzędowej marynarki. I jeśli mamy marynarkę z jednym szlicem, to się tym zbytnio nie przejmujmy i korzystajmy z przyjemności jej noszenia.

Do garnituru ślubnego polecam jednak brak szliców lub dwa.

sobota, 16 lutego 2013

Które guziki zapinać?

Elegancki strój męski często wywołuje refleksje w kwestii tego, co wypada, a co nie wypada. Poszczególne "reguły" stroju powstawały na przestrzeni wielu lat i wielu z nich nie można nazwać twardymi niepodważalnymi regułami. Z tej prostej przyczyny, że każda z nich bywała "łamana" przez niektórych gentlemanów. Nie inaczej bywa w wypadku zapinania guzików. Poniżej przedstawione sugestie to pewne ogólne wytyczne, które przez eleganckich Panów mogą być łamane i stanowić akt "sprezzatury", czyli świadomego obniżenia rangi stroju. Zgodnie z zasadą, że strój jest dla właściciela, a nie właściciel dla stroju. Niemniej jednak należy pamiętać, że w najbardziej eleganckich sytuacjach sprezzatura powinna być odstawiona na bok, gdyż wymagane jest od nas podporządkowanie się.

Które guziki zapinać? Otóż zasada jest bardzo prosta i sprowadza się do jednej reguły: zapinaj guziki wtedy, kiedy wyglądasz lepiej z guzikiem zapiętym niż rozpiętym. Sugeruję całkiem poważnie, że sprawa jest w 90% tak prosta i każdy z nas ma wewnętrzne poczucie estetyki, które nam pozwala te kwestie rozstrzygnąć. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy dany guzik ma być zapięty, czy rozpięty, to spróbujmy go zapiąć, rozpiąć, i porównać nasz wygląd w lustrze. Intuicja nam wbrew pozorom sporo podpowie.

Z koszulą rzecz jest bardzo prosta. Kiedy zakładamy krawat, albo muchę, to koszula musi być w pełni zapięta. Rozpięty nawet ostatni guzik koszuli wraz z krawatem sprawia mniej estetyczne wrażenie. Należy tę czynność wstawić na półkę z napisem "sprezzatura". Oto przykład Brada Pitta w delikatnie poluzowanym kołnierzyku. Mimo że założył kamizelkę, co znacznie podniosło elegancję stroju, to jednocześnie obniżył ją, poluzowując krawat i rozluźniając kołnierzyk:



I tak nie jest tak źle, ponieważ poluzowanie jest delikatne.

W wypadku gdy nie zakładamy krawata ani muchy, to od razu obniżamy rangę stroju. Zaś ostatni guzik musi być rozpięty (chyba że to dziwna koszula z jakimś wzorem, wymagającym jej zapięcia, której to koszuli nota bene nie polecam). Zapięta koszula bez krawata nie wygląda korzystnie:



Proszę mi wybaczyć wybór dramatis personae, ale może czarny charakter pozwoli skojarzyć taki krok z czymś, czego należy unikać (nawet poszetka tego nie ratuje). Przy braku krawata odpinamy jeden guzik. Ale tylko ostatni, bo odpięcie kolejnych to już jawna nonszalancja. Może na wakacje i na promenadę, kiedy wszyscy i tak paradują w krótkich spodenkach:



Niektórzy Panowie powinni rozważyć założenie fularu do rozpiętej koszuli z wiadomych estetycznych przyczyn. Tu Al Pacino w pięknym fularze:



W wypadku zapinania kamizelki sprawa zależy od tego, czy jest jednorzędowa, czy dwurzędowa. Dwurzędową zapinamy na wszystkie guziki (chyba że idziemy w sprezzaturę i nie zapinamy jednego dolnego), a jednorzędową w zależności od kroju i preferencji. Wiele z kamizelek jednorzędowych jest specjalnie szytych tak, żeby ostatni dolny guzik nie był zapinany.

Dlatego możemy nie zapinać tego ostatniego guzika. Może to wynikać albo z kroju kamizelki, albo - nawet jeśli krój na to by pozwolił - ze względu na ów zwyczaj. W tym wypadku nie wkraczamy jednak w obszar sprezzatury. Wszystko jednak zależy od tego, z jaką kamizelką mamy do czynienia.

Na przykład klasyczną kamizelkę smokingową lepiej zapiąć na wszystkie guziki (proszę nie zwracać uwagi na błąd koszulowy w postaci widocznych guzików bieliźnianych; ze strony http://www.oliverbrown.org.uk/evening-waistcoats.html):



W pełni zapięta lepiej wygląda.

Ta kamizelka garniturowa (żakietowa) natomiast nie musi być do końca zapięta (ze strony http://www.jacamo.co.uk):





W szczególności, że główna funkcja kamizelki zostaje spełniona: zasłonięty jest pas i nie widać koszuli. Rozpięty guzik kamizelki pełni również istotną użyteczną funkcję - w momencie, gdy siadamy, kamizelka dużo lepiej się układa (ponieważ rozchodzi się łatwo na boki - rolę swoją również spełnia trójkątne zakończenie u dołu kamizelki, podobnie jak delikatne rozcięcia na bokach).

Oto przykład kamizelki, której nie należy dopinać, bo widać, że materiał nie układałby się dobrze (ze strony http://www.gentlemansgazette.com/waiscoat-button/):




Można jednak nosić kamizelkę dopiętą - pod warunkiem, że po jej zapięciu guziki się ładnie układają (ze strony http://waistcoatstyle.tumblr.com/post/29139917760/james-marsden):





Wydaje się, że odpięcie ostatniego guzika sprawiłoby, że strój wyglądałby mniej elegancko.
Także podsumowując zasadę co do guzików kamizelek... zapinać, czy odpinać? To zależy od tego, co lepiej wygląda.

Sprawa wygląda bardziej skomplikowanie w wypadku marynarki. Czy wszystkie guziki marynarki mogą być odpięte? Naturalnie mogą, jeśli mamy kamizelkę (co widać na zdjęciu powyżej). Tu dużo zależy od naszego samopoczucia i od tego, jak bardzo elegancka jest kamizelka. Poniżej przykład ze ślubu księcia Karola, który zdecydował się nie zapinać żakietu, dlatego, że miał piękną dwurzędową kamizelkę (co prawda ilustracja dotyczy żakietu, ale działa tak samo w wypadku marynarki):





Natomiast bez kamizelki, gdy stoimy, konieczne jest zapięcie marynarki, bo inaczej będziemy ukazywać pas i okolice brzucha, co obniża rangę stroju.

Jeśli już zapinamy marynarkę, to które guziki zapinać? Zależy od wielu czynników, ale znowu intuicja nam podpowie. Marynarka na trzy guziki powinna mieć zapięty guzik środkowy i w zależności od wyboru guzik górny. Środkowy, ponieważ harmonizuje sylwetkę. Preferencja co do górnego zależy od tego, jak bardzo mały robi się dekolt i jak układają się klapy. Tu nie ma odgórnej reguły.
Nie zapinamy natomiast dolnego guzika, ponieważ skracałby optycznie nasze nogi. Marynarka jest celowo tak uszyta, żeby nie zapinać tego guzika.



Łatwo to sprawdzić, stając przed lustrem i zapinając wszystkie guziki. Zapięty środkowy guzik podkreśla naturalnie naszą talię, a marynarka odrobinę pod nim się rozchodzi, aby ukazać nogi. Gdy zapniemy ostatni guzik, to linia talii zaczyna zanikać, a i nogi stają się krótsze.

Podobnie jest z marynarką na dwa guziki, choć nie we wszystkich wariantach. Zazwyczaj dolnego guzika nie zapinamy. Nie jest tak jednakże dlatego, że jest to jakaś reguła. Jest podobnie jak z kamizelką i trzyguzikowym garniturem - ponieważ marynarkę uszyto w sposób taki, że zapięty dolny guzik by źle wyglądał. Lepsza symetria zostaje osiągnięta, gdy dolny guzik jest w połowie przykryty materiałem drugiej części marynarki:




Tu bez wątpienia zapięcie dolnego guzika spowodowałoby niekorzystny widok.

Zdarzają się jednak marynarki tak uszyte, że należy zapiąć dolny guzik. Jest to tak zwany paddock, którego ze świecą szukać w polskich sklepach. Oto iście królewski przykład:



Widzimy, dlaczego dolny guzik (który jest powyżej kieszeni) ma być zapięty: ponieważ materiał lepiej się układa przy zapiętych guzikach. Tak w zasadzie można by tutaj w głowie wyobrazić sobie trzeci guzik, który mógłby się znaleźć na marynarce (i on by spełniał funkcję tego dolnego niezapiętego, a marynarka by się ładnie układała).

Stąd nasza reguła "zapinaj guziki wtedy, kiedy to dobrze wygląda" jest wskazówką niezwykle uniwersalną.

A jak się ma rzecz w wypadku dwurzędowych marynarek? Tutaj też wszystko zależy od kroju. Klasyczna marynarka dwurzędowa na sześć guzików moim zdaniem lepiej wygląda w całości zapięta. Książę Karol zawsze tak zapina marynarkę, obok Ryan Gosling z zapiętą dwurzędówką, oraz David Beckham z rozpiętym dolnym guzikiem:





Istnieje wielu eleganckich mężczyzn, którzy noszą odpięty dolny guzik marynarki dwurzędowej. Osobiście preferuję zapinanie dolnego guzika, ponieważ tworzy to symetrię, którą warto zachować w wypadku marynarek (proszę zwrócić uwagę na to, że odpięty guzik w jednorzędówce nie zaburza symetrii marynarki).

Dla wielu postronnych i niezorientowanych osób odpięty guzik dwurzędówki będzie się rzucał w oczy jako ten, który warto zapiąć (inaczej niż z dolnym guzikiem jednorzędówki). Wynika to z intuicyjnej sympatii oka człowieka do symetrii marynarki.

Często jednak Panowie nie zapinają dolnego guzika marynarki dwurzędowej. Znamy nawet przykład ekstrawagancki odpinania górnego guzika. Znowu iście królewski przypadek:




Takie działanie jest dużo bliżej sprezzatury. Jeśli chcemy być bardziej eleganccy, to marynarka powinna zachowywać symetrię (do budowania asymetrii służy poszetka, krawat i pomniejsze dodatki). Dlatego optuję za zapinaniem guzików w dwurzędówce, co jest całkowicie osobistym poglądem (zapinanie tylko dolnego guzika w zasadzie mija się z celem dwurzędówki, w której zapięty górny guzik pozwala na podkreślenie najszczuplejszego miejsca górnej części ciała).

Z płaszczami sprawa jest również prosta. Służą do tego, aby je zapinać i chronić się przed zimnem. Raczej nie spotykamy się z płaszczami szytymi specjalnie tak, żeby nie zapinać któregoś guzika. Choć zdarza się jak i wypadku marynarki dwurzędowej, że w dwurzędowych płaszczach eleganccy Panowie świadomie nie dopinają dolnego guzika.
Przyznam, że również i to wywołuje skojarzenia z nieuporządkowaniem i ze sprezzaturą.

Na koniec kwestia dość kontrowersyjna. Sprawa guzików przy rękawach marynarki. Wiele marynarek produkowanych na sprzedaż nie pozwala na możliwość odpinania guzików przy rękawie. Działające guziki przy rękawie były kiedyś znakiem rozpoznawczym marynarki szytej u krawca. A jednak już dzisiaj trafiają się marynarki sprzedawane w sklepach również z takimi działającymi guzikami.

Niektórzy autorzy (np. Roetzel) rekomendują odpinanie tych guzików jako sposób na wysłanie sygnału do otoczenia, że mamy garnitur, który jest lepszej jakości (ze strony http://www.astorandblack.com/surgeon%E2%80%99s-cuffs-working-buttonholes):




W szczególności, jeśli dziurki są pięknie ręcznie obszyte.

Problem z owymi rekomendacjami jest taki, że zaczynają zmieniać świat. Jeden autor napisał, że warto rozpiąć guzik, aby wysłać określony sygnał (takie ma osobiste doświadczenie), ale moment kiedy tak napisał zaczyna ten sygnał zmieniać. Zaczynają tak robić inni ludzie, producenci to zauważają i produkują coraz więcej takich marynarek. Pierwotne znaczenie tego sygnału zostaje zamazane. Wydaje się, że jeśli chcemy być oryginalni, to zamawiając marynarkę u krawca moglibyśmy specjalnie prosić o nierobienie takich guzików, jeśli wszyscy zaczynają na nie zwracać uwagę.

Odpinane guziki przy rękawie są nazywane "guzikami chirurga". Zrobione po to, aby łatwiej podwijać rękawy (do operowania).

Odpięcie tego guzika jest jak każdy inny element stroju, wysyłaniem sygnału do otoczenia. Także na pytanie "odpiąć, czy nie?" najlepiej odpowiedzieć sobie, zadając sobie inne pytanie "jak odbierze to otoczenie?". "Co chcę powiedzieć otoczeniu, odpinając ten guzik?".

Kolejny przykład, Lloyda Blankfeina, dyrektora banku Goldman Sachs, z odpiętym guzikiem chirurgicznym:



Większość społeczeństwa nie zwraca uwagi na te szczegóły, a widząc odpięty guzik pomyśli, że go zgubiliśmy i powinniśmy go byli przyszyć.

Oprócz tej przeważającej grupy pozostanie grupka wtajemniczonych osób, które będą wiedziały o co chodzi. Część z nich zainteresuje się tym detalem i będzie to powód do nawiązania rozmowy i podyskutowania o sposobie ubierania się. Niestety druga część odbierze to jako pozerstwo i zbyt wulgarny sposób na podkreślanie wartości własnego stroju.

Kiedyś Szarmant nazwał odpinane guziki "jarmarczną" elegancją.

Rzeczywiście jest coś zbyt nachalnego w odpinaniu guzików w rękawie. W końcu dobry garnitur typu "bespoke" rozpoznaje się po innych cechach niż guziki chirurga.

Jeszcze bardziej zdecydowanie sprawę skomentował Will Boelke, jeden z najważniejszych amerykańskich arbitrów elegancji, uznając to za poważny grzech. Żartobliwie dodał:


Kiedy masz potrzebę rozpięcia guzika od rękawa, wejdź szybko do dużej publicznej toalety. Rozepnij guziki i podwiń rękawy, i umyj ręce. Potem wysusz ręce i zapnij guziki. Zademonstrujesz światu bez zawstydzania siebie, że Twoje guziki od rękawów działają, a po kilku takich czynnościach, w końcu przejdzie Ci na to ochota.

Dlatego najbezpieczniej jest mieć wszystkie guziki chirurgiczne zapięte. Jeśli jesteśmy w pracy lub na oficjalnym spotkaniu, jest to konieczne. Jeśli idziemy do klubu, na promenadę, lub na luźniejsze spotkanie, wtedy możemy sobie pozwolić na ich odpięcie, czego nie polecam. Pamiętajmy, że będzie to mimo wszystko "popisywanie się".

Osobiście odradzam odpinanie guzików przy rękawach marynarki z tego względu, że są wysyłaniem ryzykownego sygnału do otoczenia. To zbyt dosłowne, a warto mieć na uwadze reakcje innych ludzi, gdyż strój pozwala nam na komunikacje ze światem.

Odradzam również oceniać drugiego człowieka negatywnie tylko na podstawie tego, że ma odpięte guziki przy rękawie. Dzisiaj ten sygnał został tak bardzo omówiony i przerobiony przez rozmaitych ludzi, że w zasadzie ciężko powiedzieć, co może oznaczać.

sobota, 13 października 2012

Jak powinien się ubrać Pan Młody?

Pora podsumować opracowania ślubne na naszym blogu i stworzyć ogólną receptę na dobrze wyglądającego Pana Młodego. Do każdego twierdzenia zamieszczam link do bardziej szczegółowego wpisu i wytłumaczenia, dlaczego tak, a nie inaczej.

Najpierw najprostsze, standaryzowane i nie wzbudzające kontrowersji. W kieszonce (brustaszy) Pan Młody umieszcza białą poszetkę (chusteczkę), ładnie złożoną. W butonierce (dziurka w klapie) umieszcza biały kwiatek. To zawsze zda egzamin.

Podobnie prosto jest w przypadku butów Pana Młodego, które muszą być czarnymi tradycyjnymi oxfordami, czyli jednolitymi sznurowanymi butami z drobnymi przeszyciami bez wzorów:



Biżuteria powinna być dyskretna, chociaż może być trochę nieskromna. Powinna ograniczać się do obrączki, spinek do koszuli, małego skromnego zegarka na rękę (na czarnym pasku), lub na łańcuszku (wtedy potrzebna kamizelka). Dopuszczalna jest ewentualnie szpilka do krawata (ale nie spinka do krawata).

Teraz przechodzimy do sprawy najczęściej najbardziej kontrowersyjnej ze względu na częsty brak właściwego rozeznania i rozpowszechnione mity. Koszula Pana Młodego (oczywiście 100% bawełny) musi być biała. Biel zawsze podnosi dostojność stroju. Przywdzianie koszuli innej niż biała sprawia, że zestaw zawsze stanie się mniej elegancki i mniej formalny.

Nie. Biała koszula nie będzie się gryzła z suknią ecru. Zmuszanie Pana Młodego do rezygnacji z białej koszuli, to zmuszanie go do rezygnacji z elegancji.
Jedynym wyjątkiem jest założenie koszuli winchesterowskiej, ale po pierwsze, ta raczej powinna być założona do czegoś bardziej formalnego niż zwykły garnitur, a po drugie i tak moim zdaniem wygląda gorzej niż cała koszula w bieli.

Pan Młody nie musi na siłę być dopasowany do Panny Młodej. Przede wszystkim ma wyglądać elegancko.

Na ślub Pan Młody zakłada krawat. Ponieważ ma najlepszy kształt ze wszystkich wiązadeł. Jest akuratny geometrycznie do funkcji, jaką spełnia, czyli ekspozycji twarzy. W pewnych bardzo szczególnych warunkach można założyć prawdziwą muchę, chociaż osobiście raczej to odradzam. Z innych wiązadeł wchodzi w rachubę tylko plastron, ale ten jest raczej zarezerwowany na bardzo formalny ubiór (żakiet, o którym niżej). A nawet i do tego stroju polecałbym krawat.

Kolorystycznie najlepsze krawaty są srebrne i granatowe. Z punktu widzenia fizyki tłumaczę o tym trochę we wpisie o kolorze barw. Ponieważ szarość (srebro, stal) jest neutralna, a granat jest kolorem uzupełniającym do pigmentu skóry człowieka. Jeśli decydujemy się na inne kolory, to powinny być pastelowe.

We wpisie o kolorach od razu wyjawiam trochę, dlaczego należy unikać koszuli ecru i brązowych garniturów. Ponieważ te kolory powstają z tego samego koloru, który odznacza się na naszej skórze, wobec czego konkurują z nim i przez to odwracają uwagę od najważniejszego, czyli Pana Młodego.

Mając za sobą sprawę koszuli, butów, biżuterii, pozostaje najważniejsze, czyli strój.

Najlepszy strój męski to smoking. Niestety nie zakładamy go na ślub. Dlaczego to najlepszy strój męski i dlaczego go nie zakładamy na ślub, wyjaśniam w tym wpisie. Ponieważ jest to strój galowy i wieczorowy, nieprzeznaczony na śluby kościelne (szczególnie te kiedy świeci słońce). Wieczorowy jest również frak wieczorowy (jak sama nazwa wskazuje), więc i z niego musimy zrezygnować.

Opcje są następujące:

1. Najbardziej formalny może być odpowiednik fraka, czyli żakiet (frak dzienny, nazywany nieraz w Polsce brzydko "jaskółką"). Nie będę nikomu go polecał, ponieważ jest to opcja droga i lekko nazbyt tradycyjna jak na realia polskie (co innego w Anglii). W dodatku jest to opcja podwójnie droga, gdyż trzeba ten strój zmienić wieczorem (w trakcie wesela), ponieważ żakietu nie nosi się wieczorem. Choć, jeśli ktoś bardzo chce, to będę gorąco zachęcał do założenia żakietu. Nikogo jednak do tego przekonywać nie zamierzam.




2. Opcja druga, którą bardzo polecam, to stroller. Ciemna marynarka, kamizelka szara lub płowożółta, oraz spodnie czarno-szare w paski (tak zwane spodnie sztuczkowe). Całość kopiująca żakiet, ale o niższym stopniu formalności. Przede wszystkim działa to wyśmienicie w świetle słonecznym za dnia. Aż dziw bierze, że ta opcja (w skali formalności wyżej od garnituru) jest tak rzadko stosowana w Polsce. A zapewniam, że działa. Sugeruję poeksperymentowanie.
W trakcie wesela Pan Młody powinien zmienić spodnie (na te jednolite pasujące do marynarki; i może też zdjąć kamizelkę).



3. Wreszcie opcja trzecia, czyli garnitur. Tutaj mamy również wachlarz możliwości.

Może to być bowiem "zwykły" garnitur, a więc jednorzędowy dwuczęściowy. Możemy trochę podnieść jego formalność i założyć garnitur dwurzędowy, lub garnitur trzyczęściowy. W ostateczności można dodać do niego zdekompletowaną kamizelkę, ale z tym wariantem bardzo proszę, ostrożnie. Najlepiej z niego zrezygnować, bo więcej w nim niebezpieczeństw niż szans na podniesienie elegancji. Jeśli już, to kamizelka powinna być z dobrego, eleganckiego, niepołyskującego materiału (wełna, jedwab, len) i bez wzorów (jeszcze nigdy nie widziałem dobrej kombinacji z wzorami).

Za kamizelką (najlepiej w kolorze garnituru, lub w kombinacji stroller) stoi wiele argumentów, między innymi ten, że zawsze zasłania okolice pasa i nie pozwala na zbyt duże pokazywanie koszuli (które obniża formalność stroju). Jeden argument przeciw to minus, że jest to kolejna warstwa na wierzch, która zwiększa temperaturę, choć raczej jest to argument za tym, żeby kamizelka była z lekkiego materiału (jedwab, len) i była bez pleców (marynarki i tak nam nie wolno zdejmować), lub z podszewką z tyłu pleców.
Do kamizelki zakładamy szelki na guziki.
Bez kamizelki zakładamy szelki (wtedy usuwamy u krawca szlufki) albo pasek. Ten czarny (w kolorze butów) i bez ozdobnych sprzączek.

Garnitur musi oczywiście dobrze leżeć (nie wisieć). Trzeba się liczyć z tym, że prawie każdy kupiony z wieszaka garnitur wymaga jakiś poprawek krawieckich.

Garnitur powinien być jednolity w kolorze szarym, granatowym lub grafitowym (czerń to ostateczność).


 

 

Zamknięte klapy dodają elegancji i formalności.


Pan Młody powinien wybrać którąś z powyżej opisanych kombinacji stroju i kolorystyki wedle własnego uznania (te ilustracje powyżej nie są do końca ślubne).

Na koniec lekkie wytchnienie - jeśli ktoś ubrał się inaczej, lub zamierza ubrać się inaczej na ślub niż opisałem to powyżej, to proszę się nazbyt nie przejmować. W ostatecznym rozrachunku najważniejsze jest i tak co innego, a prawdziwe piękno nie pochodzi z gramatury wełny, błysku jedwabiu, czy jakości skóry na bucie. Dlatego dobrze mieć właściwą perspektywę i potraktować powyższe uwagi jako przyjemność, którą można umilić sobie życie i z której rezygnacja nam w dobrym życiu nie zaszkodzi.



Nota budżetowa. Jako dodatek proponuję kilka słów o wydatkach, bo wiem, że dla wielu są rzeczą istotną. Wygląd wnętrza portfela jest bardzo ważny, szczególnie dla późniejszego małżeńskiego pożycia i życia rodzinnego.

Buty. Niezwykle ciężko dostać w Polsce czarne oxfordy. Jeśli się zdarzają, to w bardziej "ekskluzywnych" sklepach po tysiąc złotych i cena ta niekoniecznie odzwierciedla jakość. Choć przy butach należy pamiętać, że mężczyzna powinien liczyć się, że stanowią przynajmniej jedną trzecią budżetu ubraniowego. I należy o nie dbać (odpowiednimi kosmetykami).
Czarne oxfordy polecam kupić przez Internet za granicą. Na przecenach i znośnej jakości można dostać za 300 złotych, jeśli przeszukuje się sieć przez tygodnie i miesiące.
Za cenę ponad 600 złotych można już dostać naprawdę dobre buty, które będą służyć długimi latami przy odpowiednim dbaniu. Za cenę ponad 1300 złotych dostaniemy już buty, które będziemy mogli zostawić swojemu synowi. Pod warunkiem, że wiemy, które firmy są dobre i nie wydamy takiej kwoty na buty w jednej z polskich galerii bez odpowiedniego dokształcenia się w temacie. W wypadku butów radzę pamiętać o słynnym powiedzeniu, że tanie jest drogie (tanie buty szybko wyrzucimy do kosza, dobre porządne powinny przetrwać naście, lub dziesiąt lat).

Białą poszetkę dostaniemy za kilkadziesiąt złotych w zależności od miejsca, materiału i przeceny. Najtaniej chyba będzie kupić kawałek białego materiału i poprosić niedrogiego krawca/krawcową o ładnie obszycie.

Spinki. W zależności od materiału. Minimalistycznie będą kosztować kilkadziesiąt złotych, jeśli będą ze stali szlachetnej. Srebro kosztuje niewiele więcej, choć łatwo się brudzi. Złoto (białe i żółte) będzie kosztować już kilkaset złotych. Kamienie na spinkach będą raczej podnosić ich cenę.

Koszula. Kupienie zgrabnej białej koszuli z bawełny na spinki za 80 złotych to znakomity interes. Polecam taliowaną. Gdy ma się czas, można dostać na rozmaitych przecenach w okolicach 120-130 złotych naprawdę przyjemnej jakości. Najwyższej jakości będą rzecz jasna jeszcze droższe. Od ponad 300 złotych zaczynają się koszule dopasowane (made-to-measure), w sumie lepsze rozmiarowo choć z tą usługą trzeba uważać. Czasami to dopasowanie wcale nie polega na przymiarce, a bardziej na usłyszeniu rozmiaru kołnierzyka i wzrostu, a następnie przyniesieniu już gotowej koszuli. To słabe dopasowanie.

Krawat. Ponieważ to produkt bardzo rozpowszechniony, to łatwiej będzie znaleźć promocje z nim związane. Może się nawet zdarzyć tak, że kupimy świetny krawat (musi być jedwabny) za 40 złotych. Raczej trzeba się liczyć z tym, że na promocjach znajdziemy ciekawe krawaty od 80 złotych w górę. Wybierając bez stresu ten, który nam najbardziej pasuje i którego nie chcemy szukać nieustannie, trzeba się liczyć z wydatkiem ponad 100 złotych.

Strój. Żakiet będzie kosztował kilka tysięcy złotych, więc nawet się nie rozpisuję na ten temat (poza tym trzeba wyłożyć pieniądze na drugi strój na wesele).

Stroller będzie kosztował tyle co garnitur dwuczęściowy, a do tego kamizelka i spodnie szaro-czarne w paski (sztuczkowe). Takie spodnie trudno dostać w Polsce, a nawet trudno dostać materiał na nie. Prawdziwa wełna na nie będzie kosztowała kilkaset złotych. Za około 300 złotych można dostać takie spodnie przez internet. Kamizelkę najlepiej uszyć z ładnej wełny, lub mieszanki z jedwabiem u jednego z niedrogich polskich krawców. Całość wydatku na kamizelkę może się zamknąć w 300 złotych (i za tyle można kupić przez internet).

Garnitur dwurzędowy będzie bardzo ciężko dostać. Garnitur trzyczęściowy będzie trudno dostać. Z tego względu, że to produkty rzadkie, ich cena pewnie będzie większa. No i ich produkcja kosztuje więcej (więcej pracy i materiałów).

Garnitur powinien być w całości z wełny (wcale nie musi być "s super coś tam", bo wbrew twierdzeniom włoskich marketingowców ten się najczęściej bardziej gniecie), lepiej unikać domieszek ze sztucznymi materiałami (chyba, że czyjaś sytuacja budżetowa jest naprawdę tak napięta, że musi oszczędzać), gdyż wyglądają gorzej i są gorsze dla ciała. Za około tysiąca złotych można dostać interesujące ładne garnitury. Szczególnie na przecenach, których lepiej wypatrywać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Mając w kieszeni 1600 złotych możemy spokojnie rozglądać się za czymś lepszym. Garnitur dobrze wyprodukowany z dobrego materiału za 700 złotych jest dobrą okazją. Jeśli widzimy taki garnitur za 500 złotych, lub za 400 złotych (widziałem ostatnio), to prawie trafiliśmy czwórkę w totka. Bierzemy, nawet jeśli nie założymy na ślub.

W okolicach 2 tysięcy złotych (czasami poniżej) można już otrzymać od firm usługi made-to-measure, czyli dopasowanie garniturów do indywidualnych wymiarów. Ale podobnie jak z koszulami należy uważać.

Powyżej 2 tysiąca złotych możemy rozglądać się za dobrym krawcem i prawdziwym szyciem na miarę (bespoke), choć nie w Warszawie (tu najlepsi krawcy kosztują od 3-4 tysięcy, najlepszy jeszcze parę tysięcy więcej). Do tego trzeba doliczyć materiały. Koszt przynajmniej od stukilkudziesięciu złotych za metr materiału, choć w zasadzie to jeszcze więcej (na dwuczęściowy jednorzędowy potrzeba przynajmniej około trzech metrów). Polecam tkaniny niepolskie. Też można znaleźć przez internet na niektórych stronach sprzedawców (również można wypatrywać przecen).

Przy dużej ilości czasu i odrobinie szczęścia Pana Młodego można ubrać w sumie nawet za tysiąc złotych. Choć to naprawdę bardzo trudne. Budżet większy o przynajmniej kilkaset złotych da nam więcej swobody i oddechu.

środa, 10 października 2012

Kolor garnituru na ślub

Z kolorów do wyboru na ślub mamy 3, a w zasadzie 3,5. Zobrazujemy je sobie na przykładzie jednorzędowych garniturów dwuczęściowych, dwurzędowych i trzyczęściowych jednorzędowych.

We wpisie o kole barw mówiłem o tym, że mamy 3 uniwersalne kolory, które będą pasowały do każdej cery i zawsze się sprawdzą: czerń, szarość i granat. Granat, ponieważ jest najzimniejszy, więc jest zawsze uzupełniający wobec pigmentu skóry. Szary, ponieważ powstaje zawsze ze zmieszania uzupełniających kolorów. Czarny, ponieważ tak jak biały w koszuli, jest neutralny.

Czarny kolor jednak traktuję jako ową połówkę koloru. Jest poprawny, ale trzeba pamiętać, że przegrywa ze słońcem (dlatego jest świetnym kolorem wieczorowym i doskonale pasuje do światła sztucznego, więcej o tym pisałem w przypadku smokingu). W słońcu czerń wygląda blado, a wkoło jest dużo więcej kolorów. Dlatego obok granatu i szarości lepszy będzie grafit, który jest drogą pośrodku między czernią a szarością. Poza tym kolory dobieramy nie tylko pod kątem koła barw, ale także pod kątem ich jasności. Za dnia kolory są bardzo jasne, a czerń jest... ciemna. Nie wygrywa z kolorami wkoło, a do tego tłamsi naszą twarz. Lepszy w tym wypadku będzie grafit.

Oto przykładowe trzyczęściowe garnitury (ze strony http://www.indochino.com/). Kolejno grafitowy, czarny, granatowy, szary:


 

 

A teraz ujęcia z bliska:

























Piękne zestawy. Nad kolorami krawata (szczególnie tym fioletowymi można popracować). I nad szerokością również. Ze spinki trzeba zrezygnować.

Teraz pora na opcje jednorzędowe dwuczęściowe (te same ale bez kamizelki):

 

 

Klapy mogłyby być szersze (i najlepiej zamknięte). Dzięki temu całość byłaby bardziej dostojna.

Na koniec opcje dwurzędowe:





Czerni ze względu na słońce bym unikał. Przy słońcu nasza twarz jest bardzo jasna. A czerń jest na krańcu jasności kolorystycznej. Lepiej gra z kolorami mniej jasnymi, na przykład twarzą wieczorem, a nie za dnia.

Oczywiście nie wszystkie powyższe kombinacje są ślubne, gdyż krawat nie zawsze pasuje na ślub, a koszula nie zawsze jest biała (a na ślub ma być biała niezależnie od koloru sukni Panny Młodej).

Szarość jest kolorem najbardziej uniwersalnym, ponieważ zawsze utemperuje każdy kolor (chyba że ten kolor jest bardzo ciemny). Poza tym szary garnitur jest zawsze na każdą okazję. Przy umiejętnym dobraniu krawata może być na wesele, pogrzeb, spotkanie biznesowe, strój do pracy.

Czy dopuszczalne są inne kolory? Odradzam. Za zwyczajem stoi analiza świetlna. Na przykład brązowy garnitur odpada, ponieważ na kole barw brąz jest kolorem, który powstaje z pomarańczowego, a więc z koloru naszej skóry, czyli z nią konkuruje kolorystycznie. Dlatego brąz jest kolorem nieformalnym (a do tego historycznie jest kolorem wsi). Na dodatek brąz jest symbolem przemijania i jesieni, co nie pasuje za bardzo do ślubu.

Jasne kolory garniturów jak biel i krem eliminujemy, ponieważ biała ma być koszula (emanacja twarzy). Krem zresztą jest podwójnie grzeszny, bo nie dość, że jest jasny i niszczy emanację twarzy, to na dodatek kradnie pigment ze skóry.

Garnitur musi być bez wzorów, aby nie odciągać od twarzy. Paski potrafią być bardzo gustowne, ale do kroju biznesowego, gdy paski tworzą wizerunek człowieka w biegu.

Czasami garnitury mają ciekawą tkaninę i nie do końca możemy stwierdzić, czy kolor jest dalej grafitowy, czy bardziej szary, a może bardziej niebieski, czy nawet ciemnoczekoladowy etc. (z tym ostatnim trzeba uważać, żeby nie zbliżył się do brązowego). To czy konkretna wersja jest elegancka i dostojna zależy już oczywiście od naszego umiejętnego wyczucia. Takie kombinacje są jak najbardziej dopuszczalne.

Nie muszę nikomu chyba tłumaczyć, że zielone i fioletowe garnitury są wykluczone, chyba, że chcemy być następcą Heatha Ledgera.

Pamiętajmy tylko o tym, żeby ciemne kolory szarości, grafitu i granatu były naszym kompasem, którego nigdy nie tracimy z oczu. Wtedy na pewno nie zginiemy.

piątek, 5 października 2012

Garnitur dwurzędowy na ślub

Kolejną opcją na ślub dla tych, którzy rezygnują z żakietu, strollera i trzyczęściowego garnituru, lub garnituru ze zdekompletowaną kamizelką, jest garnitur dwurzędowy. Sama dwurzędowość wydaje się drogą pośrodku między garniturem z kamizelką a garniturem bez kamizelki. Gdybyśmy spróbowali zlać optycznie ze sobą kamizelkę z marynarką w stroju trzyczęściowym, to dostalibyśmy w sumie dwurzędówkę.

Dwurzędówka spełnia zatem trochę podobną funkcję do garnituru trzyczęściowego: zmniejsza dekolt, utrzymując uwagę na twarzy i zmniejszając widoczność krawata. Z drugiej strony jednak dwurzędówka wygląda bardziej jak uniform (nota bene garnitur wywodzi się od uniformu) i jest jednolita. Nie tworzy więc korzystnej dwuwarstwowości zauważalnej w wypadku garnituru trzyczęściowego.

W garniturze dwurzędowym zapinamy obydwa guziki i nie rozpinamy ich nawet przy siadaniu. Pewna nota kolorystyczna - przy garniturze dwurzędowym najkorzystniejszy zazwyczaj wydaje się kolor granatowy, czyli w sumie najzimniejszy kolor z palety barw. Oto pierwsza kreacja z dwurzędówką (ze strony http://uk.askmen.com):



Pomińmy fakt braku krawata i nazbyt rozpiętej koszuli. Sam garnitur jest wielce kuszący. Podobnie jak ten granatowy, tym razem kompletny choć niedopięty (ze strony http://www.gq.com):


Krawat na ślub powinien być naturalnie innego koloru niż czarny.
Chociaż granatowy wydaje się najlepiej grać z dwurzędówką, to oczywiście można również przywdziać garnitur grafitowy (ten tutaj jest trochę zbyt czarny chyba i ma zbyt wąskie klapy), albo szary (ze stron http://www.bluefly.com i http://suitored.com):

 

Wokół dwurzędówek narosło trochę mitów. Pierwszym z nich jest twierdzenie, że są "niemodne". "Niemodne" mogą być rzeczy związane z damską elegancją. W wypadku męskiego stylu mamy do czynienia ze zjawiskiem ponadczasowym. Dobrze wyglądający mężczyzna wygląda dobrze. Oczywiście pewne drobne trendy mogą się wkradać, ale dwurzędowość garnituru podobnie jak trzyczęściowość, są sprawą na razie ponadczasową. W sklepach trudno dostać obydwie rzeczy, ponieważ klientela nie jest nimi nazbyt zainteresowana. Zaś producenci nie zamierzają lansować garniturów wymagających więcej pracy i materiałów, skoro konsumenci nie są nimi na tyle zainteresowani, by płacić więcej.

Prawdziwą wiązaną muchę również trudno dostać w sklepach. A jednak absurdem byłoby twierdzenie, że jest niemodna i dlatego jej nie ma. Po prostu sprzedawcy mają problemy ze sprzedażą takich much, więc ich więcej nie zamawiają.

Drugim mitem jest twierdzenie, że dwurzędówka niekorzystnie poszerza sylwetkę. Prawda jest taka, że zła dwurzędówka poszerza sylwetkę, a często jeśli ktoś nosi dwurzędówkę, to jest to źle skrojona dwurzędówka. Dobra dwurzędówka nie powinna bardziej poszerzać sylwetki niż zwykły garnitur. To jest kwestia właściwego skrojenia. Dwurzędówka może być bardzo dobrze dopasowana i wytaliowana, o czym może świadczyć poniższe zdjęcie (znalezione na http://www.styleforum.net/t/27066/double-breasted-suit-out-of-style/45):


Pan wygląda bardzo elegancko. Przy innym krawacie i kwiatku wyglądałby jak dobrze ułożony Pan Młody.

Nie bójmy się dwurzędówek. Mogą podnieść rangę naszego stroju. Co do tego, czy dwurzędówka jest bardziej formalna od jednorzędowego dwuczęściowego garnituru można toczyć dysputy, w które nie mamy potrzeby się wdawać. Dwurzędówka na pewno jest rzadko spotykana i dzisiaj dodaje do stroju dodatkowego unikatowego charakteru. A poza tym niesie ze sobą dodatkowe korzyści, których nie ma garnitur jednorzędowy dwuczęściowy.

Z dwurzędówką wiążę się jednak pewne niebezpieczeństwo, z którego należy sobie zdawać sprawę. W pewnych okolicznościach może wyglądać za bardzo jak uniform. Szczególnie jeśli guziki będą o charakterze admiralskim. Jak wiadomo na dwurzędówce jest trochę więcej guzików i to guzików, które widać. Dlatego trzeba zadbać, aby zanadto się nie kojarzyły z uniformem, a bardziej ze ślubem.

Są w sumie dwa sposoby na to. Pierwszy, dobrać guziki bardzo neutralnie kolorystycznie, najlepiej tak, żeby je zgubić kolorystycznie w materiale (w sumie jak na zdjęciach powyżej).

Drugi sposób to dobrać guziki o charakterze bardzo ślubnym. Na przykład z masy perłowej. Jeśli założymy srebrny krawat do dwurzędówki, to mogą być to również guziki srebrne. Zabieg może się wydać trochę szalony i trzeba bardzo przy nim uważać, ale wyobrażam sobie, iż można go przeprowadzić z wielkim sukcesem.

wtorek, 18 września 2012

Kolejne wiązadło na ślub: mucha

Ponad 90% mężczyzn zakłada na co dzień i powinno założyć na ślub krawat. Dotyczy to zarówno najbardziej skromnych wersji stroju męskiego, garniturów dwuczęściowych jednorzędowych, przez bardziej skomplikowane kombinacje, aż po strój w pełni formalny, czyli żakiet.

Krawat jest po prostu świetną opcją i istnieją geometryczne powody, dla których tak się stało. Kilkoma z nich są: optymalny kształt, położenie i ilość koloru, która jest dostarczana do naświetlonej przez elegancki strój twarzy.

Krawat nie jest jednakże jedyną opcją. Jedną z innych dopuszczalnych jest mucha (podobnie jak krawat wykonana w pełni z jedwabiu). Nie ma żadnego formalnego zakazu jej założenia. A jednak na chętnego do założenia muchy czeka mnóstwo niebezpieczeństw. Musi się bowiem zmierzyć nie tylko ze społecznym oporem przeciwko muszce, ale stawić czoła geometrycznemu wyzwaniu, które z nią nadchodzi. Z przygotowaniem odpowiedniego koloru muchy i garnituru (wraz z krojem) jest niezwykle trudno, by jednocześnie zachować odpowiednią powagę i elegancję. Niech dowodem na to będzie fakt, że spędziłem kilka godzin w poszukiwaniu ciekawej kreacji ślubnej z muchą i garniturem (nie żakietem) i nie znalazłem nic, co by mnie w pełni usatysfakcjonowało.

Niektórzy jednak lubią podejmować wyzwania. Mucha może być jednym z nich. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że jest to droga pod górkę.

Mucha oczywiście musi być wiązana. W całości. Samemu. Artykuły na gumce, gotowe, zawiązane, są całkowicie wykluczone. Tak jak większość mężczyzn pała niechęcią do krawata na gumce, taką samą niechęć powinni czuć do zawiązanej już muchy. Widać, że jest gotowa, zbyt idealna, żeby była prawdziwa. Mężczyzna zawiązując własny krawat dodaje do stroju asymetrii, swojego unikalnego charakteru, pokazuje kontrolę nad sobą i swoim ubiorem. Z muchą jest dokładnie tak samo - musimy ją wiązać samemu.

Dlatego z muchą trzeba się obyć, muchę trzeba polubić i pokochać ponad wszystko. Ta miłość musi być silniejsza od ewentualnych dziwnych spojrzeń osób z zewnątrz, które ją zobaczą. To musi być miłość bezwarunkowa i odporna na krytykę. Do muchy trzeba mieć charakter. Należy bowiem nie tylko umieć się z nią obyć, ale umieć bronić jej całą swoją prezencją. Traktować ją w sposób całkowicie naturalny. Jeśli tylko odrobinę wątpimy w zasadność muchy, nie powinniśmy jej zakładać na ślub.

Stąd jeśli mucha ma być założona na ślub przez kogoś, kto jej nie nosi, to raczej odradzam ten krok. Proponuję najpierw przetestowanie się w jej noszeniu do codziennych zestawów garniturowych. A i to może być wspaniałym doświadczeniem, którego warto spróbować, nawet jeśli muchę się ostatecznie odrzuci.

Przy wiązaniu muchy najpierw należy zwrócić uwagę na jej właściwy rozmiar. Jeśli bowiem źle ustalimy rozmiar, to zawiązana mucha będzie wyglądać bardzo źle, prawdopodobnie będzie bardzo duża i się "rozjedzie". Będzie wyglądać nieschludnie i opadająco. Dopiero po ustaleniu rozmiaru można wykonać wiązanie. Gdy człowiek opanuje technikę wiązania, to zorientuje się, że jest prostsza od wiązania krawatów - ponieważ to praktycznie ta sama pętelką, którą mężczyzna zawiązuje sznurując buty.

Jak dobrać kolor muchy i jak sprawić, żeby była elegancka? To oczywiście byłoby proste, gdybyśmy mówili o porze wieczorowej. Mucha czarna lub biała. Sęk w tym, że ta pierwsza jest do smokingu, a ta druga do fraka. Obydwa stroje zakładamy wieczorem i nie do kościoła. Są niezwykle eleganckie (zwłaszcza smoking, którego jestem ogromnym fanem), ale na ślub musimy z nich zrezygnować.

Mucha może być bardzo elegancka. Zwróćmy uwagę na te dwie kreacje (kolejno ze stron: http://www.boisestyle.com i http://pinterest.com/pin/202521314463112150/)





Obydwaj Panowie wyglądają niezwykle szarmancko. Udało im się osiągnąć coś niezwykle trudnego, co zawsze jest wyzwaniem - dobrali muchę i marynarkę w taki sposób, że odbiorca nie myśli o tym, że lepiej byłoby założyć krawat. I to jest prawdziwy sukces noszącego muchę. Pewność siebie bijąca z ich twarzy mówi zresztą sama za siebie.

Drugą kreację można spróbować zmienić w kreację ślubną, gdyby na przykład zamiast czerwonej muchy pójść w kolorystykę bardziej konserwatywną. Obowiązuje ta sama zasada co do przypadku krawatów: stal, szarość, granat. Przydałoby się, żeby mucha miała jakieś delikatne kropki. Na przykład (ze stron http://10engines.blogspot.com oraz http://www.vmclothing.co.uk - choć niestety wygląda na to, że są to muchy już zawiązane):




Niebezpieczeństwo muchy wynika z jej kształtu. Jest mała. To oznacza, że pozostawia sporą część dekoltu niezagospodarowaną. Dominuje biała koszula. Do tego odkryte pozostają guziki bieliźniane, które nie są zbytnią atrakcją. Przydałoby się, żeby wobec tego miały piękny perłowy kolor. Można próbować stosować inne zabiegi. Na przykład zakryć guziki listwą (jak na zdjęciu powyżej), albo podjąć jeszcze większe ryzyko i zastosować guziki jubilerskie. Jest to ogromne ryzyko, ponieważ te guziki są tak naprawdę elementem koszuli eleganckiej na wieczór, a nie do stroju dziennego, czy garnituru. Dlatego i ten krok odradzam.

Jaką sztuczkę więc zastosować? Tę samą co w wypadku kolorystycznych krawatów: zmniejszyć dekolt. Są na to dwa sposoby: garnitur trzyczęściowy (czyli z kamizelką), albo dwurzędowy. To przycina nadmiar bieli i kieruje uwagę z powrotem tam gdzie być powinna: na twarz. Zwróćmy uwagę na to, jak poniższa dwurzędówka osiąga pożądany efekt (ze strony http://www.a-gentlemans-row.com):


Dekolt zostaje ścięty, a dodatkowo zamknięte piękne klapy odciągają również wzrok w stronę ramion. Kreacja nie jest ślubna, ale można nad nią trochę popracować i zmienić w ślubną. Oprócz tego, że buty powinny być czarnymi oxfordami, a koszula musi być biała, kolor złoty może być odpuszczony na rzecz bardziej stalowego i srebrnego. Dotyczy to przede wszystkim muchy, ale i w przypadku samych guzików porzuciłbym złoto (na rzecz ciemnego srebra, granatu, albo nawet czerni, żeby usunąć skojarzenia admiralskie). Myślę, że przy odrobinie uwagi i twórczości da się wycisnąć ze zdjęcia powyżej eleganckiego Pana Młodego.

Na koniec jeszcze jedna elegancka kreacja, którą znalazłem. Jest dosyć zbliżona do dobrze ubranego Pana Młodego. Nie jestem wprawdzie pewien, czy to nie czarna marynarka, ale jeśli by była grafitowa, to całość wygląda zachęcająco (ze strony http://lenoeudpapillon.blogspot.com/):


Po dodaniu kwiatka do butonierki i odpowiednich mankietów mamy prawie Pana Młodego. A na pewno kogoś, kto może konkurować z wieloma Panami Młodymi stylem i elegancją.

Cały czas jednak uważam, że najbezpieczniej będzie muchę połączyć z dwurzędówką, albo trzyczęściowym garniturem.

Chociaż jak mówiłem na początku, całkowicie najbezpieczniej będzie założyć krawat. Będzie tak również zachowawczo. Niektórzy nie lubią ostrożności. A przecież muchy też ktoś musi kochać i nikt nie może tego nikomu zabronić. Świat byłby zbyt nudny, gdyby każdemu podobał się ten sam schemat.

Na koniec ładna wizualizacja komputerowa (może za bardzo udawać smoking trochę, ale to smoking nie jest), która może pozwolić polubić muchę (ze strony http://hockeygods.com/):