Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bond. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bond. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2013

Pytanie Czytelnika: komponujemy strollera

Otrzymałem korespondencję już od kolejnej Osoby zainteresowanej opcją strollera na ślub. Cieszy to niezmiernie, ponieważ stroller jest świetnym pomysłem na podniesienie formalności i elegancji stroju, gdy zdaje nam się, iż garnitur jest trochę zbyt powszechną opcją na ślub (choć wcale tak być nie musi). Jednocześnie nie jest to opcja aż tak dostojna jak żakiet, w wypadku którego będziemy wyglądać bardzo elegancko, ale aż za bardzo w porównaniu do innych i do tego będziemy musieli całkowicie zmienić cały strój na wesele, na wieczór, bo żakiet to strój dzienny (w przypadku strollera wystarczy zmienić spodnie).

Stroller składa się z trzech głównych różnych elementów, które wszystkie mogą inaczej wyglądać: marynarki, spodni i kamizelki. Przyjrzymy się teraz każdej z nich.

1. Zaczniemy od najprostszej, czyli od spodni. Najbardziej klasyczne spodnie do strollera to spodnie od żakietu, czyli tak zwane sztuczkowe. Są również przez to najbardziej formalne. Chodzi o tak zwany wzór cashmere stripes:



Wzór ten jest najbardziej elegancki, ponieważ czarne paski wraz z szarą jodełką znacznie wydłużają nogi. Szczególnie dobrze wygląda to w słońcu.
Powyższy wzór jest czarno-szary. Istnieją jego pewne modyfikacje w stronę jaśniejszego szarego, bądź głębszej czerni. Oto przykłady (grafika z http://andrewsandpygott.wordpress.com):



Choć te wzory są mniej klasyczne, są bardzo bliskie zachowania podobnego poziomu elegancji i formalności. Ich struktura jest bardzo podobna - tzn. w oparciu o schemat "jodełka z paskiem". Kolory mogą na przykład odbiegać delikatnie w stronę większej szarości kosztem czerni, przez co spodnie stają się jaśniejsze. Jak w przykładzie Księcia Williama:



Spodnie sztuczkowe mogą również mieć więcej barwy brązowej, czarnej, lub innej, na przykład granatowej. Wszystko zależy od osobistego wyczucia (choć brązu raczej bym unikał).

Opcja druga w wypadku spodni, mniej formalna, to po prostu spodnie jednolite szare. Szczególnie dobrze sprawdzi się do granatowej marynarki i jasnej kamizelki (jak w wypadku Jamesa Bonda poniżej).

Opcja trzecia to spodnie szare, ale we wzory, na przykład jodełkę (ale bez czarnego paska), albo w delikatny wzór.

Opcja czwarta, klasyczna i widywana na wielu historycznych zdjęciach, to spodnie w kratę. Choć stroller składający się z takich spodni może być bardzo interesujący, to zdecydowanie lepiej nie zakładać go na ślub. U wielu osób wywoła wrażenie mniejszej elegancji niż prosty i schludny garnitur. A przecież cel założenia strollera na ślub nie jest celem samym w sobie - chodzi o to, żeby przebić nie tylko dwuczęściowy garnitur, ale nawet garnitur trzyczęściowy jednolity.

Jeśli chodzi o krój spodni, to najlepiej wybrać wedle preferencji. Radziłbym zrezygnować z mankietów na spodniach. O ilości zaszewek niech zdecyduje nasza sylwetka i własne samopoczucie. Nogawki powinny być dostosowane do naszej sylwetki. Wiele sprzedawanych w sklepach spodni sztuczkowych ma je bardzo szerokie, ale jest to rzecz, którą łatwo poprawić u dobrego krawca.

Co do kroju ważne są dwie rzeczy: spodnie muszą koniecznie być z relatywnie wysokim stanem. Spodnie do strollera z niskim stanem to postmodernizm większy niż fular do fraka. Druga sprawa: spodnie nie powinny mieć szlufek. Powinny być na szelki (chowane pod kamizelką), albo z side-adjusters (trudno mi to przetłumaczyć), które działają jak pasek wbudowany w spodnie.
Spodnie nie powinny być na skórzany pasek, ponieważ pasek wypychałby kamizelkę, co byłoby niekorzystnym widokiem.

2. Drugim elementem strollera jest marynarka. Zaczęliśmy od spodni, choć bardzo ważna jest marynarka. Wybierając jedno, wybieramy w zasadzie drugie. Najpierw jednak dwa słowa o kroju marynarki. Najlepiej, żeby miała dwa lub brak szliców. Kieszenie mogą mieć patki, ale elegancki efekt wywoła ich schowanie lub brak. Warto, żeby klapy były zamknięte. Wtedy marynarka wywołuje jednoznaczne skojarzenie z żakietem i bardzo podnosi dostojność stroju. Wskazana jest kieszonka na piękną białą poszetkę.

Jaki kolor? Granatowy, czarny, lub grafitowy (szary może być zbyt mdły, ale nie czyńmy z tego stuprocentowej reguły). Kolor musi być zgrany z rodzajem spodni. Jeśli wybieramy klasyczne spodnie sztuczkowe, to w grę wchodzą na pewno dwa kolory: czarny albo grafitowy. Najbardziej klasycznym rozwiązaniem będzie kolor czarny, choć nie jest to konieczne. Do sztuczkowych spodni może pasować marynarka granatowa, o ile nie będzie to granat zbyt mocny. Oto przykład spodni sztuczkowych i żakietu Giorgio Armaniego na królewskim ślubie. Chociaż kolor żakietu był czarny (tak wynika z innych zdjęć), to na tym wygląda na lekko granatowy (spodnie są klasyczne sztuczkowe; rękawy żakietu zbyt krótkie, za to piękny ślubny krawat):





Wprawdzie jest to żakiet, ale można bez problemów zastąpić go lekko granatową marynarką i kompozycja byłaby bardzo ciekawa kolorystycznie. Jeśli jednak marynarka będzie miała w sobie zbyt dużo koloru niebieskiego, to może zacząć się za bardzo wybijać na tle szarej czerni spodni sztuczkowych, co zaburzyłoby równowagę kolorystyczną. Szczególnie ważną przy strollerze. Tutaj rozwaga jest bardzo istotna, ponieważ obcujemy najczęściej z trzema głównymi elementami garderoby, które są zdekompletowane.

Jeśli chcemy wybrać marynarkę granatową, to dobrą opcją będą również spodnie jednolite szare (niemal jak w "zestawie klubowym"). Czarna marynarka albo grafitowa również będą pasowały do szarych jednolitych spodni.

Osobiście polecam zestaw czarna marynarka plus tradycyjne spodnie sztuczkowe. To jest kombinacja najbardziej klasyczna i zazwyczaj wywołująca najbardziej formalne skojarzenia. Marynarka może być grafitowa, ale jeśli podejmujemy np. decyzję o szyciu marynarki, to zamiast grafitowej polecam marynarkę czarną (chyba że rozważamy granatową - to już jest krok w inną stronę). Proszę się nie przejmować przesądami niektórych o tym, że czerń to zły kolor na garnitur. Czerń to znakomity klasyczny kolor, tylko nie może go być za dużo. Na słońcu źle wyglądają smoking i jednolity czarny garnitur (zbyt wiele czerni). Natomiast sama marynarka z innymi kolorami będzie wyglądać bardzo dostojnie. W końcu do stroju dziennego najbardziej pożądany bywał czarny żakiet. A ten to przecież znacznie więcej czarnego materiału niż na marynarce.

Zestawem bardziej współczesnym, luźniejszym na strollera, ale bardzo urokliwym i mogącym być bardzo dostojnym na ślub, będzie kombinacja szarych jednolitych spodni i granatowej marynarki. Jak wspomniany wcześniej Bond:



3. Na koniec zostaje sprawa kamizelki. Ostatnia, ale wcale nie mniej ważna. Wydaje się być finalnym elementem, a wszystko od niej zależy. Nawet najbardziej eleganckie spodnie sztuczkowe i piękna czarna marynarką mogą zostać łatwo zakłócone np. świecącą żakardową złotą kamizelką we wzory (zresztą strój można zakłócić nawet dziwnym pseudowiązadłem pod szyję). Nie wierzę w łączone kompozycje z kamizelkami niejednolitymi. Jeszcze nie spotkałem się z naprawdę udaną. Najlepiej stawiać na kamizelki jednolite kolorystycznie i matowe (lub mieniące się jak delikatny jedwab).

W sprawie kamizelki wiele zależy od tego, jaką marynarkę wybraliśmy. Do marynarki czarnej na ślub powinny interesować nas trzy opcje, jeśli chodzi o kolory: szary, czarny, płowożółty (ewentualnie szary bliski niebieskiego). Do czarnej marynarki najlepsza będzie chyba jasnoszara. Wraz z marynarką i spodniami sztuczkowymi będzie się komponować w jedność kolorystyczną szarości i czerni (podobne wytyczne dotyczą żakietu).

Do każdej marynarki przy strollerze będzie pasować kamizelka w tym samym kolorze. Choć będzie to kombinacja bardzo poważna, zazwyczaj mniej ślubna.
Jak w wypadku czarnej kamizelki do czarnej marynarki, która może być interesująca, ale dodaje znacząco powagi do stroju. Bardziej kojarzy się ze spotkaniem z Królową niż ze ślubem. Aczkolwiek przy umiejętnie dobranym krawacie kompozycja również może być ładna.

Ostatnia opcja kolorystyczna, odcienie żółci, szczególnie jasne, jest już bardziej swobodną. Zazwyczaj lepsza będzie na wyścigi królewskie, chociaż oczywiście może jak najbardziej zadziałać.

Pozostałe opcje kolorystyczne kamizelki mogą być ładne, ale raczej nie sprawdzą się dla Pana Młodego. Mogą za to być dobrą opcją dandysowską do strollera na inne okazje.

Do granatowej marynarki interesują nas raczej dwie opcje: kamizelka granatowa/niebieska i szara. Czyli pod kolor spodni, albo pod kolor marynarki.

Jeśli chodzi o krój kamizelki, to wybieramy jednorzędową, albo dwurzędową. Bardzo ważne jest, żeby kamizelka nie była zapinana wysoko. Jeśli jest jednorzędowa, to nie powinna wystawać znacznie bardziej ponad zapięcie marynarki (jeden, dwa guziki to maksimum). Moim zdaniem najlepiej zostawiać jak największą przestrzeń (oczywiście bez przesady) dla koszuli.

Warto rozważyć kamizelkę dwurzędową z klapami (jednorzędowa również może mieć klapy). Wtedy pięknie podkreśla dostojność stroju i nadaje mu wyjątkowego charakteru. Przy takiej kamizelce marynarka potrafi być zepchnięta na dalszy plan (w zasadzie nie warto jej nawet zapinać, żeby nie zasłaniać pięknej warstwy pod spodem - uprzedzam pytanie: tak, marynarka może być bez przerwy rozpięta, jeśli mamy pod spodem piękną kamizelkę). Oto przykłady trzech kamizelek dwurzędowych ze strony http://www.pakeman.co.uk/ w kolorach powder blue, calico i szarym:





Takie piękne dwurzędowe kamizelki można dostać poza Polską, albo uszyć w Polsce (co nie jest bardzo kosztowne). Jeśli decydujemy się na ten krok, pamiętajmy o dobrym dopasowaniu. Szyjmy je pod spodnie i marynarkę. Niech kamizelka nie będzie zbyt długa, żeby eksponować w jak największym stopniu spodnie (ze stanem raczej wyższym niż średnim). Klapy kamizelki niech nachodzą na siebie tak ładnie, żeby symetrycznie wystawały przy zapiętej marynarce. Na plecach kamizelki niech będzie sama delikatna podszewka (np. jedwabna), żeby zapewnić nam przewiewność (w pewnym wariancie można również uszyć kamizelkę bez pleców, choć wtedy się może gorzej układać). Jeśli chodzi o rozkład guzików to najbezpieczniejsza będzie opcja dwóch rzędów po trzy guziki (jak na zdjęciach), co oczywiście nie jest konieczne (np. można znaleźć ciekawe kamizelki dwa razy po cztery). Natomiast kwestia ich oddalenia od siebie jest już sprawą indywidualną. Warto żeby guziczki delikatnie się schodziły do środka (odrobinę w kształcie litery "V"), żeby optycznie wyszczuplać sylwetkę pod marynarką (obalam przy okazji kolejny mit - dobrze skrojone kamizelki nie pogrubiają, tylko wyszczuplają!). Jak bardzo mają się schodzić guziki - sprawa indywidualna. Klapy mogą być szpiczaste lub szalowe.

Buty zakładamy czarne klasyczne oksfordy. Chociaż czarne derby są mniej formalne, to również można je bez problemów założyć do strollera.

Na koniec sprawa krawata. Wybór koloru kamizelki i marynarki jest z tym związany. Krawat powinien być wyjątkowy i odróżniający się, choć nie ma co ukrywać, że sama kompozycja strollera już nadaje strojowi niepowtarzalnego charakteru.

Czy do strollera dopuszczalna jest mucha? Mucha jest prawie do wszystkiego dopuszczalna, choć polecałbym raczej krawat.

środa, 6 marca 2013

Pytanie od Czytelnika: Mucha a widoczne guziki

Jeden z Czytelników zwrócił się z pytaniem, czy można zakładać muchę do koszuli, w której widać guziki. Wszystko naturalnie zależy od tego, na jaką okazję chcemy założyć muchę. Do najbardziej formalnych okazji, czyli takich, które wymagają fraka albo smokingu, wymagana jest specjalna koszula z guzikami jubilerskimi (czyli specjalnie wpinanymi w odpowiednio przygotowaną koszulę).

Większość osób ma doświadczenia związane z noszeniem koszul z guzikami bieliźnianymi, czyli tradycyjnymi, przyszytymi. Mogą to być guziki produkowane masowo, plastykowe, albo wyższej jakości np. wykonane z macicy perłowej. Te drugie wyglądają bardzo pięknie.

Mimo to i jedne, i drugie są uważane za guziki bieliźniane, raczej niestosowne do bardzo formalnego stroju. Co jednak, gdy myślimy o stroju mniej formalnym? Czy można założyć muchę do widocznych guzików bieliźnianych? Cóż, James Bond się nie przejmował i założył koszulę z guzikami bieliźnianymi nawet do smokingu:


Jak widać Bond się tym kompletnie nie przejmował. Popatrzmy na klapy, które są otwarte, co do smokingu wydaje się niezbyt fortunne. To kolejny dowód na coś, na co kilka razy już zwracałem uwagę - że wbrew pozorom styl Bonda jest stylem nieformalnym.

Patrząc z formalnego punktu widzenia, jeśli decydujemy się na muchę do garnituru, najlepszym wyjściem jest założenie koszuli z listwą, która je zakrywa (bawełniana koszula do garnituru nie powinna być sztywna ani półsztywna). Jeśli jednak impreza, na którą się wybieramy, nie jest bardzo formalna (co pewnie dotyczy większości przypadków, jeśli nie wszystkich przypadków), to nic się takiego nie stanie, jeśli założymy koszulę z widocznymi guzikami do naszej ukochanej muchy.

Naturalnie listwa zakrywająca guziki podniesie elegancję naszego stroju, jeśli nosimy muchę. Choć warto pamiętać, że nie podniesie jej tak bardzo jak kamizelka, która zmniejszy widoczną przestrzeń koszuli i doda uroku.

Na koniec obraz inspiracja, byłego premiera Wielkiej Brytanii w przepięknej muszce i strollerze. Trudno stwierdzić, ale wydaje się, że ta koszula ma widoczne guziki bieliźniane, choć czy to naprawdę tak istotne? Lepiej delektujmy się wyśmienitym charakterem tej kreacji zamiast nadmiernie doszukiwać się łamania reguł:


środa, 30 stycznia 2013

Elegancja kamizelki

Ewolucja eleganckiego stroju męskiego zaczęła się od strojów formalnych, a skończyła się "każualizacją" stroju do poziomu dwuczęściowego garnituru. Jednym z podstawowych atrybutów eleganckiego pana była kamizelka, która była dodatkową warstwą między koszulą (czyli w zasadzie bielizną) a marynarką (żakietem, frakiem etc.). Pozwalała nie tylko na ocieplenie w zimniejsze dni, ale przede wszystkim dodawała stylu.

Tego stylu dodaje również dzisiaj, bez względu na to, co obserwujemy w sklepach, gdzie trzyczęściowe garnitury to rzadkość. Winni temu są klienci i producenci. Klienci nie są zainteresowani kamizelkami (ponieważ mamy w wielu miejscach ogrzewanie), a producenci starają się do tego dostosować (i dzięki temu oszczędzają na materiale na kamizelce, która potem nie bywa zakładana).

W wypadku garnituru i smokingu kamizelka spełnia dwie bardzo ważne funkcje. Wprawdzie w obu przypadkach ma zupełnie inny styl, ale jej cel główny jest taki sam: zmniejszyć widzialną przestrzeń koszuli. Po pierwsze, zasłania koszulę w wypadku rozpięcia marynarki. Po drugie, zasłania koszulę również przy zapiętej marynarce, zarówno poniżej zapiętego guzika marynarki (bez kamizelki przy zapiętej marynarce koszula będzie momentami widoczna przy ruchach rękami), jak i (przy garniturze) powyżej zmniejsza odrobinę dekolt koszulowy.

Dlaczego zasłaniać koszulę? Spójrzmy na przykładowego Pana (ze strony http://www.theedinburghreporter.co.uk/2011/05/marks-spencer-exchange-your-old-suit-for-charity/):




Brak kamizelki ewidentnie nie służy. Mimo że marynarka jest zapięta w oczy rzuca się kawałek koszuli. Swoją rolę odgrywa również wysokie zapięcie marynarki, ale nie jest to decydujące, ponieważ w każdej marynarce taki efekt ukazanej koszuli może zostać wywołany. Efekt jest wzmacniany przez spodnie z za niskim stanem. W dodatku widać kawałek krawata. Gdyby był zawiązany jak zazwyczaj (trochę dłuższy), to dodatkowo by się rzucił w oczy.

Ten widok jest całkowicie niepotrzebny. Nie jest w stanie dodać Panu ani atrakcyjności, ani elegancji. Zamiast tego stworzona jest przestrzeń, która woła "zwróćcie na mnie uwagę". Ale tu nie ma nic do oglądania. Kogo bowiem interesuje bieliźniany guzik koszuli, albo końcówka krawata? Tu nie ma czego oglądać.

Jak wspominałem wiele razy, koszula spełnia funkcję naturalnego dekoltu mężczyzny. Jej celem jest podkreślenie aparycji (krawat to dodatkowy element, który stanowi klucz do wysyłania konkretnych sygnałów). Tak działa literka "V" wytworzona przez koszulę otaczaną klapami marynarki. Jeśli ta sama koszula pojawia się w okolicach pasa i od czasu do czasu błyska w stronę obserwatorów, to momentami w ubiorze twarz przestaje grać pierwsze skrzypce. A twarz jest najważniejsza w stroju mężczyzny (i element mowy pozawerbalnej - ręce - stąd potrzeba wystających mankietów koszuli).

Nie chodzi rzecz jasna o samą tylko koszulę, ponieważ ten sam problem może się pojawić w wypadku wystającego krawata (ze strony http://rococoreport.com/2012/04/20/rococo-men-what-does-your-suit-say-about-you/):



Ten krawat jest jeszcze bardziej nachalny niż koszula na poprzednim zdjęciu. Kolejny szczegół, domagający się uwagi, na którą zdecydowanie nie zasługuje.

Czasami rozpinamy marynarkę. Wtedy kiedy siadamy, albo kiedy zdarza się nam zapomnieć ją zapiąć (np. po tym jak siedzieliśmy i szybko wstaliśmy przywitać się z jakąś Osobą). W takiej sytuacji problem staje się jeszcze bardziej widoczny. Tym razem weźmiemy bardziej oczywisty przykład, czyli smoking, gdzie kamizelka lub pas to absolutna konieczność:



Wprawdzie Panowie zastosowali pas, to jednak jego efekt jest słaby (ze względu na niższe umiejscowienie). Ci przystojni Panowie po zapięciu marynarek smokingu wyglądaliby jak książęta. Po rozpięciu marynarki wyglądają jak nieokrzesana grupka, korzystająca z prawa do sprezzatury. W istocie dlatego, że magia białej koszuli przestaje działać. Koszula biała jest magiczna, gdy ma kształt litery "V". Bo jak patrzymy na "V" białej koszuli, to przyciąga nasz wzrok górna część, czyli twarz. Po rozpięciu marynarki i przy braku kamizelki (albo chociaż wysokiego pasa) uwagę zaczyna przyciągać brzuch i okolice pasa. A za co one się uważają, skoro najważniejszy jest ich właściciel reprezentowany przez aparycję?

A teraz popatrzmy na Brada Pitta w rozpiętym smokingu i kamizelce:



Różnica radykalna.
Owszem, idę trochę na łatwiznę, bo na przykładzie smokingu sprawa jest oczywista (białe "V", albo "U" jest konieczne). Niemniej jednak w wypadku garnituru argument jest ten sam, lecz słabszy (ponieważ do litery "V" dochodzi kreska w środku, którą jest krawat, a klapy nie są wyłożone święcącym materiałem). Mimo że garnitur jest inny od smokingu, to nadal jednak bez kamizelki koszula w okolicach pasa odwraca uwagę od tego co najważniejsze - właściciela ukazywanego brzucha.

Poniżej kilka zdjęć trzech różnych Bondów. Najpierw w rozpiętej marynarce:





A następnie w rozpiętej marynarce z kamizelką:






Znowu zauważalna różnica. Rozpięta marynarka bez kamizelki czyni strój bardziej "sportowym". Nie musi to oczywiście być wada (ponieważ sprezzatura bywa w wielu okolicznościach pożądana). Należy jednak pamiętać, że schodzimy w takim wypadku z poziomem elegancji.

Dziś jako "sprezzaturę" rozumie się rozmaite zachowania. Tymczasem w istocie z perspektywy klasycznej elegancji męskiej, brak kamizelki jest już sprezzaturą. Ponieważ bez kamizelki otwieramy drogę do pokazywania koszuli i krawata w okolicach naszego pasa. I to, jak widzieliśmy, nawet przy zapiętej marynarce. Drogą pośrodku pozostaje naturalnie garnitur dwurzędowy, którego nie rozpinamy i który bezkompromisowo skrywa nasz pas (co na marginesie praktycznie rozstrzyga moim zdaniem dyskusję o tym, że marynarka dwurzędowa jest bardziej formalna od garnituru dwuczęściowego jednorzędowego).

Warto pamiętać, że elegancki strój męski przyświeca pewnej idei równości. Przy zachowaniu rozsądnych proporcji mężczyzna, który nie jest atletą, ma szansę wyglądać w garniturze bardzo atletycznie, a dobrze skrojona kamizelka w tym bardzo pomaga. I odwrotnie, nawet jeśli jest się tak dobrze zbudowanym jak Cristiano Ronaldo, to można dobrać tak strój, że utraci się po części zgrabną sylwetkę (poprzez spodnie z niskim stanem i rozpiętą marynarkę ukazującą sporą część koszuli):





Kamizelka garniturowa spełnia jednak jeszcze dodatkowe funkcje poza zakryciem pasa. Nie wystarczy założyć dowolnej kamizelki, ponieważ jak każdy inny element stroju musi być przemyślana. Po pierwsze, trzeba uważać ze zdekompletowaną kamizelką. To zabieg ryzykowny. Po drugie, kamizelka do garnituru zazwyczaj wystaje ponad marynarkę (wcale nie musi; możemy sobie uszyć taką, żeby tylko służyła zakryciu koszuli pod marynarką; choć jest to zabieg rzadki, nie będzie to jakiś wielki błąd). Kwestia tego, jak bardzo wystaje, jest szczególnie istotna. Często spotykałem się z kamizelkami, które wystają za bardzo ponad marynarkę i zanadto chowają koszulę (zapinają się prawie pod szyję, co wygląda nienależycie). Zabieg może być na tyle niekorzystny, że już lepiej byłoby w ogóle kamizelki nie zakładać. Dobra garniturowa kamizelka nie może likwidować "V" pod szyją (dlatego też nie przekonują mnie kamizelki do marynarek na trzy guziki). Po trzecie, kamizelka powinna być z przyzwoitego materiału (a nie świecącego we wzory poliestru).

Także jak z innymi elementami garderoby trzeba być ostrożnym. Należy pilnować koloru, materiału i kroju kamizelki, aby strój był należycie zgrany.

Niektórzy proponują kamizelki bez pleców (z przyczyn termicznych). Inni zdecydowanie oponują. Pomysł jest pod pewnymi względami dobry (jest chłodniej, a marynarki i tak nie zdejmujemy), ale ma swoją cenę, gdyż materiał się gorzej układa (jeśli szyjemy kamizelkę, to można się porwać na lepsze materiały i na podszewkę użyć czegoś bardzo przewiewnego i naturalnego).

Kamizelka nie jest niemodna, kamizelka to klasyka męskiej elegancji. Dlatego warto, aby panowie szukali pretekstów do zakładania kamizelek. Na ślub, czy jakąś uroczystą imprezę rodzinną. Każdy powód dobry.

I na koniec pewna podstawa: kamizelka bynajmniej nie jest po to, żeby można było w razie potrzeby zdjąć marynarkę. Rola kamizelki jest zupełnie inna i mam nadzieję, że powyższy wpis to klarownie wyjaśnia.

Pewna osoba, którą przekonałem do kamizelki, spytała mnie: "Już mam garnitur dwuczęściowy jednorzędowy na ślub i co teraz zrobić, jeśli chciałbym założyć kamizelkę?". Naturalnie odradzam świecące kamizelki we wzory. Jednym wyjściem jest wspomniana przemyślana kamizelka zdekompletowana, ale dobranie takiej kamizelki może być trudne (i sprawić, że z kamizelką będzie mniej elegancko niż bez). Lepiej zrobić rzecz następującą. Garnitur był czarny (ta sama rada dotyczy również granatowego i grafitowego). Dokupujemy ładną jednolitą szarą wełnę i szyjemy z niej eleganckie spodnie i kamizelkę (polecam dwurzędową, choć nie jest to konieczne). Zabieg wcale nie będzie bardzo drogi (i nie wymaga pracy najlepszych krawców). Do Kościoła zakładamy te szare spodnie i szarą kamizelkę, a na to marynarkę od garnituru. W ten sposób na ślub mamy eleganckiego strollera. Jak James:





Natomiast po ślubie przed weselem przebieramy się w jednolity garnitur (bez kamizelki). W ten sposób łatwo dostosujemy nasz strój do warunków, jednocześnie nie przesadzając ze zmianą kompozycji.

Jak zawsze podkreślam, że to tylko jeden z pomysłów. W końcu jak pisaliśmy też tutaj, dwuczęściowy jednorzędowy garnitur może być przepiękny. Jeśli natomiast trochę chorujemy na kamizelkę, warto rozważyć dostępną alternatywę.

sobota, 26 stycznia 2013

"Taliowany" nie znaczy "za ciasny"

Garnitury i marynarki "taliowane" (slim fit) robią w Polsce zawrotną karierę i bardzo dobrze. Niebagatelną rolę odegrała na rynku Vistula, która jako jedna z pierwszych w sensownej półce cenowej zaczęła dostarczać klientom produkt "taliowany" (obecnie ma bodajże trzystopniowe taliowanie). Wpływ na rynek był tak ogromny, że konkurencja musiała zacząć podążać za asortymentem (i na przykład bardziej taliowane produkty wprowadził Bytom).

Problem z masowo sprzedawanymi garniturami był taki, że były kolokwialnie mówiąc "workowate", czyli za szerokie, nawet jeśli ramiona miały odpowiednią szerokość. Określenie "taliowany" stało się określeniem na garnitur, który jest bardziej dopasowany do sylwetki, czyli unika błędu "workowatości". Pod tym względem "taliowany" zawsze oznacza lepszy.

Słowo "taliowany" jest jednakże również używane w innym kontekście. Garnituru, który nie tylko jest dopasowany do sylwetki, ale jest tak zrobiony, że bardziej przylega jego posiadacza (określa się to nieraz jako "styl włoski").

Warto pamiętać, że dla danego użytkownika nie istnieje jeden konkretny model garnituru. Ramiona marynarki można zakończyć odrobinę wcześniej, lub dalej (wyżej, lub niżej). Taliowanie może zostawić odrobinę zapasu materiału w okolicach talii, ale niekoniecznie. Wszystko to decyduje o innym wyglądzie całości i zależy od indywidualnych preferencji.

Istnieją jednak punkty graniczne, kiedy zbyt dużo materiału staje się widoczne, a garnitur za szeroki. Jak również, kiedy taliowanie staje się tak mocne, że garnitur jest po prostu za ciasny. Warto jednak pamiętać, że najczęściej za słowem "taliowany" kryje się znaczenie "dobrze pasujący". Dlatego "taliowane" garnitury to nie jest wymysł ostatnich lat, ponieważ dobre garnitury zawsze mają dobrze leżeć.

Popatrzmy na przykład na Daniela Craiga. Tak wygląda w chyba zbyt szerokiej marynarce w Casino Royale:


Marynarka sprawia mylne wrażenie, jakby Craig był strongmenem o lekko przerośniętych mięśniach.
Tak wygląda w garniturze za ciasnym (co widać po kamizelce wypychanej brzuchem):


 Tak wygląda w garniturze lekko za ciasnym (co widać po zbyt dużych marszczeniach przy guziku).


A tak wygląda w garniturze właściwym. Lekkie załamanie materiału jest dopuszczalne, jeśli jest delikatne (i nie ma kształtu litery "X")


Czy takie delikatne załamanie jest koniecznie? Nie. To jest właśnie kwestia indywidualna, o której wspomniałem. Mały zapas, który pozwala na pójście w jedną, lub drugą stronę.

Załamania wcale nie są koniecznie, co doskonale widać w idealnie dopasowanym smokingu Daniela Craiga:



Przepiękny. A teraz proszę zobaczyć za ciasny smoking Daniel Craiga w kolorze Midnight Blue:


Ramiona za wąskie, załamania widoczne, a do tego jeszcze te obcisłe spodnie. I pomyśleć, że to smoking Toma Forda. Tom Forda, który w świecie rozrywki może być uznany za króla smokingów:


Zazwyczaj, gdziekolwiek się pojawia, wygląda znakomicie.

Pamiętajmy, że garnitur "taliowany" nie znaczy "za ciasny". Garnitur ma być dobry.

niedziela, 23 grudnia 2012

Co na głowę w zimie?

Klasyczna elegancja wymaga często wielu wyrzeczeń. Dbanie o swój wygląd pochłania czas, środki, a czasami jest po prostu uciążliwe. Najbardziej jest to widoczne w okresach wielkich upałów i mroźnych zim. W zimie problem jest szczególnie uciążliwy dla głowy i ładnych butów. W drugim wypadku inwencja ludzka szybko rozwiązała problem. Z głową jednak problem wydaje się do dziś nierozwiązany.

Co elegancki mężczyzna ma założyć na głowę, gdy na dworze mróz i pada śnieg? To znaczy: co na głowę, gdy trzeba zakryć uszy i zwykły kapelusz nie wystarczy?

Otóż wydaję mi się, że mam pewne rozwiązanie dla eleganckich panów, ale najpierw dwa słowa o trzech rozwiązaniach stosowanych najczęściej.

1. Rozwiązanie najprostsze, czyli ciepła zimowa czapka. Wygląda mało atrakcyjnie, szczególnie jeśli zakładamy garnitur, eleganckie buty i elegancki płaszcz. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z klasyczną elegancją, ale nie należy takiego rozwiązania krytykować. W głowę musi być ciepło. Niewątpliwie schodzimy w tym wypadku z elegancją, ale mądry mężczyzna musi być przede wszystkim rozsądny i dbać o swoje zdrowie. Pod względem estetyki to rozwiązanie jest dalekie od doskonałości, ale przynajmniej spełnia się tu podstawowy wymóg ubioru w zimie, o którym zapominać nie wolno: trzymanie ciepła.

2. Rozwiązanie bardziej eleganckie, ale raczej każualowe: kaszkiet z nausznikami. Plus jest w zasadzie jeden - jest bardziej elegancki od czapki. Na tym jednakże plusy się kończą. Kaszkiet nie jest eleganckim nakryciem głowy (i do tego przegrywa konkurencję, jeśli chodzi o trzymanie ciepła). Jest po prostu elegantszym od tych powszechnych na polskich ulicach. We współczesnym świecie całkowicie zrozumiale jest jego noszenie. A jeszcze bardziej zrozumiałe jest posiadanie w nim schowanych nauszników, które mogą służyć, gdy temperatura spadnie poniżej zera. Nie wygląda to zbyt ciekawie, ale pamiętajmy, że dżentelmen ubiera się przede wszystkim mądrze, czyli chroni swoje ciało przed mrozem. Oto przykładowy model (Bugatti):



Kaszkiet ma swój styl i charakter. Niestety nieuchronnie traci go w momencie założenia nauszników (tutaj są ukrywane na zewnątrz, ale są też oczywiście modele z nausznikami wewnątrz). Jednakże kiedy przychodzi minus 10, wyjścia nie ma. Uszy trzeba chronić, więc nauszniki koniecznie idą w dół. Wyglądamy znacznie gorzej, ale jest nam cieplej, a uszy nie robią się czerwone.

3. Rozwiązanie bardziej eleganckie, ale kojarzone ze specyficznymi wschodnimi kręgami kulturowymi, czyli rosyjska uszatka. Zapięta wygląda nawet ciekawie. Rozpięta już mniej (ze strony http://pl.ioffer.com):




Naturalnie czarna byłaby lepsza. Uszanka ładniej wygląda, gdy nauszniki są u góry. Kiedy przychodzi mróz, podobnie jak z kaszkietem - nie ma wyjścia, trzeba chronić uszy.
Oto Sean Connery w uszatce w jednym z filmów (my jeśli się decydujemy, bierzemy uszatkę bez znaczka...):




4. I wreszcie rozwiązanie ostatnie. Rozwiązanie dla tych, którzy nie lubią kompromisów i uwielbiają podstawowy atrybut męskiego eleganckiego stroju: kapelusze. I nie zaakceptują substytutów w postaci czapek, uszatych, kaszkietowych, czy narciarskich. Niezależny, odważny, wolny i przebojowy mężczyzna nosi kapelusz.

Dlaczego?

Oto Harrison Ford w dwóch różnych wersjach. Dwa zdjęcia w czapce, a następnie dwa w kapeluszu (homburgu i fedorze):






Mógłbym od razu wkleić zdjęcie Indiany Jonesa i zakończyć dyskusję, ale to byłoby pójście na łatwiznę. Kapelusz jest niepodważalną klasyką mody męskiej i mimo iż trochę ekscentryczny, to jednak można go bez problemów nosić we współczesnym świecie.

Oczywiście łatwo powiedzieć, ale jak rozwiązać sprawę mrozu, śniegu, deszczu? Wiele kapeluszy potrafi przyzwoicie trzymać ciepło i być w miarę dobrze impregnowanych. Co jednak jeśli warunki stają się autentycznie ekstremalne?

Sam borykałem się z tym problemem, aż jakiś czas temu odkryłem firmę kanadyjską Tilley, która produkuje kapelusze przeznaczone do warunków ekstremalnych (w końcu Kanada - było mi o tyle łatwo, że w przeciwieństwie do wielu Polaków miałem bliżej do tego kraju). Wykonane są ze świetnego materiału, który dobrze trzyma ciepło (głównie wełna), jest wodoodporny, wiatroodporny, a do tego ma schowane nauszniki, co jest zjawiskiem bardzo rzadkim w przypadku kapeluszy. Do tego kapelusz ma dożywotnią gwarancję. Jeśli coś się z nim stanie, odsyłamy i dostajemy od firmy nowy. Godna postawa ze strony Tilleya, która sprawia, że kapelusz jest warty swojej ceny (około 100 dolarów).

Mam na myśli dwa konkretne modele. Jeden cieplejszy, choć mniej elegancki TW2 i drugi trochę mniej ciepły, ale bardziej elegancki TTW2 (ten drugi spokojnie jednak sprawdzi się w warunkach polskiej zimy). Kolejno obydwa kapelusze (ze strony Tilleya):




Niewątpliwie mają trochę charakter sportowy. Nie jest to homburg, nie jest to melonik, ani nawet fedora. Jest to jednak kapelusz, który można założyć do eleganckiego płaszcza, kiedy na dworze minus 10 stopni, a z nieba leje się bez opamiętania woda i spada śnieg. Kapelusz jest arcywytrzymały i przeznaczony na takie warunki. Poniżej zdjęcia ze strony Tilleya na Facebooku, które przesłali prywatni użytkownicy kapelusza w skrajnych warunkach (David Randall i Ala Billyyeald; https://www.facebook.com/TilleyEndurables):




Jeśli chodzi o funkcjonalność, to ten kapelusz zostawia daleko w tyle niektóre tradycyjne czapki narciarskie. Ma taki charakter, że bez skrępowania można go nosić nawet do stroju sportowego (co widać na zdjęciach).

Oto link do filmu z recenzją na youtubie, gdzie autor pokazuje jak wygląda kapelusz z opuszczonymi nausznikami. Nie jest tak źle. Wprawdzie dalej wygląda to trochę specyficznie, ale lepiej niż czapka narciarska, kaszkiet z nausznikami, czy uszatka z opuszczonymi nausznikami. To jest produkt dla tych, którzy w męskim stylu nie lubią kompromisów. Myślę, że idąc do opery w sypiącym śniegu i minus 10 stopniach, mając na sobie dyplomantkę (pod którą skrywamy smoking), możemy bez przeszkód założyć taki kapelusz na głowę.

Być może mój wpis brzmi za bardzo jak reklama, ale czuję, że muszę spłacić swój dług wobec Tilleya i powiedzieć innym o tym, jak jakiś czas temu ta firma poratowała moje "widzi mi się" i dostarczyła jakże rzadkiego produktu: kapelusza na ekstremalną zimę.

Zwłaszcza, że często słyszę pytania niektórych o to, co zakładać na głowę w zimie, żeby jednocześnie wyglądać chociaż trochę w zgodzie z klasyką. Oto i rozwiązanie.

niedziela, 2 grudnia 2012

Cała prawda o spinkach i mankietach

Często, gdy rozważa się różne pomysły na strój ślubny, praktycznie zawsze jako kanon traktuje się koszulę na jubilerskie spinki z koniecznie widocznymi mankietami. Mankiety mają być widoczne i spięte ładnym zdobieniem, a dlaczego, to właściwie nie do końca wiadomo.

W rzeczywistości ani jedno, ani drugie, nie jest tak naprawdę konieczne, a mówię to z pozycji gorącego zwolennika zarówno spinek jubilerskich jak i widocznego mankietu. Jednakże to, co uważamy za lepsze i ładniejsze, nie musi zawsze oznaczać narzucanie naszego zdania innym. Kanony klasycznego męskiego stylu nie są aż tak sztywne, jak niektórzy sądzą.

Na początek dwa słowa w obronie widocznego mankietu. Dzięki temu zwrócona zostaje uwaga na dłonie. A dłonie obok twarzy to najważniejszy atrybut mężczyzny. Podstawowe narzędzie mowy pozawerbalnej, a także podstawowe narzędzie okazywania władania nad światem zewnętrznym wkoło. Dlatego warto dobierać tak długość marynarki i rękawa, żeby mankiet był widoczny. James nas gorąco do tego zachęca:




Wiele z klasycznych przewodników dla mężczyzn zachęca nas do tego, aby nosić mankiet. Czytamy nawet matematyczne rekomendacje o tym, że ma to być 1 cm, albo 1,5, albo nie więcej niż 2 cm itd. W rzeczywistości długość rękawa marynarki, podobnie jak spodni, ma być "odpowiednia". Niby uniwersalna i niewiele mówiąca odpowiedź, ale łatwo ją sprawdzić samemu się zastanawiając. Po prostu musimy popatrzeć spokojnym okiem, bez matematycznych uprzedzeń jak wygląda nasza dłoń przy ubranym stroju. I może to być takie zestawienie, że mankietu wcale nie widać, a rękaw marynarki nie jest za długi, nie wchodzi na naszą dłoń i jednocześnie nie odkrywa nadgarstka, więc nie jest za krótki.
Długość ma być odpowiednia, ot cała tajemnica.

Widoczny mankiet bynajmniej nie jest absolutną koniecznością, o czym można się przekonać oglądając stare zdjęcia elegantów. Trafiają się tacy, których mankiet jest ukryty. Można sięgnąć do zdjęć ślubów królewskich. Nie jest takich przypadków mało i nie uważano powszechnie, że schowane mankiety oznaczają złamanie jakichś kanonów.

Mówimy oczywiście o pozycji stojącej z opuszczonymi rękami. Gdy ręce zaczynają pracować rękaw koszuli zawsze wygra z marynarką i w końcu się ukaże. I z tym właśnie z kolei wiąże się poważne wyzwanie.

Jeśli komuś bardzo zależy na tym, żeby mankiet był widoczny w pozycji stojącej, to grozi mu taki o to efekt:




W sytuacji, w której ręce zaczynają pracować, cały mankiet może wyjść z rękawa i ukazać się światu. Ten widok nie jest zbyt korzystny. Ukazuje nie tylko zbyt dużo koszuli, ale ukazuje jej strukturę. Lepiej zrezygnować z widoczności mankietu w pozycji stojącej niż za cenę tej widoczności ukazywać światu przy pracy rąk cały francuski mankiet jak na zdjęciu wyżej.

Problem jest tym poważniejszy, jeśli ktoś nie tylko chce w pozycji stojącej pokazywać mankiet, ale chce żeby widoczne były spinki. W takiej sytuacji mankiet musi wyraźnie wystawać i będzie jeszcze bardziej widoczny przy ruchach ręką. Jeśli bardzo chcemy pokazywać spinki, ale jednocześnie nie pokazywać zbyt dużo koszuli, jednym z rozwiązań jest posiadanie takiej koszuli, gdzie zapięcie na mankiecie jest przesunięte do przodu, żeby spinki były szybciej widoczne. Wielkim fanem takich rozwiązań jest książę Karol (proszę pominąć kwestię specyficznego rękawa marynarki, ona nie gra tu roli):




Jak widzimy, spinka jest bardzo blisko brzegu rękawa. Zapięcie jest specjalnie niesymetryczne, żeby można było się pochwalić biżuterią. Zabieg interesujący, choć osobiście za nim nie przepadam.

Cała sprawa z mankietem jest tym większym wyzwaniem, ponieważ dużą rolę odgrywa szerokość rękawa marynarki. Im rękaw węższy, tym łatwiej będzie złapać mankiet koszuli, żeby za bardzo z rękawa nie wychodził. Z drugiej strony zbytnie usztywnienie może oznaczać, że rękaw marynarki będzie się marszczył, ponieważ to mankiet koszuli będzie wywierał na nim presję.

Co więcej... szerokość rękawa marynarki powinna być tak naprawdę dostosowana do tego, jaki mankiet nosimy. Jeśli nosimy koszulę bez szerokiego mankietu, to rękaw nie może być szeroki, ponieważ przy ruchach ręki będzie widoczna podszewka. Co również jest widokiem niekorzystnym:


(Dlatego paradoksalnie marynarka powinna być dostosowana do typu koszuli, jaką nosimy: czy z prostym, czy podwójnym mankietem).

Sprawa dobrania właściwego rękawa marynarki i mankietu to nie lada wyzwanie.

Warto również pamiętać o tym, że mankiet koszuli na spinki może być pojedynczy, nie musi być podwójny. Wtedy koszulę lżej się nosi (i wbrew pozorom nie jest mniej formalna) i do tego zmniejszony jest problem walki mankietu z rękawem marynarki.

Na koniec sprawa samych spinek. Niektórzy mężczyźni nie lubią biżuterii i starają się jej unikać. Czy zatem zmuszeni są do założenia spinek do koszuli z francuskimi mankietami na swój ślub? Bynajmniej. Jak popatrzymy na stare ilustracje mody męskiej, to będą się tam przewijać spinki węzełki, czyli najprostsze możliwe zapięcia do koszuli. Można takie nawet założyć na ślub w kolorze białym:
Na pogrzeb można na przykład założyć takie spinki w kolorze czarnym. Szczególnie, że jest to smutne wydarzenie, w trakcie którego nie należy się wyróżniać nadmiernymi dodatkami. Takie spinki mogą być wykonane z lepszego materiału, na przykład bawełny. Mogą też być wykonane z materiałów sztucznych i tym bym się nie przejmował. Skoro poliamid znajduje się w naszej bieliźnie, to nic się nie stanie, jeśli będzie go trochę w mankiecie.

Także, jeśli ktoś nie lubi pokazywać nadmiernie mankietów, ani nie lubi spinek, to może z nich zrezygnować i dalej pozostać bardzo eleganckim. Bez obaw. Mankiet u Pana Młodego może być skromnie schowany tuż pod rękawem marynarki i może być spięty takim węzełkiem (którego najprawdopodobniej i tak nie będzie widać nawet przy ruchach ręką).

Nie warto natomiast rezygnować z podwójnego francuskiego mankietu na koszuli, bo ten rzeczywiście dodaje dostojności. I przy ruchach ręką się od czasu do czasu wynurzy z rękawa marynarki.

sobota, 6 października 2012

"Zwykły" garnitur dwuczęściowy na ślub

Ostatnią z opcji na ślub, po żakiecie, strollerze, trzyczęściowym garniturze, garniturze ze zdekompletowaną kamizelką i garniturze dwurzędowym, jest garnitur "zwykły", czyli dwuczęściowy i jednorzędowy.

Piszę "zwykły", ponieważ w porównaniu do wcześniej wymienionych opcji, wydaje się to opcja "najzwyklejsza". Szczególnie, że głównie takie garnitury są współcześnie noszone na co dzień. Czy jednak oznacza to, że garnitur jest "zwykły"?

Bynajmniej. Opcja najprostsza może równocześnie być elegancka i urocza. Wystarczy tylko wybrać jednolity garnitur o odpowiednim kolorze (szary, granatowy, grafitowy), z pięknej wełny, bardzo dobrze skrojony, z białą koszulą, odpowiednim krawatem, poszetką i wypełnioną butonierką. I może być wspaniale.

Zresztą czy powiedzielibyśmy, że ten mężczyzna wygląda zwyczajnie?:

 

Odrobinę bardziej ślubne krawaty z kwiatkiem uczyniłyby z Daniela Craiga znakomitego Pana Młodego. Starannie dobrana i ułożona kreacja garnituru dwuczęściowego jednorzędowego może być bardzo dobrą kreacją ślubną. Nie należy się niej bać. Zwłaszcza, jeśli Pan Młody nie obcuje codziennie z eleganckim strojem, a garnitur zakłada na wyjątkowe okazje. Nie ma potrzeby na siłę podnosić rangi stroju.
Zamiast inwestować w nieładną, świecącą i poliestrową zdekompletowaną kamizelkę (wraz pseudo-wiązadłem w tym samym kolorze), lepiej dołożyć tę sumę do budżetu na garnitur. Efekt będzie dużo lepszy. Bo ze zdekompletowaną kamizelką trzeba uważać.

Na co należy uważać przy wyborze takiego garnituru poza właściwym krojem? Przede wszystkim trzeba być ostrożnym z długością marynarki. Dzisiaj często młodzieżowo marynarki bywają przykrótkie. Funkcja jest znana - wydłużyć nogi, ale nie można przesadzać. Marynarka powinna być możliwie najdłuższa, ale nie za długa. Kiedy staje się za długa? Kiedy przestaje dzielić sylwetkę na pół.

Zrezygnowałbym również z mocno zwężanych nogawek i spodni. Chyba, że chcemy pokazać, że przyrzeczenie małżeńskie składa nasz staw skokowy, a nie my. Wiem, że fani stylu włoskiego mogą pomstować, ale tutaj optyka staje po stronie stylu angielskiego. Nogawki nie mogą być bardzo wąskie (mogą być dyskretnie zwężane, ale nie za bardzo).

Jeśli można coś jeszcze doradzić w sprawie garnituru "zwykłego", to zwróciłbym uwagę, że można wybrać garnitur z zamkniętymi klapami marynarki. Wtedy nadaje to bardzo uroczystego charakteru, choć trudno takie garnitury dostać (ze strony http://www.omiru.com/):


Garnitur z takimi klapami zawstydzi niejedną kombinację dwurzędową, albo trzyczęściową garnituru.
Większość produkowanych dzisiaj garniturów niestety nie ma takich klap.

Jeśli chodzi o kieszenie, to schowajmy patki do środka. Tak jest ładniej.

Pamiętajmy, że przy garniturze jednorzędowym dwuczęściowym trzeba uważać z krawatem. Powinien być konserwatywny (a więc szary, srebrny, granatowy), ponieważ jest w dużej części widoczny, a czasami nawet w całości (jak siedzimy). Nie zakrywa go dwurzędówka (której nie rozpinamy nawet przy siadaniu), ani kamizelka (przy opcji trzyczęściowej). Dlatego musi być kolorystycznie spokojniejszy.

Garnitur "zwykły" może być bardzo niezwykły (ze strony http://www.henryherbert.com/):



A jak ktoś ma inną opinię, może spytać o zdanie Rogera Moore'a.