niedziela, 22 grudnia 2013

Szelki i szlufki w spodniach

Jak już kiedyś pisałem szelki są znakomitą alternatywą dla paska do spodni. Dzięki nim koszula mniej wychodzi ze spodni, a spodnie są komfortowe i zawsze znajdują się we właściwym miejscu. Niestety spodnie na pasek zawsze prędzej, czy później zaczynają opadać. W dodatku przy założeniu kamizelki pasek nieestetycznie ją wypycha.

Szelki nosimy zawsze na guziki (najczęściej wszyte w środku), a nie klipsy, ponieważ dzięki temu nie niszczymy materiału spodni. Minimalizujemy również ryzyko odpięcia się szelek, albo co gorsza uderzenia nimi w głowę.

W wypadku przerobienia spodni do noszenia szelek pojawia się pytanie - czy jeśli wszywamy do środka spodni guziki na szelki, to należy pozbyć się szlufek? (zdjęcie ze znakomitego http://kingofdhaka.com)



Bynajmniej. Ortodoksyjna odpowiedź twierdząca ma jakieś uzasadnienie: puste szlufki mogą przykuwać wzrok jako dziwny element, gdy mamy na sobie szelki. Jednakże krótkie rozważenie tejże ortodoksji szybko ją oddali.

Jeśli bowiem przyjmujemy postawę bardzo ortodoksyjną, to miejsce, w którym znajdują się szlufki w ogóle nie powinno być widoczne. Najbardziej klasyczne rozwiązanie będzie oznaczało noszenie kamizelki, a ta przecież w zasadzie zasłania szlufki w spodniach. Natomiast w wersji bez kamizelki marynarka na stojąco jest zapięta. Ktoś może odpowiedzieć, że przecież marynarkę nosimy jednak często rozpiętą i nie przesadzajmy z tą ortodoksją... ano właśnie. Jeśli pozwalamy sobie na rozpięcie marynarki bez kamizelki, to pokazujemy końcówkę krawata i okolice koszuli w pobliżu pasa spodni. To samo w sobie jest większą sprezzaturą aniżeli ujawnienie pustych szlufek w spodniach.

Dlatego wniosek jest jeden - wszywając do spodni guziki na szelki nie musimy ich pozbawiać szlufek. Zostawmy je, aby stworzyć sobie więcej możliwości w stroju. Możemy dzięki temu mieć spodnie, które wedle woli będziemy czasami nosić na szelkach, a czasami z paskiem. Jeden istotniejszy szczegół dotyczy za to długości spodni, ponieważ w wariancie z paskiem spodnie będą znajdować się bardziej na bucie niż, gdy założymy do nich szelki.

czwartek, 5 grudnia 2013

W obronie czarnego garnituru

Pisaliśmy już, że kolor pierwszego garnituru powinien być raczej jednolity: granatowy, grafitowy, lub szary. Dzięki temu będzie to garnitur uniwersalny.

Jednocześnie na wielu forach internetowych możemy spotkać się z opiniami negatywnymi wobec garnituru czarnego. Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ czarny garnitur, mimo iż zazwyczaj mniej uniwersalny od granatowego czy grafitowego, może być bardzo ciekawą propozycją, o ile dodamy do niej kilka elementów. W rzeczywistości może być nawet świetnym wstępem do eksperymentowania z własnymi stylem, pod warunkiem wykonania tego w sposób umiejętny.

Bo czy można mieć coś przeciwko tak pięknemu czarnemu garniturowi? (kolekcja Ralpha Laurena):



Najpierw jednak krótkie wyjaśnienie, dlaczego czarny garnitur bywa nielubiany. Przede wszystkim duża ilość czerni (na całym stroju, marynarce i spodniach) dobrze wygląda w świetle sztucznym. Na tradycyjnym słońcu wygląda mrocznie, smutno i smoliście, zabija kolor skóry i przegrywa z kolorowością otoczenia (nie widać tego na powyższym zdjęciu).

To jedna przyczyna. Druga natomiast to fakt, że w "tradycji" męskiego stroju taki garnitur w zasadzie nie zyskał sobie "klasycznego" miejsca. Oponenci garnituru czarnego zapominają jednak dodać, dlaczego tak jest. Otóż kiedyś garnitur był strojem nieformalnym, a czerń dodaje formalności. Czerń rezerwowano po prostu na najbardziej eleganckie i formalne męskie stroje (wraz z kontrastującą białą koszulą): frak, smoking, a także częściowo żakiet i stroller.

Dlatego też powód, dla którego garnitury czarne nie wpisały się w klasykę stroju męskiego był bardzo prosty - otóż na wieczór czarne były: frak i smoking. Nie dlatego, że z czarnym garniturem jest coś nie tak. Wieczorami zakładano albo jeden, albo drugi strój, gdyż stoją wyżej w hierarchii niż garnitur. Dlatego nie było potrzeby często stosować czarnego garnituru. Na wieczorną imprezę ubierano siebie w coś wykwintniejszego od garnituru. Po co sprawiać sobie czarny garnitur, skoro w szafie czekają smokingi i fraki? Rozwiązania bezdyskusyjnie lepsze od czarnego garnituru. Ale to przecież jeszcze nie oznacza, że czarny garnitur jest gorszy od granatowego lub grafitowego, nieprawdaż?

Dzisiaj, kiedy niestety fraki i smokingi wyszły z mody (smokingi mają szansę przetrwać), czarny garnitur na wieczór może być bardzo eleganckim rozwiązaniem. Przy odpowiednio dobranym krawacie lub muszce (oby nie były czarne jednolite, choć warto pomyśleć o kolorach głęboko ciemnych) czarny garnitur będzie wyglądał bardzo romantycznie. Zwłaszcza, jeśli jest trzyczęściowy, i jest pięknie skrojony. Jak ten Ralpha Laurena. To oczywiście wieczorem. I wieczorem będzie w stanie w większości przypadków dosłownie znokautować grafity i granaty. W otoczeniu słabego światła czerń połączona z mocną bielą koszuli przygaszają kolory otoczenia i w sposób bezkonkurencyjny eksponują aparycję (za dnia ten efekt nie występuje, gdyż światło słoneczne doświetla wszystkie inne kolory wkoło i wygrywa z czernią). Kolory inne niż czarny wywołują ten "wieczorowy" efekt w mniejszym stopniu (dlatego również koszula powinna być w kolorze bieli).

Pozostaje pytanie, co zrobić za dnia, kiedy to z kolei grafity i granaty wygrywają z pełnym czarnym garniturem. Czy to go nie przekreśla? W żadnym wypadku, ponieważ stawia to tylko przed nami kolejne wyzwania. Rzeczywiście trzyczęściowy czarny garnitur nie będzie wyglądać korzystnie w ciągu dnia. Możemy jednak łatwo zmienić go w stroller. Wystarczy założyć do niego sztuczkowe, lub przynajmniej szare spodnie. Dzięki temu uzyskamy bardzo poważną kreację:



Czarna kamizelka może być zbyt poważna na okazje wesołe i swobodniejsze. Zatem nic prostszego - zmieniamy również kamizelkę na szarą, a wspinamy się na szczyty elegancji, zahaczające o żakiet:



Jeśli ów strój wydaje się zbyt odświętny, możemy rozważyć inne, swobodniejsze krawaty, albo płową, czy błękitną kamizelkę (z tym ostatnim lepiej ostrożnie) (ze strony http://www.gentlemansgazette.com/men-waistcoats-odd-vest-how-to-wear/):


Czarny garnitur to klasyka męskiego stroju. Trzeba jedynie umiejętnie się nią posługiwać. Jeśli marynarka czarnego garnituru ma w dodatku szerokie, zamknięte klapy (jak z pierwsze zdjęcia), to trzymamy w ręku jedną z najpotężniejszych broni w historii męskiej garderoby.

Wieczorem taki garnitur będzie mógł wyglądać lepiej aniżeli te innego koloru (pobiją go tylko smoking i frak). Natomiast za dnia wraz z jaśniejszymi spodniami i weselszą kamizelką stworzymy doprawdy wyjątkowe kreacje. Pod tymi dwoma względami granatowy, grafitowy, oraz szary garnitur będą miały problemy, żeby takiemu czarnemu garniturowi dorównać. Co więcej, jeśli otworzymy się na posiadanie różnych szarych spodni i kilku kamizelek, czarny garnitur będzie bardziej uniwersalny niż granatowe i grafitowe. Przy różnych spodniach, kamizelkach i krawatach, trudniej się zorientować, iż mamy na sobie tę samą czarną marynarkę co jakiś czas temu. Przy założeniu garnituru granatowego trudno będzie od tego spostrzeżenia uciec.

Dlatego odpowiadając na pytanie - czy pierwszy garnitur może być czarny? Naturalnie, że tak, choć wiąże się to z większymi wyzwaniami niż przy wymienionych wcześniej ciemnych kolorach. Wieczorem będzie dobrą propozycją. Za dnia również, o ile dołączymy do niego szarą kamizelkę i strollerowe spodnie.

Na koniec kreacja Toma Forda w czarnym garniturze:


Tom Ford jest królem smokingu, ale czasami warto ze smokingu zrezygnować (jeśli na przykład wybieramy się do jakiegoś klubu w mieście, gdzie strój wieczorowy byłby zdecydowaną przesadą). Wtedy czarny garnitur dobrze się sprawdzi.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Skarpetki na ślub i inne okazje

Jakie skarpetki będą najlepsze na ślub i inne okazje? Oczywiście poza tym, że powinny być na tyle długie, aby nie odsłaniać gołej łydki przy siadaniu (dlatego najlepiej żeby to były podkolanówki). Najlepiej z naturalnego materiału, lub z naturalnego materiału w wysokim stopniu (bawełny, wełny, jedwabiu etc.). Także ze względu na to, aby utrudnić butom obtarcie naszych stóp.

A co z kolorami i wzorami?

Garderobę skarpetkową najlepiej zacząć budować od dwóch kolorów: szarego i czarnego. Z tymi dwoma kolorami bardzo trudno popełnić błąd. Szary jest doskonałym uniwersalnym kolorem na skarpetki. Będzie pasował również do ciemnych uniwersalnych garniturów i czarnych butów. W szczególności za dnia. Nawet jeśli spodnie są ciemne, a buty czarne, to nie trzeba się obawiać odcienia jaśniejszej szarości na skarpetkach (wcale skarpetki nie muszą być ciemniejsze od spodni - nawet nie muszą przy stroju bardzo eleganckim). Przeciwnie, może to być ciekawy zabieg w sytuacji, gdy mamy naprawdę eleganckie i wypolerowane buty, które chcemy podkreślić (jeśli z kolei czarne buty są matowe i chcemy aby były w cieniu stroju, to najlepsze będą skarpetki czarne).



(skarpety z oferty TMLewin).

Oczywiście odcienie ciemniejszej szarości, bliżej grafitu są również bardzo dobrym rozwiązaniem. Dobrym zabiegiem będę delikatne pasy na skarpetkach (jak na zdjęciu powyżej, gdyż wysmuklają optycznie kostkę, która w wypadku mężczyzn jest, co tu dużo mówić, brzydka). Tu przykładowe czarne skarpetki (oferta CTShirts):



Do stroju wieczorowego i czarnych butów najbardziej ortodoksyjne będą czarne skarpetki. Klasyczny strój wieczorowy bardziej formalny będzie oznaczał smoking, lub frak. Tutaj jakikolwiek kolor jaśniejszy od czerni będzie się niekorzystnie wyróżniał (choć wyobrażam sobie, że przy nieformalnej interpretacji smokingu ciemne burgundowe skarpetki mogą wyglądać ciekawie). I najlepiej, żeby takie skarpetki składały się z jedwabiu (nawet z dodatkiem sztucznym, np. poliamidu), ponieważ dobrze pasują do lśniącego charakteru stroju wieczorowego.

Stąd jeśli nie chcemy przywiązywać specjalnej wagi do zabawy we wzory na skarpetkach i szarość, i czerń sprawdzą się uniwersalnie. Prawie do wszystkich przypadków (trochę gorzej będzie przy kolorach mniej formalnych, brązowym etc., ale to nie dotyczy rzecz jasna ślubu).

Generalnie sam jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, skoro na wzory i kolory są już dwa inne miejsca. Krawat i poszetka. Jeszcze skarpetki do tego będą dodatkowym elementem zabawy ze strojem. Niektórzy eleganccy Panowie wybierają znacznie bardziej swobodne wzory i kolory na skarpetki. Czasami wygląda to mało poważnie, czasami zabawnie, a czasami wspaniale! Gdy dodać do tego fakt, że każdy odbiorca ma swój subiektywny gust, to żonglowanie kolorami i wzorami skarpetek może być trochę ryzykowne, ale cóż... Czasami o to chodzi w męskim stroju, więc pamiętajmy, że świat lubi być kolorowy, toteż nie próbujmy w nim siać sartorialnej dyktatury.

poniedziałek, 28 października 2013

Właściwy rozmiar poszetki?

Jeden z Czytelników zwrócił się z pytaniem o właściwy rozmiar poszetki. "Właściwy" czyli pozwalający na uniknięcie dwóch problemów - schowania się poszetki do kieszonki (gdy jest zbyt mała) oraz wypychania zanadto kieszonki (gdy jest zbyt duża).

(zdjęcie pochodzi ze Parisian Gentlemen)

Niestety nie istnieje na to pytanie jedna uniwersalna odpowiedź, ponieważ "poprawność" rozmiaru poszetki zależy od trzech niezależnych od niej czynników:

1. Rozmiaru kieszonki, w której będzie poszetka. Jeden garnitur ma kieszonkę większą, inny mniejszą. Jeden naszywaną kieszeń, a drugi elegancko wszytą pod materiałem.

2. Rodzaju i grubości materiału, z którego jest zrobiona poszetka. Inaczej się będzie zachowywał sztywny len, inaczej bawełna, a inaczej delikatny i lejący się jedwab, który też może mieć rozmaitą grubość. Podobnie z innymi materiałami rzadko spotykanymi na poszetkę jak wełna i wiskoza (ale czasami bardzo ciekawymi).

3. Sposobu złożenia poszetki. Inaczej poszetka będzie zajmować przestrzeń w kieszonce, gdy będzie złożona schludnie jak na zdjęciu powyżej, a inaczej, gdy zdecydujemy się na ułożenie bardziej dandysowskie. Faktura materiału będzie również istotna przy usztywnieniu i ułożeniu poszetki w kieszonce i sprawieniu, że nie będzie wpadała do środka (dlatego delikatny jedwab potrafi być problematyczny).

Dlatego nie istnieje uniwersalna odpowiedź na pytanie o właściwy rozmiar. Rozmiar może być właściwy tylko dla danej kieszonki, danego materiału i dla danego sposobu złożenia poszetki.

Statystycznie poszetki sprzedawane w sklepach mają zazwyczaj ponad trzydzieści centymetrów, ale mogą i tak się utopić w niejednej kieszonce marynarki.

Plus jest taki, że każdą zbyt dużą poszetkę można skrócić u krawca (jeśli ją zamawiamy i obawiamy się, czy nie będzie zbyt mała). Natomiast jeśli poszetka jest zbyt mała, to możemy umieścić w kieszonce dwie. W tym wypadku jedna może być zupełnie niewidocznym podkładem na dole kieszonki.

Pamiętajmy o tym, że bawełniane i lniane poszetki warto prasować.

sobota, 19 października 2013

Zastępując trampki na ślub

Czasami zdarza się nam dostrzec ogromną ekstrawagancję na ślubie, gdy Pan Młody zakłada zamiast tradycyjnych oxfordów trampki: (ze strony):


Oczywiście w życiu wszystko można traktować jako zabawę konwencją, a wiele zależy od tego, jaki charakter ma uroczystość. Jeśli jednak jest to ślub poważny, tj. taki, jaki mają zazwyczaj miejsce w Polsce, to dla wielu jasne jest, że trampki nie będą zbyt fortunnym rozwiązaniem. Dlaczego? - spytałby ktoś przewrotnie. Bo ktoś tak gdzieś powiedział i wszyscy muszą się dostosować?

Dla wielu odpowiedź na pytanie leży w konwencji i tradycji: ponieważ przyjęło się, że trampki służą do uprawiania sportu, a buty klasyczne symbolizują powagę. I coś w tym będzie, ale, jak często podkreślamy na tym blogu, w męskim stroju zazwyczaj rządzi logika. Większość "zasad" wykształciła się na przestrzeni stuleci i ma swój głębszy - aniżeli tylko tradycjonalistyczny - sens.

Otóż najlepsze buty dla Pana Młodego to sztywne buty skórzane o zgrabnym kształcie. Z żadnego innego materiału. Naturalna sztywna skóra w kształcie oxforda stanowi najładniejsze "opakowanie" dla jednej z najbrzydszych części ciała mężczyzn - stóp.

Mało kto poleciłby Panu Młodemu założyć gumowy pasek do spodni garniturowych, albo np. skórzany krawat. Z podobnej przyczyny buty powinny być sztywne i skórzane.

Dlatego owszem, istnieje pewna "trampkowa" wersja eleganckich butów, jeśli chodzi o ich kolorystykę, o ile będą one sztywne i skórzane. Chodzi o tzw. spectators:



Jeśli komuś bardzo zależy na byciu oryginalnym, to może sobie pozwolić na to szaleństwo, a jednocześnie zachować szyk i elegancję, ponieważ buty są skórzane, sztywne i mają naturalny kształt cechujący typowe oxfordy.

Wprawdzie najlepszym rozwiązaniem i tak pozostają gładkie czarne oxfordy, ale to powyższe mieści się w kanonach szeroko pojętej męskiej elegancji. Choć trzeba przyznać, że cofa się daleko w przeszłość.

poniedziałek, 2 września 2013

Poszetka w kolorze krawata

Odrobinę wtajemniczeni w meandry męskiej elegancji wyznają zasadę, iż nie należy łączyć wzorem i kolorem poszetki (chusteczki) i krawata (wiązadła pod szyją). Unikanie takiego połączenia stało się wręcz swoistego rodzaju znakiem rozpoznawczym kogoś, kto choć trochę bardziej interesuje się męskim stylem.

Tymczasem sama zasada niełączenia ma głębsze uzasadnienie. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, to z jednej strony unikniemy podobnych przypadków w innych częściach garderoby, a z drugiej zauważymy, że skoro nie jest to zasada sama w sobie, to łatwo wskazać na wyjątki.

Zacznijmy wobec tego od wyjątków. Oto trzy przykłady udanych przypadków, gdzie poszetka jest w kolorze wiązadła pod szyją:




Pierwsza kreacja jest w zasadzie bezdyskusyjna. To najbardziej uroczysty strój męski, frak wieczorowy, gdzie mucha musi być biała, podobnie jak poszetka.

Drugi strój jest półformalną dzienną wersją strollera. Bardzo zachowawczą, konserwatywną, w kolorach czerni, bieli i srebra. Niezwykle uroczyste połączenie, chyba najbardziej eleganckie, jeśli chodzi o stroller. Poszetka mogłaby być biała, ale nic się nie dzieje z powodu tego, że jest w kolorze krawata. Dlaczego? Ponieważ ta wspólna świecąca szarość poszetki i krawata ginie w pozostałych odcieniach bieli, czerni i szarości. Nie dominuje.

Trzecia stylizacja przedstawia wspaniałego eleganta, Sir Johna Gielduda, który lubił zakładać do stylizacji letniej skoordynowanej czarny krawat i czarną poszetkę. Jeszcze bardziej intrygująco wyglądał w dodanym czarnym kapeluszu, dzięki czemu podkreślenie twarzy zostaje dodatkowo wzmocnione:


Choć niektórych ta stylizacja może nie przekonywać, to trudno powiedzieć, żeby to było powielenie typowego błędu nowicjusza, który kupuje poniższy gotowy zestaw w sklepie i go na siebie zakłada:



Dlatego zwróćmy się ku podstawom. Dlaczego w 97% poszetka i krawat w tym samym kolorze są nie najlepszym pomysłem? Nie tylko dlatego, że w społeczności elegantów wykształcił zwyczaj traktowania tego jako błędu amatora. Głównie dlatego, że taka stylizacja jest przykładem "nadkoordynacji". Krawat i poszetka w ten sam wzór i kolor zaczynają ze sobą za bardzo grać. Kosztem reszty stroju, a w konsekwencji aparycji właściciela. Dlatego zazwyczaj poszetka powinna być inna niż krawat: żeby dodawać jakiegoś innego akcentu niż krawat. W przeciwnym razie powstanie para, która odciągnie uwagę od właściciela stroju. Z tej samej przyczyny Pan Młody i Panna Młoda powinni unikać budowania stroju z nazbyt wspólnymi akcentami - ponieważ odbędzie się to ich kosztem. Będą wyglądać jak dodatki do stroju, a nie ich dumni właściciele i władcy.

Powyższe trzy wyjątki są korzystnymi stylizacjami, ponieważ mimo tego samego koloru mamy gładkie wzory i jednocześnie bardzo mało inwazyjne kolory wnikające w pozostałą kompozycję stroju. Dlatego dobrze funkcjonują.

Jednocześnie powyższe wyjaśnienie podpowiada nam, że trzeba uważać nie tylko na kombinację krawat-poszetka, ale na także inne kombinacje, ponieważ nadkoordynacja może się pojawić także w innych wypadkach. Można na przykład znadkoordynować poszetkę ze spodniami, albo z koszulą. Wszystko oczywiście zależy od indywidualnej stylizacji (a biała jednolita poszetka zawsze może być połączona z białą koszulą).

czwartek, 22 sierpnia 2013

"Właściwa" długość spodni

Wiele już w polskim internecie zostało napisane o "właściwej" długości spodni. Mimo tego zdecydowałem się na podjęcie tematu, ponieważ wydaje mi się, że do już istniejących opracowań można dodać trochę detali i przez to ujednolicić zasady, którymi należy się kierować przy dobieraniu długości spodni.

Oczywiście do pewnego stopnia długość spodni to kwestia preferencji. Czasami słyszymy o "szkole włoskiej", gdy w ekstremalnym wypadku spodnie odkrywają skarpetki w pozycji stojącej:



A czasami o "szkole angielskiej", gdzie spodnie mogą się nawet układać w małą harmonijkę:


Sporo zależy od naszego osobistego wyczucia i potrzeb. Jeśli mamy potrzebę zakładania więcej niż dwóch krawatów (pierwszy krawat to krawat, drugi krawat to poszetka), to możemy zdecydować się na krótsze spodnie (żeby pokazywać skarpetki - nasz trzeci krawat). Na ślub jednak warto wybierać rozwiązania konserwatywne, to znaczy takie, które nie przykują uwagi jako nadmierna ekstrawagancja (gdyż ubieramy się nie tylko dla siebie). Dlatego lepiej iść w stronę rozwiązania angielskiego. Nie oznacza to jednak, że spodnie muszą być aż tak długie. Moim osobistym zdaniem można wybrać długość pomiędzy, która sprawi, że ani zwolennicy zawsze odkrytych skarpet nie uznają naszych spodni za długie, ani zwolennicy zawsze zakrytych skarpet nie stwierdzą, że nasze spodnie są za krótkie. Innymi słowy, złoty środek jest możliwy do osiągnięcia i na przykład wyglądałby tak (znalezione na http://www.golfwrx.com/forums/topic/793737-here-a-photo-of-trouser-length/page__st__90):


Nic by się nie stało, gdyby nawet były odrobinę krótsze z przodu.

Wymieńmy kilka istotnych czynników, które należy brać pod uwagę przy wyborze długości spodni. Niestety bardzo często można usłyszeć radę w stylu "spodnie powinny dochodzić do połowy obcasa", która całkowicie odwraca proces myślowy. W zasadzie w ogóle stawianie pytania o "długość spodni" jest trochę zaczynaniem od końca sprawy. Najpierw trzeba popatrzeć na inne elementy, a dopiero potem rozważać długość spodni.

Po pierwsze, jak są noszone spodnie: czy na pasku, czy na szelkach? Jeśli są noszone na szelkach, to mamy gwarancję utrzymywania ich na tej samej wysokości. Jeśli zakładamy pasek, to choćbyśmy go bardzo ścisnęli, wysoko położone spodnie w końcu zaczną się obsuwać w kierunku bioder. A to będzie miało wpływ na położenie nogawek.

Po drugie, z jakiego materiału są wykonane spodnie? Istnieje poważna różnica między np. dżinsem a eleganckimi wełnianymi spodniami. W wypadku dżinsu dłuższe spodnie powodujące tzw. "harmonijkę" nie muszą wygląda źle, o ile są na tyle wąskie, że zatrzymują się na bucie i nie szuramy nimi po podłodze:


Taki widok nie razi aż nadto (choć nawet dla dżinsu jest trochę przesadzony), ponieważ dżins się gniecie w innych miejscach, w szczególności na kolanach.
Nie ma natomiast mowy, aby takie coś nie raziło w wypadku wełny. Taka harmonia natychmiast się rzuci w oczy jako coś mało estetycznego.

Po trzecie, jak wysokie buty zamierzamy założyć? Im but wyższy, tym szybciej spotka się z nogawką, więc generalnie do wyższych butów można pozwolić sobie na krótsze nogawki. Może być nawet tak, że do jednego buta nogawki wyglądają bardzo dobrze, a do innego źle, ponieważ do tego dochodzi punkt czwarty.

Po czwarte, jak szerokie są nogawki? Im nogawki spodni węższe, tym spodnie raczej powinny być krótsze. Przy szerokich nogawkach krótsze spodnie mogą wywołać efekt "flagi" przy chodzeniu. Przy węższych nogawkach spodnie zaczynają się szybciej załamywać na bucie, co szybciej wywoła niekorzystny efekt "harmonijki".
W dodatku należy pamiętać o tym, jak zbudowane są buty. Czasami buty są dosyć szerokie, co przy wąskich nogawkach może się skończyć w taki sposób, że nogawka zacznie wchodzić do środka buta - widok również nie do końca korzystny. Mało tego, czasami spodnie są tak wąskie, a buty tak szerokie, że bardzo ciężko w ogóle o osiągnięcie w pełni satysfakcjonującego rezultatu.

Po piąte, jak uszyte są spodnie? Jednym z częstszych błędów jest próba sprawdzania długości spodni bez butów. Ma to taki sam sens jak sprawdzanie długości kamizelki bez założonych spodni i marynarki. Jeśli ktokolwiek proponuje nam sprawdzanie długości spodni na boso, należy zamykać temat uwagą "nie będę chodził w spodniach na boso, tylko w butach". Długość spodni na boso nie jest i nie może być praktycznie żadną wskazówką co do ich właściwej długości. Spodnie mierzymy w butach (oczywiście ci, co uważnie przeczytali punkt trzeci, od razu inteligentnie zripostują "ale w jakich butach?"; dobre pytanie...).
Spodnie mierzymy w butach na stojąco i w większości przypadków to załatwia sprawę, ale nie zawsze. Wszystko zależy od tego, do czego nam są spodnie potrzebne i jak będziemy je eksploatować. Jeśli będziemy często wstawać i siadać, albo będziemy oglądani przede wszystkim na siedząco, to weźmy to pod uwagę. Niejednokrotnie widywałem spodnie, które na stojąco wyglądały w porządku i nie odkrywały zanadto skarpetek, ale już na siedząco moim zdaniem odkrywały zbyt dużą część nogi. Mimo iż była w pełni pokryta skarpetką (podkolanówką), to przykuwało to zbyt dużą uwagę. Dlaczego tak się działo - ponieważ krój spodni był tak wykonany, że przy siadaniu spodnie podwijały się do góry. Spore znaczenie ma tu również rodzaj użytego materiału, choć głownie to ile jest zapasu materiału w poszczególnych miejscach. Również znaczenie ma stan samych spodni. Jeśli spodnie są położone wysoko (lub dodatkowo na szelkach), to odkryją więcej nogi niż gdyby były położone niżej (nawet przy założeniu, że w obydwu przypadkach nogawki na stojąco znajdują się na tym samym poziomie).
Dodatkową komplikacją będzie fakt, że jeśli nosimy długie bawełniane skarpetki, to węższe nogawki spodni będą się do nich "przyklejać" i przez to zatrzymywać je wysoko. Przy siadaniu i wstawaniu może to skutkować niepożądanymi efektami wizualnymi.

Dopiero po ustaleniu powyższych pięciu punktów możemy rozważać kwestię długości spodni. I dopiero wtedy wybieramy ją wedle własnego uznania i osobistego przekonania.
Jak mówiłem, na ślub polecam drogę środka. Nogawki umiarkowanie zwężone dochodzące do (na) buta w taki sposób, żeby zakryć skarpetkę w pozycji na baczność.

Jednocześnie pamiętajmy, że perfekcjonizm jest trudny do osiągnięcia. Podobnie jak w wypadku długości mankietów, o czym pisałem tutaj. Spodnie cały czas pracują na właścicielu, więc nie da się osiągnąć w pełni idealnych efektów. Można jednak zmierzać we właściwą stronę.